Pół miliona w małej gminie. Tak działa "ścinawska ośmiornica", gdzie sekretarz zarabia więcej niż premier (GRZECH 3: UKŁADY)

Piotr Barejka
W Ścinawie mówią, że mają swojego barona. Jest nim sekretarz, który z gminnej kasy pobiera pensję, jakiej nie ma nawet prezydent. Lokalne media piszą o układzie ścinawskim, który w białych rękawiczkach drenuje budżet. Na czynniki pierwsze rozłożył go jeden z mieszkańców.
Zobacz wideo

Nie Sejm i Senat, tylko rada gminy. Nie premier, tylko wójt i sołtys. Polityka to nie tylko przepychanki na szczytach władzy. Ta prawdziwa polityka jest blisko nas. Im mniejsza gmina, tym jest bliższa i bardziej namacalna. I tym wyraźniej widać polityczne grzechy, układy i konflikty. Idziemy śladem polityki widzianej z bliska, mikropolityki. Tropimy samorządowe grzechy i opisujemy tych, którzy z nimi walczą. To jest odcinek cyklu MIKROPOLITYKA. Grzechy

  • Województwo: Dolnośląskie
  • Gmina: Ścinawa
  • Liczba mieszkańców: 10 081 

Mieszkańcy Ścinawy różnie mówią o sytuacji w swojej gminie. Czasem o ścinawskim bizancjum, innym razem o układzie, ścinawskim eldorado albo ośmiornicy. Paweł Kowalski, założyciel stowarzyszenia "Lepsza Ścinawa", żartobliwie nazywa Dariusza Stasiaka, sekretarza gminy, najeźdźcą zza Odry. Bo do Ścinawy przyjechał z Milicza, po czym stał się głównym elementem ścinawskiej układanki. Cała Polska usłyszała o Stasiaku, gdy ujawnił swoje urzędnicze zarobki. Inkasuje w rok pół miliona złotych, z czego ponad 300 tysięcy z gminnej kasy. Jako sekretarz gminy zarabia zatem więcej niż burmistrz, a nawet premier czy prezydent.

Od bakterii coli do rozpracowanego układu

Nie zaczęło się jednak ani od ujawnionych zarobków, ani odkrytych powiązań czy gminnego skandalu, który wstrząsnął urzędem. Zaczęło się od tego, że Paweł Kowalski poszedł jako mieszkaniec na sesję rady gminy, gdy woda po raz kolejny została skażona bakterią coli. Nie dowiedział się jednak, kiedy wodna będzie zdatna do użytku, bo został wyproszony z sali. - Wiedziałem, że tak być nie może. Udałem się bezpośrednio do pana sekretarza - wspomina. - Tak naprawdę to on, a nie burmistrz, jest w gminie osobą decyzyjną. Ale usłyszałem wtedy, że nie będzie mu niedouczony wieśniak podskakiwał - mówi.

Kowalski postanowił, że nie odpuści. Najpierw chciał się dowiedzieć, kim właściwie jest Dariusz Stasiak. Dotarł do Krośnic, do tamtejszego wójta, do proboszcza, do burmistrza Milicza. Dowiedział się, że do lokalnej polityki Stasiak wszedł w latach 90., gdy został radnym w Miliczu. Związał się z Unią Wolności, później z Platformą Obywatelską, na koniec z Bezpartyjnymi Samorządowcami. W 2003 roku został sekretarzem gminy w Krośnicach. Później, w 2006 roku, zdobył mandat radnego dolnośląskiego sejmiku wojewódzkiego. Radnym był przez dwie kadencje, do roku 2014. Kolejny raz mandat zdobył w 2018 roku. W międzyczasie, w 2015 roku trafił do urzędu w Ścinawie.

Jeszcze w Krośnicach zajął się, jak mówi Kowalski, działaniami związanymi z rozwojem gminy, która zrealizowała wówczas inwestycje za ponad 140 milionów złotych. Zbudowano choćby kolej wąskotorową, basen z ruchomym dnem, schronisko młodzieżowe, boiska, korty, szkołę i przedszkole. Połowa wydanej kwoty pochodziła z funduszy unijnych i innych środków spoza budżetu gminy. Problem w tym, że tak pozyskane środki gmina musiała uzupełniać wkładem własnym, dlatego zaciągała kolejne kredyty. Jak twierdzi Kowalski, w 2012 roku gmina była już zadłużona na 25 milionów złotych, a w rankingu najbardziej zadłużonych gmin w Polsce, w przeliczeniu na mieszkańca, znalazła się na pierwszym miejscu.

