"Tak naprawdę do szpitala dowieziono zwłoki". Jest śledztwo w sprawie interwencji policji w Lubinie

Prokuratura wszczęła śledztwo ws. interwencji policjantów z Lubina. Funkcjonariusze w piątek zatrzymali tam 32-letniego mężczyznę, który zachowywał się agresywnie. Wkrótce po interwencji zmarł. - Z udostępnionych nagrań wynika, że w pewnym momencie na 32-latku klęczało lub siedziało trzech funkcjonariuszy - mówił w TOK FM prezes Dolnośląskiego Centrum Praw Człowieka Radosz Pawlikowski. - Nie mieliśmy do czynienia z zatrzymaniem terrorysty czy zabójcy, tylko osoby, która jest pobudzona po narkotykach - dodał.
Zobacz wideo

Film z zatrzymania mężczyzny, do którego doszło w piątek (6 sierpnia) w Lubinie na ul. Traugutta, udostępniono w internecie. Sprawę nagłośnił poseł KO Piotr Borys. Na nagraniu widać, jak czterech funkcjonariuszy próbuje obezwładnić mężczyznę i wsadzić go do radiowozu. Do interwencji doszło, bo 34-latek miał rzucać w okna kamieniami, nie stosował się do poleceń policji. Istniało podejrzenie, że jest pod wpływem narkotyków.

W trakcie interwencji mężczyzna stracił przytomność. Szpital, do którego go zawieziono, poinformował o jego śmierci. Przyczyny ma wykazać sekcja zwłok.

Przebieg interwencji i zachowanie policjantów budzą wątpliwości. - Widziałem jedno nagranie dotyczące zatrzymania. Rozmawiałem też z osobami, które widziały wszystkie dostępne nagrania. Z tych rozmów jasno wynika, że ta interwencja trwała zdecydowanie za długo. Zwykle takie akcje trwają krótko 2-3 minuty, w tym przypadku było to 30-40 minut - mówił w TOK FM prezes Dolnośląskiego Centrum Praw Człowieka - Radosz Pawlikowski.

Długa lista wątpliwości

Prawnik zwrócił uwagę, że "przez cały przebieg tej interwencji policjanci albo siedzieli na zatrzymywanym, albo dociskali go kolanem do ziemi". - W pewnym momencie aż trzech funkcjonariuszy siedziało na tym mężczyźnie. Na początku interwencji mężczyzna się wyrywał i krzyczał, natomiast od pewnego momentu widocznie słabnie. Nie wiem, czy zemdlał, czy przestał reagować. To nie skutkuje tym, że funkcjonariusze odstępują od dalszych działań, tylko dalej go dociskają kolanami do ziemi - podkreślił rozmówca Michała Janczury.

Pawlikowski nie ma wątpliwości, że działania policjantów nie były zgodne z przepisami ustawy o środkach przymusu bezpośredniego. - Przypominam, że nie mieliśmy tu do czynienia z zatrzymaniem terrorysty czy zabójcy, tylko osoby, która jest pobudzona po narkotykach. Czyli w takich przypadkach należy uwzględnić jej stan psychiczny, funkcje motoryczne organizmu itd. Siedzenie w trzy osoby na mężczyźnie, który w pewnym momencie przestał się ruszać, wydaje mi się dużym nieporozumieniem - ocenił prezes Dolnośląskiego Centrum Praw Człowieka.

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Wątpliwości mogą też budzić informacje podane przez policję. Wynika z nich, jak cytował gość TOK FM, że "funkcjonariusze po dwóch godzinach od momentu, jak mężczyzna został dowieziony do szpitala, dowiedzieli się o jego zgonie". - Tymczasem z informacji uzyskanych od informatorów, a mówił o tym także poseł Borys, tak naprawdę do szpitala dowieziono już zwłoki tego mężczyzny. Dyrekcja szpitala twierdzi, że mogła zajść sytuacja, że zmarł on w karetce albo wcześniej. Zrobimy wszystko, żeby ta sprawa nie została zamieciona pod dywan - zapewnił prawnik.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM