Mapa dróg śmierci. "Ulice w Warszawie jak tory wyścigowe. Gdzie jest policja?"

Warszawskie ulice zamieniły się w tory wyścigowe - przekonują społecznicy ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. Po tragicznym wypadku w centrum stolicy tworzą mapę "dróg śmieci", którą zamierzają wysłać policji. Do akcji angażują mieszkańców i pierwsze efekty tej współpracy - jak mówią - są dość zaskakujące. Gdzie w Warszawie jest najniebezpieczniej?

W środę na ulicy Grochowskiej zginął motocyklista - po zderzeniu z samochodem osobowym, którego kierowca uciekł z miejsca zdarzenia. W sobotę na Marszałkowskiej - w samym centrum miasta - kierujący białym porsche śmiertelnie potrącił pieszego o kulach. Ten wypadek odbił się szczególnie szerokim echem. Kierowca auta - 24-letni Patryk D. - był wcześniej karany za wykroczenia drogowe i w przeszłości miał zatrzymywane prawo jazdy. Określany jest jako "patoinfluencer", bo przed zdarzeniem chwalił się szybką jazdą w mediach społecznościowych.

"Ulice jak tory wyścigowe"

Działacze z warszawskiego stowarzyszenia Miasto Jest Nasze przekonują, że stołeczne ulice zamieniły się w tory wyścigowe, a policja nic sobie z tego nie robi. Rozpoczęli akcję #StopWyścigom #GdzieJestPolicja, w ramach której zbierają od mieszkańców zgłoszenia dotyczące ulic, gdzie kierowcy urządzają regularne wyścigi - szczególnie nocą. 

"W letnie wieczory słychać ryk silników, pisk opon, hałas nie do zniesienia, który nie pozwala spać. Ale najgorsze jest śmiertelne zagrożenie jakie stwarzają bandyci za kierownicami swoich sportowych aut" - przekonują. I ostrzegają: "Kolejny bezkarny bandyta za kierownicą może zabić każdego z nas - ciebie, twoją mamę czy twoje dziecko".

Ze zgłaszanych przez mieszkańców lokalizacji ma powstać "mapa dróg śmierci", którą aktywiści mają zamiar wysłać policji. - Początkowo wydawało nam się, że mieszkańcy zgłoszą miejsca, o których już wiemy. Ale im dłużej to trwa, tym bardziej widzimy, że te wyścigi są w zasadzie wszędzie, nawet w miejscach, w których się w ogóle tego nie spodziewaliśmy - mówi nam Marta Marczak z Miasto Jest Nasze. Jako przykład podaje ulicę Kruczą w Śródmieściu. Wydawać by się mogło, że nie jest to wielka arteria, a jednak - jak podkreśla rzeczniczka MJN - zgłoszeń z tego miejsca jest bardzo dużo.

Pytana o ulice, na których do wyścigów dochodzi najczęściej - przyznaje, że są to w zasadzie "wszystkie przeskalowane stołeczne arterie". - Puławska, Targowa, aleja Zieleniecka, Aleje Jerozolimskie od Muzeum Narodowego do mostu Poniatowskiego czy Grochowska po prawej stronie Wisły - wylicza. - To są trasy, na których kierowcy kompletnie nie przestrzegają ograniczenia 50 kilometrów na godzinę - dodaje.

"Wyścigi są nielegalne"

Jak mówi Krzysztof Woźniak, dziennikarz TOK FM, który od lat zajmuje się tematyką bezpieczeństwa ruchu drogowego, autor programów Przewodnik Drogowy, Skołowani oraz Zmotoryzowani  - "wyścigi na drogach, niezależnie od tego czy odbywają się na obszarze zabudowanym, czy poza nim - są po prostu nielegalne". - Chyba że zostaną zgłoszone przez organizatora, teren zostanie zabezpieczony, na miejscu będzie policja oraz służby ratownicze. Wtedy będzie to legalne i zgłoszone wydarzenie - nadmienia. 

- W momencie kiedy dwóch kierujących ściga się bez zgłoszenia takiego zdarzenia, są to po prostu wykroczenia drogowe, ponieważ oni - zgodnie z przepisami prawa o ruchu drogowym - muszą jeździć tak jak paragrafy odpowiednie nakazują - mówi. - Wszyscy doskonale wiedzą, że w Warszawie, ale też w wielu innych miastach Polski, organizowane są  tzw. nielegalne wyścigi przez zwykłych uczestników ruchu drogowego i policja powinna się tym zająć - podkreśla dziennikarz TOK FM.

Obejrzyj cały komentarz:

Zobacz wideo

Społecznicy przekonują, że policja nie działa na tym polu skutecznie, przez co kierowcy "czują się bezkarni". - Dlatego w naszej akcji pytamy też o to, gdzie jest policja, bo mieszkańcy piszą nam, że bardzo często zgłaszają jakieś zdarzenie, ale patrol nie przyjeżdża - mówi Marta Marczak. - Nasza mapa będzie skierowana do funkcjonariuszy. Planujemy kroki, także prawne, żeby po prostu zacząć egzekwować to, by warszawskie ulice stały się bezpieczniejsze i żeby policja zaczęła je po prostu patrolować - podsumowuje rzeczniczka MJN.

O tym, że kierowcy w Warszawie często przekraczają - i to znacznie - obowiązujące w terenie zabudowanym 50 kilometrów na godzinę - Miasto Jest Nasze informowało już kilka miesięcy temu. Za pomocą wypożyczonego fotoradaru aktywiści sprawdzali prędkość kierowców na warszawskich ulicach. Wielu z nich - w środku miasta - pędziło ponad 100 kilometrów na godzinę. Zarówno mierzenie prędkości, jak i teraz - akcja z mapą - są częścią prowadzonej przez społeczników od 2019 roku kampanii "Chodzi o życie".

Niebezpieczne miejsca w Warszawie

Jeśli chodzi o niebezpieczne miejsca w stolicy - w których najczęściej dochodzi do wypadków - ich mapę co roku opracowuje także stołeczny Zarząd Dróg Miejskich w Raport o stanie bezpieczeństwa drogowego w Warszawie.

W ubiegłym roku najwięcej wypadków odnotowano w Śródmieściu (108), na Mokotowie (71) i Pradze Południe (62). Wśród najbardziej niebezpiecznych skrzyżowań w mieście są: Zamieniecka - Grochowska (Praga Południe), Górczewska - Elekcyjna (Wola), Rondo Jazdy Polskiej (Śródmieście), Książeca - Kruczkowskiego - Ludna (Śródmieście), Czerniakowska - Gagarina - aleja Polski Walczącej (Mokotów), Marsa - Żołnierska - Rekrucka (Rembertów) i plac Szembeka na Pradze Północ.

Najbardziej niebezpieczne odcinki drogi w ubiegłym roku są m.in. na Kijowskiej, al. Solidarności, al. Jana Pawła, Raszyńskiej czy al. Stanów Zjednoczonych.

Najbardziej niebezpieczne odcinki w Warszawie w 2020 rokuNajbardziej niebezpieczne odcinki w Warszawie w 2020 roku Raport ZDM o stanie bezpieczeństwa drogowego w Warszawie

ZDM podaje, że przyczyną większości wypadków są trzy rodzaje wykroczeń popełnianych przez kierujących - nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu, nieudzielenie pierwszeństwa pieszemu oraz właśnie nadmierna prędkość.

DOSTĘP PREMIUM