Kowalski dowiedział się też, że Stasiak nadzorował wówczas wszystkie gminne inwestycje, utrzymywał również kontakty z firmami, które wygrywały przetargi. Czy otrzymywał za to dodatkowe wynagrodzenie? Tego nie udało się potwierdzić. Kowalski ujawnił jednak, że kiedy w 2014 roku Stasiak odchodził ze stanowiska sekretarza gminy w Miliczu, bo wójt z jego opcji politycznej przegrał wybory, otrzymał aż 100 tysięcy złotych odprawy. To kwota niespotykana wśród samorządowców.

Było ściernisko, a są inwestycje

Gdy Stasiak trafił do urzędu w Ścinawie, również zajął się pozyskiwaniem środków na inwestycje. Za jego rządów powstał parking przypominający kształtem wojenny okręt, który pomieści 122 samochody. W dziobie są publiczne toalety, a na szczycie stoi radziecki czołg T-34, który wcześniej zdobił miejski rynek. Parking świeci pustkami, a kosztował niemal 10 milionów złotych. Do tego gmina musi płacić za jego utrzymanie i ochronę. Poza tym Ścinawa dorobiła się systemu roweru miejskiego, własnego statku wycieczkowego, którego budowa kosztowała ponad 5 milionów złotych, kolejne miliony poszły na utworzenie w gminie strefy ekonomicznej, którą później nazwano Strefą Aktywności Gospodarczą. Po niemal dwóch latach zgłosił się tylko jeden inwestor.

FOT . KRZYSZTOF ĆWIK

Mieszkańcy piszą, że władze gminy lekceważą ich potrzeby, wydają miliony po to, żeby się wypromować. A problem choćby z zanieczyszczoną wodą to już drugoplanowa kwestia. Tak samo dziesięć tysięcy dziur na krótkiej drodze ze Ścinawy do Wielowsi. Mieszkańcy zmierzyli nawet, że największa wyrwa ma niemal czterdzieści centymetrów głębokości. Pewnego dnia postanowili, że dziury w drogach będą łatać kwiatami, aby przykryć tak smutną rzeczywistość gminy. Innym razem urządzili przy kałużach gminne oczka wodne. Ustawili wokół dziur leżaki, aby mieszkańcy mogli się zrelaksować po wysiłku, jakim jest pokonanie dziurawej drogi.

O wszystkie te inwestycje próbuję pytać w urzędzie. Dowiaduję się, że burmistrza nie ma, natomiast o to, jaki sens miała budowa parkingu czy roweru miejskiego, mogę zapytać kierownika referatu inwestycji i rozwoju, czyli Przemysława Lindę. - Nie mam upoważnienia burmistrza do udzielania wywiadów - odpowiada jednak kierownik. - Jako pracownik urzędu takich informacji nie udzielam, nie wyrażam swoich opinii - dodaje. I nie chce odpowiedzieć, dlaczego parking stanął właśnie tam, dlaczego tyle kosztowała budowa. Tłumaczy tylko, że temat poruszany był wielokrotnie. Pomimo licznych prób nie udało nam się porozmawiać z burmistrzem. Za każdym razem słyszymy, że jest zajęty lub nie ma go w urzędzie, a maile pozostają bez odpowiedzi od miesiąca.

"Ścinawska ośmiornica"

Przed ponad rokiem Paweł Kowalski zaczął rozkładać na czynniki pierwsze układ władzy w swojej gminie. Nazwał go ścinawską ośmiornicą, której sterowane przez głowę macki osaczają niemal każdy aspekt gminnego życia. Opisywał różne powiązania Dariusza Stasiaka, choćby z lokalnymi firmami wygrywającymi przetargi budowlane. Miały projektować niemal wszystko - od portu w Ścinawie, przez rewitalizację rynku, wizualizację basenu, placów zabaw aż po fototapetę w gabinecie burmistrza. Kowalski ujawniał dokumenty, które pokazywały, jak tylko dwie firmy wygrywały kolejne gminne przetargi.

Opisywał też tworzenie w urzędzie dodatkowych stanowisk, dzięki którym urzędnicy mogli zarabiać jeszcze więcej. Działo się tak choćby przy projekcie rewitalizacji gminy, gdy na czele jednostki realizującej projekt stanął Dariusz Stasiak, za co inkasował kolejne cztery tysiące miesięcznie. Jeden z jego współpracowników, Przemysław Linda, został w jednostce ekspertem i dorabiał niemal dwa tysiące. Nikomu nie przeszkadzało to, że obaj urzędnicy mają w gminie etaty, a projekt rewitalizacji pozostawał na papierze. Podobnie miało być z projektem dotyczącym kanalizacji. Mimo że Dariusz Stasiak i tak prowadził nadzór nad inwestycją jako dyrektor departamentu, to pobierał dodatkowo cztery i pół tysiąca złotych za to, że został pełnomocnikiem projektu. Przemysław Linda pobierał przy tym niemal trzy tysiące jako ekspert.

Kowalski rozprawiał się z układem również poza urzędem. Według niego plan był prosty, a przebieg wydarzeń wyglądał tak: "milicka ekipa", czyli urzędnicy, którzy przyjechali razem ze Stasiakiem z Milicza do Ścinawy, od razu zaczęli siać propagandę, usuwali niewygodnych ludzi ze stanowisk. Mieli też pokaźne pieniądze na kampanię, wiedzieli jednak, że pieniądze nie wystarczą. Dlatego - zdaniem Kowalskiego - miało powstać stowarzyszenie "Aktywnie dla Gminy Ścinawa", które zrzeszało lojalnych wobec władzy ludzi i dostawało hojne dotacje z gminnej kasy. W ostatnich wyborach jego członkowie stanowili trzon intensywnej kampanii wyborczej, na którą, według Kowalskiego, mogło pójść nawet milion złotych. Później, zgodnie z wizją Kowalskiego, za swoje zaangażowanie dostawali gminne posady.

Rok milczenia o 300 tysiącach z gminnej kasy

Mieszkańców oburza również to, ile sam Stasiak zdołał zarobić, choć pracował w gminach, które do bogatych nie należą. Niektórzy są przekonani, że zgromadził znacznie więcej, niż pozwalają na to jego zarobki. Przynajmniej te oficjalne. Z jego najnowszego oświadczenia majątkowego wynika, że w gotówce ma ponad 300 tysięcy złotych, do tego dom warty 400 tysięcy, jedno mieszkanie za 300 tysięcy, drugie za niemal 260 tysięcy. I jeszcze dwie nieruchomości - jedna warta jest niemal 150 tysięcy, a druga ponad 440 tysięcy. Roczny dochód Stasiaka to niemal 520 tysięcy złotych, z czego aż 320 tysięcy pobiera z gminnej kasy w Ścinawie. Reszta to choćby dieta radnego czy dochód z wynajmu mieszkań. Tymczasem burmistrz Krystian Kosztyła zarabia ponad dwa razy mniej, bo inkasuje rocznie nieco ponad 154 tysiące.

Zanim jednak mieszkańcom udało się dowiedzieć, ile zarabia Dariusz Stasiak w Ścinawie, jeden z nich, Marek Barylak, musiał przez rok wnioskować do urzędu o udzielenie tej informacji. Jak się bowiem okazało, w 2015 roku Stasiak został zatrudniony jako sekretarz gminy, ale rok później burmistrz uczynił go szefem nowo utworzonego Departamentu Rozwoju w urzędzie. Dlaczego? Lokalne media domyślały się, że dzięki temu Stasiak miał być zwolniony z obowiązku publikowania oświadczeń majątkowych, co jako sekretarz musiałby robić co roku. Barylak od listopada 2017 roku pytał urząd, ile zarabia Stasiak. Burmistrz za każdym razem odmawiał odpowiedzi.

