"Nic nie jedli i nie pili od 24h". Straż pozwoliła w końcu na dostarczenie uchodźcom z Usnarza śpiworów

Do uchodźców koczujących na polsko-białoruskiej granicy w końcu dopuszczono przedstawicieli organizacji pozarządowych. Fundacja Ocalenie poinformowała, że w grupie 32 osób, które od 11 dni przebywają w pobliżu Usnarza, są kobiety, 15-letnia dziewczyna, osoby chore. Od doby nie jedli. A jedzenie, które przynieśli okoliczni mieszkańcy i posłowie cały czas stoi, bo Straż Graniczna nie zmieniła zdania i nie pozwala na dostarczenie żywności.

Dziennikarze od ponad doby relacjonują, co dzieje się w na polsko-białoruskiej granicy w Usnarzu Górnym. Do grupy uchodźców nie dopuszcza ich Straż Graniczna. Ale po godzinach oczekiwań przedstawicielom Fundacji Ocalenie udało się porozmawiać z migrantami. Wcześniej nie zgadzała się na to SG.

"Z pomocą tłumaczki jęz. dari rozmawiamy z uchodźcami przetrzymywanymi na granicy. To 32 osoby z Afganistanu, w tym kobiety i dziewczynka 15l oraz osoby chore. Na granicy są od 11 dni, w podróży od 25. Nic nie jedli i nie pili od 24h" - poinformowała fundacja na Twitterze. Od kilkunastu godzin nieopodal miejsca, gdzie koczują migranci leżą bochenki chleba, słoiki z jedzeniem, napoje i garnek, to domowe leczo przywiezione wczoraj.

Okazuje się, że dwie osoby poinformowały strażników granicznych - po angielsku, "że chcą złożyć wnioski o status uchodźcy". "Usłyszały, że mają wracać 'do siebie'" - czytamy.

Poseł Maciej Konieczny, który jest na miejscu, pomógł w dostarczeniu do migrantów śpiworów, które przywieźli aktywiści Fundacji Ocalenie.

Na miejscu jest też reporter TOK FM Jakub Medek. "Migranci potwierdzają historię o tym, że część z nich została złapana w Polsce i przywieziona na granicę w Usnarzu" - napisał Medek w SMS-ie do redakcji. 

Białorusini się pokazali

Dziś z polskiej strony wyraźnie widać białoruskie służby graniczne. W praktyce wygląda to tak, że przy ognisku stoją i siedzą migranci, za plecami mają uzbrojonych w broń długą Białorusinów, przed sobą Polaków.

Ja relacjonuje reporter TOK FM Jakub Medek, przez noc, na wysokości obozowiska, wyrosło też prawdziwe medialne miasteczko, z kilkoma wozami transmisyjnymi.

Wczoraj (18 sierpnia) Rzecznik Praw Obywatelskich pytał służby o to, czy migranci mają dostęp do prawników i tłumaczy. - Nie wiem, jaka jest odpowiedź państwa. Ale jako dziennikarz, który jest tu od kilkudziesięciu godzin, mogę stwierdzić, że nie mają. I że mogliby mieć - wczoraj na miejscu byli zarówno prawnicy, jak i tłumacze przysłani przez organizacje pozarządowe. Nie zostali dopuszczeni do mieszkańców obozowiska - podkreślił Medek.

Obóz w Usnarzu

Obozowisko znajduje się na skraju podmokłej łąki, kilkaset metrów od wsi Usnarz. Uchodźcy zostali przez białoruskie służby wypchnięci z tego kraju, bo taką taktykę od tygodni stosuje reżim Alaksandra Łukaszenki. W ten sposób chce wywrzeć presję na Unię Europejską z powodu nałożonych na władze Białorusi sankcji. Takie same działa Białoruś Łukaszenki stosuje na granicy z Litwą.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM