"Inflacja pożera niższe pensje". A rządowi udało się nas przekonać, że lekarzom i nauczycielom podwyżki się nie należą

Zwolennik obecnej władzy jest przekonany, że nauczycielka czy dyrektorka szkoły jest złą pracowniczką i jej się nie należy podwyżka - powiedział w TOK FM Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny.
Zobacz wideo

Główny Urząd Statystyczny poinformował, że przeciętne wynagrodzenie w II kwartale tego roku wyniosło 5504,52 zł. Inne dane pokazują, że rok do roku pensje Polek i Polaków rosną, jednak pracownicy - zatrudnieni zwłaszcza w budżetówce - narzekają na zarobki i zapowiadają protesty. Argumentują, że ich pensje rosną o wiele wolniej niż drożyzna w sklepach i usługach. Innego zdania jest premier Mateusz Morawiecki, który w ubiegłym tygodniu powiedział, że wynagrodzenia Polaków rosną szybciej niż inflacja. Kto ma rację?

- Wynagrodzenia rosną szybciej, ale inflacja zjada je nierównomiernie - zauważył w TOK FM publicysta ekonomiczny Grzegorz Cydejko. - W jednych grupach zawodowych są rzeczywiście wyższe, ale w większości przypadków – głównie u ludzi, którzy mają niskie pensje – zarobki są coraz niższe - dodał.

Jak wyjaśniał, rząd zdecydował o podwyższeniu płacy minimalnej z 2,8 do 3 tys. zł., żeby zarabiający najmniej nie odczuli wzrostu inflacji, ale - jak zasugerował ekspert - diabeł tkwi w szczegółach. - Prawdopodobne jest, że (dzięki podwyższeniu płacy minimalnej) tempo wzrostu płac będzie wyższe o jakiś ułamek procenta niż inflacja, ale to odczujemy tylko na początku przyszłego roku, kiedy wejdzie w życie ta podwyżka, a później inflacja będzie ją zżerać i już premier Morawiecki nie będzie miał racji - stwierdził gość TOK FM.

Zwrócił uwagę, że najgorzej mają pracownicy budżetówki, bo rząd nie godząc się na podwyżki ich pensji, uruchomił pewien mechanizm socjotechniczny. - Udało się obozowi PiS - wcześniejsze rządy nie miały takich sukcesów - przekonać społeczeństwo, że bardzo niski poziom usług publicznych jest związany z bardzo złą jakością pracowników, którzy są w tym sektorze zatrudnieni. Czyli zwolennik obecnej władzy jest przekonany, że nauczycielka czy dyrektorka szkoły jest złą pracowniczką i jej się nie należy. Podobnie lekarz czy pielęgniarka – może i ciężko pracują, ale na pewno nie obsługują mnie w takich sposób, jak bym sobie życzył. Gdy budzi się więc zawiść w kontakcie z sektorem edukacji, sądownictwa, łatwo ludziom zrozumieć, dlaczego rząd nie chce zgodzić się na podwyżki - zakończył gość Pawła Sulika.

DOSTĘP PREMIUM