FOT . KRZYSZTOF ĆWIK

Burmistrz tłumaczył wówczas, że Dariusz Stasiak nie pełnił funkcji publicznych. Nie posiadał ani uprawnień do wydawania decyzji administracyjnych, ani do zarządzania publicznym majątkiem, dlatego zdaniem burmistrza nie musiał ujawniać swojego majątku. Jednak Stasiak podpisywał się w tamtym czasie pod projektami uchwał budżetowych, zawierał też umowy z wykonawcami inwestycji w gminie. W końcu do ujawnienia informacji o zarobkach Stasiaka zobowiązało burmistrza Samorządowe Kolegium Odwoławcze i Wojewódzki Sąd Administracyjny.

Mimo wszystko mieszkańcy dalej nie mogli się dowiedzieć, ile Dariusz Stasiak zarabia w urzędzie. Burmistrz ujawnił informację dopiero... po wyborach samorządowych w 2018 roku, gdy on został ponownie wybrany na fotel burmistrza, a Stasiak do sejmiku wojewódzkiego. "Pan Dariusz Stasiak posiada odpowiednie wykształcenie oraz bardzo wysokie kwalifikacje. Doświadczenie oraz wiedza Pana Stasiaka pozwoliła na pozyskanie wielomilionowych dotacji na terenie Gminy Ścinawa"- tak burmistrz tłumaczył wysokość zarobków swojego pracownika.

Na początku 2020 roku mieszkańcy złożyli do CBA i prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa przez Stasiaka. Chodziło o oświadczenia majątkowe z 2016 i 2017 roku, w których zdaniem mieszkańców Stasiak miał ukryć część swoich przychodów. Dowodzili, że nieruchomości warte ponad 600 tysięcy musiał nabyć za gotówkę, ponieważ w oświadczeniach nie było słowa ani o kredycie, ani o oszczędnościach. Zdaniem mieszkańców Stasiak albo nie ujawnił rzeczywistej wielkości swojego majątku i oszczędności, albo ukrył dodatkowe źródła przychodu.

Nie tylko gmina

Trzon ścinawskiej układanki, czyli burmistrz Krystian Kosztyła i sekretarz Dariusz Stasiak, to bliscy współpracownicy nie tylko w gminnej, ale też wojewódzkiej polityce. Obaj związani są ze środowiskiem Bezpartyjnych Samorządowców, obaj działali też w stowarzyszeniu Rzeczpospolita Samorządna. Kosztyła był przewodniczącym stowarzyszenia, które zrzesza dolnośląskie samorządy. Nie za darmo, bo urzędy i starostwa muszą płacić wysokie składki członkowskie. Jak podawały lokalne media, w szczycie swojej działalności stowarzyszenie zrzeszało aż 50 jednostek samorządowych, a składki najludniejszych z nich liczone były w setkach tysięcy złotych.

Tak duży budżet miał przekładać się na atrakcyjne inwestycje w gminach, ale przekładał się również na wysokie wynagrodzenia liderów. Jak ustalił Kowalski, burmistrz Kosztyła został wyznaczony na kierownika projektu, w ramach którego miała powstać choćby przystań w Ścinawie czy droga rowerowa od Ścinawy do Wielowsi, a za kierowanie projektem miał inkasować cztery tysiące złotych miesięcznie. Mimo że gmina Ścinawa, którą rządzi Kosztyła, płaciła stowarzyszeniu składki. Z kolei z planu finansowego na rok 2021 wynika, że ze składek członkowskich stowarzyszenie pozyskało ponad 2,5 miliona złotych, łącznie ma ponad 4,5 miliona, a na wynagrodzenie czterech stanowisk w biurze stowarzyszenia planuje przeznaczyć ponad 300 tys.

Rozmowy mieszkańców gminy Ścinawa z burmistrzem miasta Krystianem KosztyłąRozmowy mieszkańców gminy Ścinawa z burmistrzem miasta Krystianem Kosztyłą FOT . KRZYSZTOF ĆWIK

Dariusz Stasiak był w stowarzyszeniu uznawany za głównego pomysłodawcę i animatora działań, pełnił w nim funkcję jednego z członków zarządu. Jak pisały lokalne media, stowarzyszenie było głównym elementem jego układanki w lokalnej polityce. Jednak w połowie marca, gdy bezskutecznie próbował przejąć kontrolę w Bezpartyjnych Samorządowcach, stracił przez to pozycję szefa klubu w sejmiku, musiał również ewakuować się ze stowarzyszenia Rzeczpospolita Samorządna. W ślad za nim poszedł Kosztyła, który oświadczył, że "oddaje się do dyspozycji członków stowarzyszenia", a ci zdecydowali o jego odwołaniu.

