Prezes związku nie poda się do dymisji po aferze z pływakami. "To byłby kompletny paraliż"

Grupa polskich pływaków poleciała do Tokio, ale w igrzyskach nie wystartowała. W atmosferze skandalu musieli wrócić do Polski, o błędy w zgłoszeniach obwiniali Polski Związek Pływacki i domagali się dymisji prezesa. Jednak szef związku Paweł Słomiński do dymisji nie zamierza się podawać. - To byłby przejaw skrajnej nieodpowiedzialności za funkcjonowanie związku - mówił w TOK FM. I wyjaśniał, kto jego zdaniem popełnił błędy.
Zobacz wideo

Szóstka polskich pływaków złożyła olimpijskie przysięgi, poleciała do Tokio i wtedy okazało się, że nie będzie mogła wziąć udziału w igrzyskach. Zamieszanie wynikało z tego, że Polski Związek Pływacki zgłosił do Światowej Federacji jednocześnie zbyt wielu zawodników do sztafet i startów indywidualnych. Nieporozumienie miało być spowodowane skomplikowanym systemem kwalifikacji na igrzyska. Jednak zawróceni do Polski pływacy byli wściekli przede wszystkim na związek i domagali się dymisji prezesa Pawła Słomińskiego. Jedna z najsłynniejszych polski pływaczek, Otylia Jędrzejczak, mówiła, że gdyby była na miejscu pływaków, "rozniosłaby związek na strzępy". 

Paweł Słomiński do dymisji się jednak nie podał, bo jak tłumaczył w TOK FM, taka decyzja byłaby w tym momencie wyrazem "skrajnej nieodpowiedzialności" i sparaliżowałaby działanie związku. Jak zaznaczał, wiele osób "nie zdaje sobie sprawy z tego, jak funkcjonuje związek". - Nie podałem się do dymisji dlatego, że chcę doprowadzić do końca, do wyborów, do zjazdu sprawozdawczo-wyborczego, Polski Związek Pływacki - mówił Słomiński - Tam już niech decydują delegaci, niech oceniają, niech wyciągają wnioski - dodał. 

- Przyjmując na siebie odpowiedzialność sternika związku miałem i mam świadomość tego, że za większość decyzji i tego, co się dzieje w związku, ponoszę pełną odpowiedzialność - zaznaczył. - Natomiast każdy chyba zdaje sobie sprawę z tego, że sam prezes nie wykonuje na co dzień czynności związanych z funkcjonowaniem związku, z realizacją zadań organizacyjnych i innych - stwierdził. 

"To tak nie wygląda, że tylko jeden człowiek za to odpowiada"

Szef związku wyjaśniał, że za zgłoszenia do zawodów i znajomość regulaminów odpowiadają trenerzy. - To jest przerzucanie odpowiedzialności tylko na jednego człowieka - mówił o zarzutach kierowanych w jego stronę. - Oczywiście przyjmuję to, że jestem głównodowodzącym, ale absolutnie to tak nie wygląda, że tylko jeden człowiek za to odpowiada - powiedział. 

- Bardzo wielu dziennikarzy, witając grupkę naszych pływaków wracających do kraju, nadużywało sformułowań, że to stracona szansa na medale - kontynuował Słomiński. - Ja jestem trenerem z krwi i kości i potrafię ocenić rzetelność tego typu informacji. Gdyby byli tak dobrzy, to mieliby normy "A" i nie musieliby się starać o wyjazd na igrzyska w sztafetach - stwierdził prezes PZP.

Zapewniał jednak, że "rozumie tych zawodników i ich rozgoryczenie", a związek starał się zrobić wszystko, aby mogli wziąć udział w igrzyskach. - Natomiast to, że polecieli już na same igrzyska, to absolutnie nie jest wina Polskiego Związku Pływackiego. Za zgłaszanie reprezentacji formalnie, za organizację wylotów, za nadzór nad tym, kto dostaje akredytację, za wgląd w system zgłoszeń do zawodów, w zasadzie odpowiada Polski Komitet Olimpijski - wyjaśniał. 

- Nie chce mi się wierzyć, żeby Polski Komitet Olimpijski popełnił taki błąd, że w systemie zgłoszeń do zawodów nasi zawodnicy byli jako nieprzyjęci do zawodów, a i tak zostali wsadzeni do samolotu i polecieli do Japonii - mówił. - W mojej ocenie największe zamieszanie spowodowała FINA - oznajmił. Jak wyjaśniał, w systemie FINA, czyli Światowej Federacji Pływackiej, zawróceni do Polski zawodnicy cały czas byli wpisani jako dopuszczeni do zawodów. 

Prezes Polskiego Związku Pływackiego ubolewał również, że o związku i jego braku profesjonalizmu pojawia się wiele "nieprawdziwych informacji". - Jak to się stało, że reprezentacja juniorów, której związek zorganizował przygotowania do wyjazdu do Rzymu, start w Rzymie, gdzie zdobyli 12 medali, jeden z największych sukcesów juniorskiego pływania w ostatnich latach, a nagle przy igrzyskach jest dramat? - pytał Słomiński. 

DOSTĘP PREMIUM