Przyjeżdżali posłowie, ministrowie i Beata Szydło. A Tuczępy zagłosowały po swojemu [GRZECH 1: UPARTYJNIENIE]

Piotr Barejka
Takiego najazdu polityków Tuczępy w swojej historii nie widziały. Marka Marszałka w wyborach na wójta wspierali posłowie PiS i ministrowie, przyjeżdżał wojewoda. List do mieszkańców napisał nawet Jarosław Kaczyński. Wszystko na nic, bo mieszkańcy zagłosowali po swojemu. Dzisiaj są z tego dumni. Mówią, że do Tuczęp za dużo Warszawy się najechało.

Nie Sejm i Senat, tylko rada gminy. Nie premier, tylko wójt i sołtys. Polityka to nie tylko przepychanki na szczytach władzy. Ta prawdziwa polityka jest blisko nas. Im mniejsza gmina, tym jest bliższa i bardziej namacalna. I tym wyraźniej widać polityczne grzechy, układy i konflikty. Idziemy śladem polityki widzianej z bliska, mikropolityki. Tropimy samorządowe grzechy i opisujemy tych, którzy z nimi walczą. To jest odcinek cyklu MIKROPOLITYKA. Grzechy

  • Województwo: Świętokrzyskie
  • Gmina: Tuczępy
  • Liczba mieszkańców: 3 751

- Naród polski jest taki, że lubi się stawiać - oznajmia Arek, mieszkaniec Tuczęp.

- Tyle było obiecanek przez tych wszystkich, co przyjeżdżali. Nie wiadomo było już, co chcą dać. Ludzie pogłupieli - macha ręką Jan.

- A tak naprawdę nie wiadomo, co i komu obiecali - dodaje Arek.

Dzisiaj Tuczępy są malutką gminą na krańcu województwa. Choć dawniej, gdy dochody przynosiła kopalnia siarki, była jedną z najbogatszych w okolicy. Po tych czasach niektórym została wysoka emerytura, ale większości tylko wspomnienie. Zapomnianą gminą przez dekadę rządził Marek Kaczmarek. I nikt nie spodziewał się, że wójt nagle zrezygnuje. Tłumaczył, że jest po zawale, bierze silne leki. Ma nadciśnienie i cukrzycę, musi odpocząć od całodobowej pracy.

Cel musiał być

- Musiał być jakiś cel, bezinteresownie nikt by tego nie robił - zauważa Jan.

- I byli przecież tylko z PiS-u. Nie było innych polityków - zgadza się Arek.

- Po prostu zależało im, żeby następną gminę złapać - stwierdza Alina.

- A jakie znaczenie ma nasza gmina? - pyta Jan.

- Chodzi o to, że mieliby władzę - utrzymuje Alina.

Wójt ustąpił

Gdy wójt Kaczmarek zrezygnował, gmina huczała od plotek. Dlaczego? Chodziło o pieniądze? Układy? Plotki dotarły też do odchodzącego wójta. Choćby takie, że z nową panią skarbnik okradł gminę, więc musieli przygotować wspólną ucieczkę. Uznał, że takie domysły nie są warte komentarza. Choć nie chciał mówić, co będzie robił, gdy odejdzie z urzędu. Ostatecznie jego mandat wygasł pod koniec stycznia 2021 roku, a wtedy Tuczępami zajął się premier. Musiał wyznaczyć pełniącego obowiązki wójta, określić termin wyborów i kalendarz wyborczy.

Premier powołał Marka Marszałka. Gminnego radnego, szefa niedawno utworzonych lokalnych struktur PiS i mieszkańca Tuczęp, którego zachwalał sam wojewoda Zbigniew Kontiusz. Gdy wręczał Marszałkowi nominację, opowiadał o swojej nadziei, że to początek długiej drogi lokalnego działacza. Na uroczystości był też poseł Krzysztof Lipiec, szef świętokrzyskiego PiS, który mówił, że Marek Marszałek to jego człowiek. A gmina Tuczępy będzie dzięki niemu szła do przodu.

Cel musiał być

- Mieli swoje interesy. Tutaj są pola posiarkowe, można je wyrwać - domyśla się Jan.

- Ale przecież to wszystko już wykupione - kręci głową Arek.

- Były wójt zablokował powstanie kurników na pięć milionów kurczaków - przypomina Jan.

- Wygląda na to, że gdyby tamten został wójtem, to wszystko by odblokowali - stwierdza.

- Tyle wyborów mieliśmy i nigdy nie było takiej sensacji. Czasami poseł przyjechał - zauważa Alina. - Ale takie wybory to powinny być co roku. Coś obiecują, robią, może gmina skorzysta - śmieje się.

Tuczępy to gmina w województwie ŚwiętokrzyskimTuczępy to gmina w województwie Świętokrzyskim Piotr Barejka

Czterech kandydatów

Wydawało się, że mieszkańcy wybiorą wójta już w kwietniu. Jednak pandemia nie odpuszczała, padały rekordy zakażeń, więc głosowanie się przesuwało. Ostatecznie ustalono, że mieszkańcy pójdą do urn dopiero w połowie czerwca. Do walki o fotel wójta stanęło czterech kandydatów. Oprócz Marka Marszałka był Jacek Wilk, radny i były szef Rady Gminy, Klaudia Pałka, obecna szefowa Rady Gminy, i Andrzej Kruzel, były starosta staszowski. Gdy rozpoczęła się kampania, kandydaci odwiedzali mieszkańców, a Marka Marszałka odwiedzali politycy PiS.

Przyjeżdżał wojewoda świętokrzyski, co i rusz w Tuczępach bywał poseł Lipiec. Raz zabawiali nawet mieszkańców na festynie, na którym poseł śpiewał, a wojewoda tańczył. Pojawiali się też politycy PiS ze stolicy. Jako jeden z pierwszych dotarł wiceminister spraw zagranicznych Piotr Wawrzyk, który przywiózł do gminy pudełko książek, aby zainaugurować swoją czytelniczą akcję. Opowiadał, że promuje wiedzę o pięknej i silnej Polsce, a wójt Marszałek dziękował. Mówił, że podarowane książki to korzyść dla całej społeczności.

Tuczępom obiecywano pieniądze, które miały rozwiązać gminne problemy. Choćby problem zbiornika retencyjnego. Do gminy przyjechał wówczas wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski, który razem z prezesem Wód Polskich obiecywał 300 tys. zł. Marszałek chwalił się, że podjął rozmowy w Warszawie, dziękował ministrowi za szybką reakcję. Zbiornik nazywał tykającą bombą, bo latem paliły się tam trawy, a po deszczach podtapiało mieszkańców. Zapowiadał, że niedługo nie będzie problemem, tylko gminną perełką. Wojewoda apelował wtedy, aby mieszkańcy patrzyli na wymierne korzyści. I przy urnie nie kierowali się uprzedzeniami.

Kampania przesolona

- Jak się coś przesoli albo przecukrzy, to już nie smakuje. Było za dużo reklamy - ocenia Jan.

- Rolnictwem to się tutaj nikt nie interesuje. Rolnictwo upadło. Nikt w propagandę nie chce już wierzyć - mówi Henryk.

- Przyjechała Szydło, widziała, że jakoś to wygląda - Jan pokazuje brukowany parking przed urzędem. - Ale niech jedzie parę kilometrów dalej i zobaczy, jak łąki stoją odłogiem. Tam kiedyś zboże rosło. Sam miałem duże gospodarstwo. Czterdzieści osiem ton żywca produkowałem, a dzisiaj nawet jaskółek u mnie nie ma.

- A wie pan, ile poszło paliwa na te wizyty ministrów? Ile policji było przy drodze? Za to wszystko zapłaciliśmy jako podatnicy - denerwuje się Henryk. - Kiełbaski i piwa były, na wszystko starczyło, a w gminie na biedne dzieci nie ma.

