"Słychać płacz dziecka" 50 uchodźców koczuje na polsko-białoruskiej granicy. Okoliczni mieszkańcy pomagają

Na pasie ziemi niczyjej między granicami Polski i Białorusi w Usnarzu Górnym koczuje kilkudziesięciu uchodźców. Wśród nich są kobiety z małymi dziećmi. Często słychać, jak płaczą. Jak informuje reporter TOK FM Jakub Medek, okoliczni mieszkańcy przynoszą wodę i jedzenie - ale Straż Graniczna odmawia przekazywania rzeczy migrantom i zasłania obozowisko samochodami.
Zobacz wideo

Miejsce, gdzie powstało prowizoryczne obozowisko - w Usnarzu Górnym, kilka kilometrów od Krynek - osłaniane jest ciężarówkami przez Straż Graniczną. Z daleka widać ludzi siedzących na ziemi, wśród nich są kobiety z małymi dziećmi. Jak informuje SG, to w sumie 50 osób. Ludzie ci zostali przez białoruskie służby wypchnięci z tego kraju - nie mogą wrócić. Taką taktykę od tygodni stosuje reżim Alaksandra Łukaszenki, by wywrzeć presję na Unię Europejską z powodu sankcji nałożonych na władze Białorusi.

Na miejscu jest nasz reporter Jakub Medek i dziennikarze TVN24. "Przekazaliśmy Straży Granicznej jedzenie, które dla migrantów zebrali okolicznych mieszkańcy. Strażnicy najpierw nie chcieli przyjąć, mówili, że wszystko zapewniają, zresztą rzeczywiście, chwilę wcześniej widziałem, jak przekazują wodę. Ale w końcu wzięli" - relacjonował Medek na Twitterze.

Kłopoty pojawiły się znowu, gdy mieszkanki sąsiedniej wsi przyniosły jedzenie. Jak relacjonuje Jakub Medek, "panie Hania i Ika, przywiozły gorące leczo, chleb". "Dowódca odmówił przyjęcia i przekazania, mówił, że oni są po drugiej stronie, że złamałby prawo. Ale wcześniej widziałem, jak przekazywali do obozowiska wodę. Leczo stygnie".

Jedzenia strażnicy graniczni nie przekazali uchodźcom.

Obozowisko znajduje się na skraju podmokłej łąki, kilkaset metrów od wsi. Mieszkańcy Usnarza mówią, że "migranci są zablokowani na granicy od co najmniej od kilku dni, może nawet od ponad tygodnia".

Uchodźcy "grzeją się przy dymiącym mocno ognisku". - Nie widać namiotów. Ludzie nie są też przesadnie ciepło ubrani, a temperatury w nocy spadają tu poniżej 10 stopni. Nad głową cały czas słychać śmigłowce, polski i białoruski - relacjonuje reporter TOK FM.

"Cały czas z obozowiska na granicy słychać płacz dziecka, płacze bez przerwy od 20 minut. SG i wojsko wkłada dużo wysiłku w to, żeby nic nie było widać, między nami a obozem ustawili ścianę z terenówek i ciężarówki. Ale dziecka uciszyć nie mogą" - informuje Jakub Medek.

- Wojskowa ciężarówka i terenówki straży utworzyły między miejscem gdzie jestem a obozowiskiem na granicy szczelny parawan. Kiedy mundurowi zorientowali się, że wciąż widzimy migrantów między kołami ciężarówki, wstawili tam łóżko polowe - dodaje dziennikarz.

W Usnarzu Górym mają się pojawić przedstawiciele Fundacji Ocalenie, która od lat pomaga uchodźcom. Mają przywieźć namioty, śpiwory i jedzenie dla dzieci.

Centrum Informacyjne Rządu poinformowało, że tylko do początku sierpnia 1935 osób usiłowało nielegalnie przekroczyć granicę polsko-białoruską.

DOSTĘP PREMIUM