Prawnik chwali komisję ds. pedofilii i jej szefa. "Czapki z głów, że weszli na ton konfrontacji z Kościołem"

Komisja może żądać dokumentów, ale nie ma żadnych sankcji. A te powinny być wpisane w ustawę, żeby to ciało miało posłuch. Na przykład 50 czy 100 tysięcy złotych grzywny dla biskupa, który nie chce przekazać dokumentów. Liczenie na to, że z Kościołem coś się załatwi po dobroci, jest naiwne - mówił w TOK FM mecenas Artur Nowak.
Zobacz wideo

Państwowa Komisja ds. pedofilii zaprezentowała pierwszy raport ze swojej działalności. Od listopada zeszłego roku urząd prowadził łącznie 349 spraw. Niemal co trzecia dotyczyła osoby duchownej. Równie duża część zgłoszeń to te, w których domniemanymi sprawcami byli rodzice ofiar lub osoby z nimi spokrewnione. Komisja apeluje też o zmiany przepisów, które pozwoliłyby skuteczniej ścigać przestępców wykorzystujących seksualnie dzieci.

Mecenas Artur Nowak, prawnik i współautor książki "Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos", przyznawał na antenie TOK FM , że nie wierzył, iż komisja będzie w stanie działać. – A ona nie jest atrapą, widać, że chcą coś zrobić w tej sprawie. To solidnie udokumentowany raport. Lekcja odrobiona. To także pewien sygnał, że największe problemy w pozyskiwaniu informacji o takich nadużyciach i ich tuszowaniu, to postawa Kościoła katolickiego. Czapki głów przed komisją, że weszła na taki trochę konfrontacyjny ton – mówił Nowak.

Chwalił też przewodniczącego komisji Błażeja Kmieciaka, że choć to prawnik związany z ultrakatolicką organizacją prawników Ordo Iuris, to jednak na polu walki z pedofilią ma spore zasługi. – Muszę cofnąć wszystkie krytyczne słowa pod jego adresem. Miałem z nim kontakt, rozmawiali z nim moi klienci. To człowiek bardzo wrażliwy na krzywdę ofiar nadużyć. To przykład katolika, który bierze odpowiedzialność za swój Kościół, bo wie, że na biskupów liczyć nie może. To ciekawa i cenna postawa -  podkreślał gość TOK FM.

Mecenas Nowak wskazywał też, że ustawa o komisji ds. pedofilii była przygotowywana w pośpiechu, na kolanie, aby tylko szybko zareagować na film braci Sekielskich "Tylko nie mów nikomu". – Mogą żądać dokumentów, ale nie ma żadnych sankcji. A te powinny być wpisane w ustawę, żeby to ciało miało posłuch. Na przykład 50 czy 100 tysięcy złotych grzywny dla biskupa, który nie chce przekazać dokumentów. Liczenie na to, że z Kościołem coś się załatwi po dobroci, jest naiwne. Nigdy w tych sprawach tak nie postępowali. Co jest zrozumiałe, bo mogłoby się okazać, że te archiwa to gotowe wyroki watykańskie na biskupów – podsumował prawnik.

DOSTĘP PREMIUM