Gminna nobilitacja

W pierwszej turze PiS odniósł sukces. Marek Marszałek, politycy partii i obietnice przekonały 646 mieszkańców gminy. Na drugim miejscu znalazł się Jacek Wilk z 540 głosami. To oznaczało, że wójt zostanie wybrany w drugiej turze. PiS nie odpuścił Tuczęp i rozpoczęła się kampania, którą gmina zapamięta na długo. Najpierw wojewoda obiecał, że Tuczępy dostaną 600 tys. zł na inwestycje. Promesy zdążył przekazać jedenaście dni przed drugą turą. Mówił, że wójt Marszałek nie obiecuje, tylko szybko działa. Gratulował mu sukcesu.

Klaudia Pałka, szefowa Rady Gminy w TuczępachKlaudia Pałka, szefowa Rady Gminy w Tuczępach Piotr Barejka

- O tych wyborach można byłoby książkę napisać - śmieje się Klaudia Pałka, która w drugiej turze przyglądała się kampanii z zewnątrz. Mówi, że pierwszy rozdział byłby o tym, jak długo trwały wybory, bo kampania rozpoczęła się tak naprawdę w lutym. Drugi o tym, jak kampania toczyła się w czasie epidemii. Ostatni rozdział opowiadałby o rozmiarach kampanii Marka Marszałka. - Wszystko przybrało trochę surrealistyczny charakter, ale dla mieszkańców i gminy było też nobilitujące - oznajmia Pałka.

- Dlaczego?

- Zostaliśmy odkryci, mówi o nas radio, piszą gazety. Nasze potrzeby zostały odkryte - wyjaśnia.

Premier Szydło zachwala

W końcu do Tuczęp przyjechała była premier Beata Szydło, której towarzyszyli posłowie PiS. Spotkanie połączono z festynem, dzieci ustawiały się w kolejkach po watę cukrową i popcorn. We wsi plotkuje się, że gdyby nie festyn, to nikt by nie przyszedł. Mieszkańcy słuchali wtedy byłej premier, która nie szczędziła pochwał dla Marka Marszałka. Mówiła o swojej nadziei, że mieszkańcy zagłosują na człowieka, który całym sercem zaangażowany jest w rozwój gminy. Wspominała, że sama była burmistrzem, dlatego doskonale wie, na czym polega praca w samorządzie. Życzyła mieszkańcom, żeby wybrali dobrego gospodarza. Marek Marszałek wręczył jej w podziękowaniu bukiet kwiatów, kosz z lokalnymi miodami, czekoladą i suszonymi owocami.

Później przed urzędem gminy zatrzymała się rządowa limuzyna, z której wysiadła minister Marlena Maląg. Minister mówiła, że wójt Marszałek rozpoczął dobry czas dla gminy, a poza tym zainteresował jej resort ważnym tematem społecznym, bo chce utworzyć dom samopomocy. Zapewniła, że inwestycja ma jej pełne wsparcie, a najlepiej rozpocząć ją jak najszybciej. Mówiła też, że druga tura w Tuczępach to sukces mieszkańców, że muszą się zmobilizować i zrobić wszystko, aby Marek Marszałek wygrał. Chwaliła go, że jest człowiekiem o wielkiej skuteczności i wrażliwości. Z kolei poseł Lipiec stwierdził wówczas, że Marek Marszałek to skarb tuczępskiej ziemi.

Wzięła kwiatki i wyszła

- Wielka pani minister. I co ona takiego u nas pokazała? Wpadła, wzięła kwiatki i pojechała - wzrusza ramionami jedna z mieszkanek. - Ale jak usłyszałam, że przyjedzie Beata Szydło, to mówię: naprawdę ta Beatka?! I rzeczywiście ta, bo potem oglądałam zdjęcia. Pomyślałam: jeszcze niech Kaczyński się zjawi, to dopiero będzie - śmieje się.

Pan Jan, mieszkaniec Tuczęp, na łąkach wokół wsiPan Jan, mieszkaniec Tuczęp, na łąkach wokół wsi Piotr Barejka

- Napisał przecież list, a ministrowie obiecywali pieniądze, inwestycje - przypominam.

- Ciężką pracą ludzie się bogacą. Wątpię, że politycy zobaczyli nasze Tuczępy, nagle sobie o nas przypomnieli i rzucili wór pieniędzy na drogi albo meliorację. Do tej pory pewnie nie wiedzieli nawet o naszym istnieniu - stwierdza mieszkanka. - Ale to dziwne, żyjemy sobie w Tuczępach, nikomu nie wadzimy, a nagle przyjeżdżają wielcy - zamyśla się.

- Niektórzy mówią, że gmina skorzysta.

- Przecież zawsze są obietnice, a potem nic się nie zmienia - mówi mieszkanka. - Był kiedyś dojazd do Staszowa, a dzisiaj nic nie kursuje. Ile razy były petycje do wójta składane, prośby? Były obietnice, a my cały czas musimy radzić sobie sami.

Choć Jarosław Kaczyński do Tuczęp nie przyjechał, to tuż przed drugą turą wyborów napisał do mieszkańców list. Pisał, że inni samorządowcy potrzebują wielu lat na to, co Marek Marszałek zrobił w tak krótkim czasie. I dał się poznać jako gospodarz, który skutecznie zabiega o rozwój gminy. Przede wszystkim jeśli chodzi o pozyskiwanie pieniędzy na inwestycje. Pisał też, że swoim działaniem udowodnił, że dobro małej ojczyzny jest dla niego najważniejsze. I stwierdził, że gdyby był mieszkańcem Tuczęp, to głosowałby na Marka Marszałka.

Cel? Propaganda sukcesu

Gdy po drugiej turze podliczono głosy, okazało się, że cała determinacja PiS poszła na marne. Mimo że partia ma w gminie znaczną przewagę, bo w ostatnich wyborach parlamentarnych zgarnęła ponad 70 proc. głosów, mimo że niemal co tydzień padały nowe obietnice, to Markowi Marszałkowi i tak zabrakło prawie 150 głosów. Na Jacka Wilka zagłosowało 949 osób, a na kandydata PiS mieszkańcy oddali 805 głosów. Poseł Krzysztof Lipiec nie chciał rozmawiać o wynikach wyborów w Tuczępach. Poprosił o pytania mailowo, jednak na wiadomość nie odpowiedział.

- Uruchomili wszystkie siły, żeby wygrać wójta w Tuczępach. Jedni chodzili do prezesa, drudzy do Szydło - mówi nam poseł PSL Czesław Siekierski, który pochodzi ze Stopnicy, miasteczka kilkanaście kilometrów od Tuczęp. To jeden z niewielu opozycyjnych polityków, którzy zdobyli mandat w województwie. - Poprzedni wójtowie starali się o różne rzeczy, ale bez skutku. Wcześniej nikt się gminą nie interesował, nie było wsparcia, a tu raptem przyjeżdżają, podpisują i obiecują. Ludzie poczuli obłudę - ocenia.

Pan Jan w swoim pustym gospodarstwiePan Jan w swoim pustym gospodarstwie Piotr Barejka

- PiS miał ostatnio cały szereg porażek w lokalnych wyborach, więc choć jeden sukces by się przydał na tym polu - przyznaje również profesor Jarosław Flis, socjolog, który od lat zajmuje się badaniem polityki również na szczeblu samorządowym. Zauważa jednak, że takie siły, jakie zaangażowano w Tuczępach, zwykle przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego. - To są niedźwiedzie przysługi, które dużo bardziej mobilizują wyborców opozycji. Jeśli chce się kogoś wspierać, to lepiej nie przyjeżdżać. Ewentualnie zachęcać politycznych przeciwników, żeby przyjeżdżali - zaznacza.

