"Kompletnie niepotrzebne i trochę na pokaz". Obrońca o zatrzymaniu syna Mariana Banasia

Zatrzymanie Jakuba B., syna prezesa NIK, Mariana Banasia, było kompletnie niepotrzebne i trochę na pokaz - ocenił mec. Dariusz Raczkiewicz obrońca Jakuba B. Podkreślił też, że śledztwo toczy się od 2019 roku i Jakub B. od początku deklarował współpracę z organami ścigania.
Zobacz wideo

Dyrektor Izby Skarbowej w Krakowie Tadeusz G. oraz społeczny doradca prezesa Najwyższej Izby Kontroli Jakub B. zostali zatrzymani w piątek przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Zatrzymani zostaną przewiezieni do Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, gdzie usłyszą zarzuty.

Jakub B. to syn prezesa NIK Mariana Banasia, o czym poinformował na Twitterze. "Mój syn został dziś zatrzymany ok. godziny 13:30 na lotnisku Kraków Balice, gdy w towarzystwie małżonki wracał z urlopu. Zatrzymania dokonali funkcjonariusze krakowskiej delegatury CBA" - napisał szef NIK.

Reprezentujący Jakuba B. mec. Dariusz Raczkiewicz powiedział na antenie TVN24, że zatrzymanie syna szefa NIK było dużym zaskoczeniem, "ponieważ sytuacja opisana przez CBA, przez funkcjonariuszy, wskazuje na to, że to zatrzymanie było kompletnie niepotrzebne". - Przecież pan Jakub Banaś deklarował współpracę z organami ścigania, wielokrotnie udostępniał swoje miejsce zamieszkania, przeszukań, przekazywał dokumenty, które były niezbędne i nic nie wskazywało na to, że w jakikolwiek sposób będzie utrudniał inne czynności w postepowaniu, o którym doskonale wiedział, bo toczyło się ono i toczy się od 2019 roku - zaznaczył.

Podkreślał, że sprawa nie jest nowa. - Po sygnaturze, która została mi udostępniona można ustalić, że to śledztwo zostało wszczęte w 2019 roku przez Prokuraturę Regionalną w Białymstoku - wskazał. - W związku z tym, można powiedzieć, że to dzisiejsze zatrzymanie było chyba czynnością trochę na pokaz i trochę nieuzasadnioną z naszego punktu widzenia - ocenił.

Pytany o to, w jakich okolicznościach doszło do zatrzymania Jakuba B., mec. Raczkiewicz opisał, że było to na lotnisku, kiedy syn szefa NIK wracał z urlopu ze swoją żoną. - Czyli w miejscu publicznym, w miejscu dostępnym dla nieograniczonej liczby ludzi - podkreślił. Dodał przy tym, że wystarczyło przedstawić wezwanie do stawiennictwa i tego rodzaju działania, jakie zostały zastosowane, nie byłaby potrzebne.

"Duże zaskoczenie"

W rozmowie padło także pytanie o treść stawianych zarzutów. Jak poinformowało w piątkowym komunikacie Centralne Biuro Antykorupcyjne, w śledztwie ustalono, że "drugi z zatrzymanych kilkukrotnie posługiwał się poświadczającymi nieprawdę dokumentami w toku prowadzonych rozliczeń z krakowskimi Urzędami Skarbowymi, jak również w celu uzyskania dofinansowania z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie".

- Przyznam się, że ta informacja jest dla mnie dużym zaskoczeniem - powiedział mec. Raczkiewicz, odnosząc się do tego zarzutu. - Chciałbym wiedzieć, jakiego rodzaju szkody zostały ujawnione przez prokuraturę, przez organy ścigania - dodał.

DOSTĘP PREMIUM