Dobry pracownik musi zarabiać

Sam Stasiak po pierwsze odpiera wszystkie zarzuty o to, że w jego oświadczeniach majątkowych czegoś brakuje, a po drugie powtarza, że dobry pracownik musi dobrze zarabiać. Gdy w ubiegłym roku mieszkańcy Ścinawy złożyli zawiadomienie do prokuratury, Stasiak mówił "Gazecie Wyborczej", że w samorządzie "podobnie jak w każdym innym zawodzie", pracują ludzie, których "wiedza, umiejętności i spektakularne osiągnięcia kwalifikują do tego, by zarabiać więcej niż średnia krajowa". - Nikt nie ma wątpliwości, że to normalne w przypadku lekarzy czy prawników, ale kiedy dotyczy to ludzi odpowiedzialnych w samorządzie za pozyskanie środków i zorganizowanie wielomilionowych procesów inwestycyjnych, to taka sytuacja wywołuje dość powszechne zdziwienie - stwierdził.

Mówił, że jego praca wiąże się "olbrzymią odpowiedzialnością", a doniesienie do prokuratury nazywał "spektakularnym przejawem hejtu". Twierdził przy tym, że "świadomie pominięto" informacje z jego oświadczenia z 2016 roku, gdzie wpisał, że posiada 290 tysięcy złotych oszczędności. I dopiero potem kupił nieruchomości. Wspomniał też, że jego praca w Ścinawie to "szereg spektakularnych sukcesów", w gminie zrealizowano inwestycje za 80 milionów złotych, a w przyszłości wartość inwestycji może wzrosnąć do nawet 220 milionów.

W marcu 2021 roku o sprawie znów zrobiło się głośno. Prokuratura umorzyła śledztwo, a mieszkańcy zapowiedzieli, że złożą zażalenie. Zaś Stasiak, niczym Daniel Obajtek, ogłosił publicznie, że zawnioskuje do CBA o zbadanie jego oświadczeń majątkowych. Zapytaliśmy Centralne Biuro Antykorupcyjne, czy rzeczywiście przeanalizowało oświadczenia. - Centralne Biuro Antykorupcyjne nie informuje o szczegółach działań, prowadzonych postępowań, o tym jakie sprawy, osoby, firmy i instytucje pozostają lub nie pozostają w naszym zainteresowaniu. Biuro informuje o efektach działań i zrealizowanych sprawach - usłyszeliśmy w odpowiedzi. Zaś na stronach CBA o urzędniku ze Ścinawy nie ma ani słowa.

- Wiemy, że burmistrz tylko teoretycznie rządzi gminą - powtarza Paweł Kowalski, a mieszkańcy zapowiadają, że nie odpuszczą i będą walczyć dalej. - Jeszcze raz prokuratura to przejrzy, doda do sprawy nowe informacje - deklaruje. - Wiem od różnych prawników, że prokuratura to olała. Nie sprawdziła podstawowych faktów. Nie trzeba być geniuszem, żeby porównać jego (Stasiaka) oświadczenia. To wychodzi samo z siebie. Przesłuchanie Stasiaka to jest czternaście zdań, zero świadków - zaznacza Kowalski, który za cel stawia sobie rozbicie ścinawskiego układu.

Pomimo licznych prób nie udało nam się skontaktować z burmistrzem Ścinawy Krystianem Kosztyłą. Za każdym razem informowano nas, że burmistrz jest zajęty lub przebywa poza urzędem. Bez odpowiedzi pozostały również maile, z których pierwszy na adres urzędu gminy wysłaliśmy 8 lipca. Na nasze wiadomości, wysyłane różnymi kanałami, nie odpowiedział również sekretarz gminy Dariusz Stasiak.

Przeczytaj pozostałe odcinki cyklu MIKROPOLITYKA. Grzechy

DOSTĘP PREMIUM