Zdaniem profesora, w lokalnych wyborach częściej większe szanse mają ci, którzy pokazują, że wcale nie potrzebują wsparcia partii i znanych polityków. A wyborcy są wyczuleni na sytuacje, gdy w lokalne sprawy angażują się osoby, które nie mają z nimi nic wspólnego. - Przekonywanie, że jak wybierzecie naszego, to wam damy pieniądze, pokazuje, że tak naprawdę nie interesuje nas to, jak wy żyjecie. Interesuje nas to, żeby nasz człowiek był dobrze urządzony - ocenia. - Tego typu wsparcie ma też ukryty element, czyli pokazuje, że kandydat sam w sobie nie jest aż taki atrakcyjny. Jeśli ktoś przyjeżdża i mnie poklepuje po plecach, to znaczy, że ja potrzebuję tego poklepywania - dodaje.

Niczym sekretarza powołali 

- Najpierw go powołał premier, jak sekretarza kiedyś. Potem jeszcze mówili ludziom, że mają na niego głosować. Myślę, że tego wójta rzucili na głęboką wodę, a on pływać nie umiał i się utopił - prycha Jan.

- Na pewno jesteśmy dumni, że ludzie nie dali się zwieść - oznajmia Arek.

- Mnie to się wydaje, że za głośno było i dlatego tak wyszło - zauważa kolejna mieszkanka. - I w Kościele, i w urzędzie, i te zabawy, to wszystko. Ludzie mówili, że za dużo tego wszystkiego, za bardzo było nagłośnione. Za dużo Warszawy się najechało.

Palcem na wodzie pisane

Wójt Jacek Wilk do dzisiaj nie wie, dlaczego jego kontrkandydat dostał tak silne wsparcie. Choć przypomina, że jego też wsparli politycy Zjednoczonej Prawicy. Choćby minister Michał Cieślak, dzisiaj członek Partii Republikańskiej, czy Adam Bielan, z którym miał nawet wspólne zdjęcie. - Ale nie chcieliśmy za mocno angażować ministra. Staraliśmy się prowadzić typowo samorządową kampanię - wyjaśnia. - Miejmy tylko nadzieję, że środki, które były tutaj obiecane, rzeczywiście dostaniemy - dodaje.

Dlaczego mieszkańcy tak głosowali? To nowemu wójtowi też trudno oceniać, ale zauważa, że różnica nie była aż tak duża. W końcu zdecydowało 150 głosów. - Spora część uwierzyła w obietnice - zaznacza wójt. - Ja zawsze w rozmowach z mieszkańcami mówiłem, jaka jest nasza sytuacja, jak to wygląda od strony budżetowej. Tak, żeby wszystko wiedzieli - mówi dalej. - Trochę dłużej działam w samorządzie, w straży ochotniczej człowiek się udzielał, społecznie działałem. Może część mieszkańców na to popatrzyła - zastanawia się, siedząc w swoim nowym gabinecie.

Wójt Tuczęp Jacek Wilk w swoim nowym gabinecieWójt Tuczęp Jacek Wilk w swoim nowym gabinecie Piotr Barejka

- Dlaczego?

- Taka sława ma plusy i minusy. Jeśli chodzi o plusy, to mam nadzieję, że przyjdą zewnętrzne środki, które obiecano. Minusem jest, że ta kampania bardzo nakręciła mieszkańców. Wielu chciałoby, żeby na drugi miesiąc były już środki i inwestycje. Ale to nie tak wszystko działa, to wszystko trzeba pozyskać, to jest czas, to nie jest takie proste.

Wójt ubolewa też, że wszystkie obietnice są jak palcem na wodzie pisane. Bo choć listy intencyjne były, obiecywano gminie tysiące złotych, to jak dotąd do gminnej kasy nie wpłynęła ani złotówka.

DOSTĘP PREMIUM