Pomoc uchodźcom z Afganistanu. "Mam nadzieję, że nasz rząd nie zapomniał, co oznacza solidarność"

- To jest porażka amerykańska, która powinna mieć duże znaczenie również w sensie myślenia o tym, jak Ameryka będzie w takich sytuacjach zachowywać się w przyszłości - mówił w TOK FM Aleksander Kwaśniewski, odnosząc się do sytuacji w Afganistanie. Podkreślał też, że pomoc Afgańczykom, którzy pomagali kiedyś Zachodowi, jest konieczna. - To pewnie będzie związane z koniecznością przyjęcia grupy uchodźców także na terenie Polski - powiedział.
Zobacz wideo

Joe Biden znalazł się w ogniu krytyki po swoim poniedziałkowym wystąpieniu ws. sytuacji w Afganistanie. Krytykuje go amerykańska prasa oraz niektórzy politycy jego partii. Prezydent USA, przypomnijmy, powiedział, że nie żałuje decyzji dotyczącej wycofania wojsk z tego kraju. Poinformował też, że amerykańska misja osiągnęła swoje cele. 

- Biden chciał uzasadnić swoją decyzję, nie ukrywając faktu, że cała ta 20-letnia misja zakończyła się fiaskiem. W gruncie rzeczy jesteśmy w punkcie wyjścia. Może nie tak dokładnie, może talibowie trochę się zmienili, będą bardziej umiarkowani, ale któż to wie - komentował w "Światopodglądzie" były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Przypomniał, że prezydent USA wskazywał, iż główny cel wejścia Amerykanów do Afganistanu - to jest  zniszczenie siatki terrorystycznej Al-Kaidy i śmierć Osamy bin Ladena - zostały osiągnięte. - Można więc powiedzieć, że w tym sensie misja spełniła przynajmniej jeden z celów. Zagrożenie terrorystyczne też jest chyba mniejsze niż kilkanaście lat temu - mówił Kwaśniewski. Podkreślił jednak, że mimo 20-letniej obecności USA w Afganistanie kraj ten nie stał się stabilny i praworządny. - I to jest porażka amerykańska, która powinna mieć duże znaczenie również w sensie myślenia o tym, jak Ameryka powinna w takich sytuacjach zachowywać się w przyszłości. Bo ja mam nieodparte wrażenie, że ta metoda amerykańska - znana z Iraku czy właśnie Afganistanu - wyczerpała się - przekonywał gość TOK FM.

Kwaśniewski podkreślał, że "Amerykanie mają taką siłę militarną, że mogą wygrać każda wojnę, ale mają ogromny kłopot z tym, jak wygrać pokój - co zrobić z krajami, gdzie oni już są, gdzie siły zła zostały pokonane; jak zbudować tam struktury państwa, jak zbudować zasady, które byłyby akceptowane na miejscu i działały".

Również polska misja w Afganistanie, jak mówił były prezydent, zakończyła się niepowodzeniem. - Nie mamy żadnego powodu, by twierdzić, że jest inaczej - powiedział. - Natomiast dla nas udział w tej misji był przede wszystkim testem na naszą sojuszniczą odpowiedzialność i gotowość. To się zaczęło w 2001 roku. Polska w NATO została przyjęta w 1999 roku, więc byliśmy świeżym członkiem tego sojuszu - przypomniał. 

Kwaśniewski podkreślił, że Polska ten test zdała, bo miała w misję swój wkład, a polscy żołnierze "spisywali się bardzo dobrze". - Boleję nad tym, że były ofiary, że nasi żołnierze tam również ginęli. (...) Każda śmierć jest dramatem, a z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że ta śmierć nie była potrzebna - powiedział. W Afganistanie zginęło 44 polskich żołnierzy.

Kwaśniewski o odpowiedzialności za Afgańczyków

Redaktor Lichnerowicz zastanawiała się, co obecna sytuacja w Afganistanie mówi o pozycji Stanów Zjednoczonych - czy to jest kraj sprawczy, czy należy bezgranicznie wierzyć USA jako sojusznikowi, skoro widzimy, że potrafi zostawić inne państwo. 

- Pozycja Amerykanów eroduje, to widać wyraźnie. To nie jest już ta pozycja, która była po rozpadzie ZSRR do początku XXI wieku, gdzie Amerykanie byli niekwestionowanym liderem świata demokratycznego - przyznał były prezydent.

Jak dodał, stało się tak, bo - po pierwsze - "sama demokracja ma kłopoty". - My bolejemy, że nie udało się stworzyć państwa prawa w Afganistanie, ale umówmy się, że Polska, która miała 30 lat udanego rozwoju praworządnego, też ma z tym kłopoty. Problem jest powszechny - nadmienił.

Z drugiej strony Kwaśniewski podkreślał, iż "nie ulega wątpliwości, że Ameryka jest największą potęgą militarną, gospodarczą i wiodącym krajem Zachodu".

Na koniec były prezydent był pytany o sytuację osób, które w Afganistanie pomagały m.in. Polakom. Podkreślał, że ponieważ byliśmy tam i ponosimy konsekwencje niektórych decyzji, to pomoc dla tych ludzi, którzy nas wspomagali w momencie kiedy tam działaliśmy jest konieczna. - I dobrze, że są wysyłane samoloty, że ci ludzie będą mogli wyjechać, bo inaczej ich przyszłość byłaby zagrożona. To jest nasza odpowiedzialność i naszych sojuszników - mówił.

- To pewnie będzie związane z koniecznością przyjęcia grupy uchodźców także na terenie Polski i mam nadzieję, że ten rząd, który wywodzi się z ruchu "Solidarności" jeszcze nie zapomniał, co to słowo oznacza. Bo gdybyśmy tego nie zrobili, to byłoby absolutnie niemoralne - podsumował.  

DOSTĘP PREMIUM