13, 14-latkowie klęczeli pod murem, za ich plecami policja. Psycholożka o traumie młodych z Lubina

Agnieszka Jastrzębska to pierwsza psycholożka, z którą spotkała się rodzina Bartosza S. po jego śmierci. W TOK FM wspominała, że szczególnie mocno śmierć syna przeżyła jego matka. - Była świadkiem wydarzenia, które pozbawiło życia najbliższą jej osobę - mówiła. Psycholożka opowiadała też o spotkaniach z bliskimi osób, które zostały zatrzymane po zamieszkach w Lubinie. - Mama niepełnosprawnego młodego mężczyzny do godziny 23 nie wiedziała, gdzie znajduje się jej chory na serce syn. Po 48 godzinach został wypuszczony w kajdankach - powiedziała.
Zobacz wideo

Przed tygodniem w Lubinie doszło do interwencji policji, po której zmarł 34-letni Bartosz S. Zgon miał nastąpić - według policji - w szpitalu. Zupełnie inne informacje przekazał szpital i jeden z ratowników medycznych: 34-latek zmarł przed przyjazdem pogotowia.

Rodzina zmarłego skarżyła się, że nie dostała protokołu sekcji zwłok. Później pełnomocnik rodziny pokazał wstrząsające zdjęcia zmarłego mężczyzny. - Czy to są zadrapania, jak to określili śledczy? - pytał na konferencji przed prokuraturą.

Agnieszka Jastrzębska, psycholog i psychoterapeuta z Lubina, opowiadała w TOK FM, że była pierwszym psychologiem, który spotkał się z rodziną S. po tragicznych wydarzeniach, do których doszło przed tygodniem.

Wspominała, że szczególnie mocno śmierć syna przeżyła jego matka. To ona wezwała policję. - Była świadkiem wydarzenia nieoczekiwanego, niespodziewanego, nieprzewidywalnego, które pozbawiło życia najbliższą jej osobę. Opisywała tę sytuację jako trudną do zniesienia, wyczerpującą - relacjonowała psychoterapeutka.

Podkreśliła, że kobieta skarżyła się też na zachowanie policji. - Na to, w jaki sposób rodzina została potraktowana, jak udzielono jej informacji, co się tak naprawdę wydarzyło. Nie do końca wiedziała, gdzie znajduje się jej syn. Była wstrząśnięta zachowaniem policji, wtargnięciem do domu oraz tym, że nie mogła dogadać się co do tego, co się tak naprawdę zdarzyło. Została tylko poinformowana o tym, że syn zmarł w drodze do szpitala - mówiła Jastrzębska.

- Myślę, że rodzina Bartka przez to, że media, cała Polska tym żyje, potrafi uzyskać wsparcie wielu osób. To też obniża poziom emocji, dzięki czemu możliwe jest dążenie do wyjaśnienia okoliczności tego zdarzenia - zauważyła rozmówczyni Jacka Żakowskiego.

Policja zatrzymała nawet niepełnosprawnego nastolatka

Po śmierci Bartosza S. w Lubinie doszło do zamieszek przed komendą policji. Zatrzymano kilkadziesiąt osób. W mediach pojawiły się zdjęcia zatrzymanych - bardzo młodych ludzi - klęczących przy murze, za którymi stał szpaler uzbrojonych policjantów. Także w tym wypadku działania policji wzbudziły dużo wątpliwości.

- Wydarzenia z Lubina dla wielu osób, szczególnie tych młodych ludzi, zatrzymanych na 48 godzin, dla tych dzieci 13-, 14-, 15-letnich, które klęczały pod murem, mogą mieć określone konsekwencje - ostrzegała gościni TOK FM. Jak mówiła, młodzi ludzie, którzy najpierw oglądali nagrania z zatrzymania Bartosza S., przez policję, nagle stali się uczestnikami poważnej policyjnej akcji. - Dlatego mogą doświadczać stanu psychicznego podobnego do tego wywołanego działaniami zagrażającymi życiu i zdrowiu - podkreśliła Agnieszka Jastrzębska.

Psycholożka przywołała rozmowy z dwiema matkami zatrzymanych przez policję. Jak mówiła, chodzi o osoby nieletnie, z których jedna jest niepełnosprawna. Nie byli to uczestnicy zamieszek - obserwowali biernie wydarzenia. - Mama niepełnosprawnego młodego mężczyzny z porażeniem mózgowym do godziny 23 nie wiedziała, gdzie znajduje się jej chory na serce syn. Po 48 godzinach został wypuszczony w kajdankach. Mama ze strachu o swoje dziecko nie spała dwie noce - relacjonowała.

Jak dodała, 17-latek jest w tej chwili pod opieką psychiatryczno-psychologiczną.

Matki, z którymi rozmawiała Agnieszka Jastrzębska, nie mają dostępu do protokołu zatrzymania, więc nie wiedzą, dlaczego ich dzieci zostały zatrzymane. - Dzieci podpisywały różne dokumenty, właściwie nie czytając opisu - powiedziała. Przesłuchania odbywały się oczywiście bez udziału rodziny nieletnich. Nie brał w nich też udziału psycholog.

- Niebezpieczne jest to, że często takie wydarzenia wyzwalają inne trudności psychiczne: depresje, lęki, fobie. Osoby, szczególnie te najmłodsze, mogą przejawiać objawy charakterystyczne dla lęku. Rodzice muszą obserwować zmiany zachowania u dzieci i w monecie, kiedy objawy nie zaczną się wycofywać, opieka specjalistyczna będzie konieczna - oceniła w rozmowie z Jackiem Żakowski.

DOSTĘP PREMIUM