Relacja z Usnarza. "Kobiety wolą nie jeść i nie pić, bo strażnicy nie pozwalają im załatwić się w ustronnym miejscu"

- Obóz Afgańczyków nadal tam jest. Trudno powiedzieć, co będzie dalej, natomiast w myśl prawa międzynarodowego to, co się dzisiaj wydarzyło, powinno rozpocząć procedurę rozpatrywania wniosków o udzielenie pomocy - mówił w TOK FM Jakub Medek, dziennikarz TOK FM, który jest w Usnarzu.
Zobacz wideo

Cały czas trwa pat w sprawie uchodźców, którzy koczują w na polsko-białoruskiej na granicy w Usnarzu. Dokładne wywiady z obozującymi od 12 dni uchodźcami z Afganistanu prowadziła przez kilkadziesiąt minut tłumaczka Fundacji Ocalenie Tahmina. Cześć z osób potrzebuje pomocy medycznej. – Są chorzy na nerki, astmę. Jest kobieta po trzech operacjach kręgosłupa – mówi Kalina Czwarnóg z Ocalenia.

Wszyscy uchodźcy chcą prosić o ochronę w Polsce. – Razem z posłankami Koalicji Obywatelskiej (Klaudią Jachirą i Urszulą Zielińską) do obozu dotarli prawnicy załatwieni przez fundację. Oficjalnie przez megafon w imieniu swoich klientów, czyli 32 uchodźców, złożyli wnioski o udzielenie im ochrony międzynarodowej – relacjonował z Usnarza Jakub Medek, dziennikarz TOK FM.

Pełnomocnictwa Afgańczycy udzielili prawnikom wczoraj, za pośrednictwem posła Macieja Koniecznego z Lewicy, który korzystając z immunitetu, przedarł się do uchodźców. – Technicznie to wyglądało tak, że wyczytywano nazwiska Afgańczyków, ci wstawali i dwukrotnie głośno krzyczeli, że proszą o pomoc międzynarodową. Po chwili do tych wniosków dołączyli prawnicy – opisywał Medek.

Jak dodawał, nie wywołało to natychmiastowego skutku. – Obóz nadal tam jest. Trudno powiedzieć, co będzie dalej, natomiast w myśl prawa międzynarodowego to, co się dzisiaj wydarzyło, powinno rozpocząć procedurę rozpatrywania wniosków o udzielenie pomocy – mówił reporter TOK FM.

Bez jedzenia, wody i możliwości załatwienia się

Uchodźcy przebywają w obozie od 12 dni. Od 24 godzin nie mają wody i jedzenia. – Wcześniej sami strażnicy przekazywali im posiłki i napoje. Jednak następnie poszedł rozkaz z góry, że nie można przekazywać niczego – opowiadał Medek. Podkreślał jednocześnie, że Afgańczycy sami najbardziej proszą o pomoc międzynarodową, a nie o jedzenie. – Szczególnie wskazują na to kobiety, bo straż graniczna nie pozwala im załatwiać potrzeb fizjologicznych gdzieś w ustronnym miejscu, muszą to robić na widoku. Dlatego wolą nie pić i nie jeść, żeby nie musieć się załatwiać. Posłanka Jachira pytała pograniczników, czy nie jest im głupio robić takie rzeczy, ale ci zasłaniali się przepisami – mówił dziennikarz TOK FM.

Na kilkanaście minut na granicę przyjechał też poseł Robert Winnicki z Konfederacji. Dał żołnierzom kwiaty, postraszył migrantami. Stwierdził, że na granicy trzeba zbudować ogrodzenie. Na uchodźców patrzeć nie chciał. Sama społeczność – dość nieduża - Usnarzu jest podzielona w sprawie uchodźców. – Jest jeden pan, który ciągle powtarza, że tych ludzi należy zepchnąć buldożerem na białoruską stronę. Ale za chwilę grupa starszych pań każe mu się zamknąć. One też zbierały dla Afgańczyków chleb, ziemniaki, margarynę. Wielu mieszkańców uważa, że z humanitarnego punktu widzenia trzeba tym ludziom pomóc. Jednak są też osoby – wcale nie mało – które kupują narrację miejscowych polityków PiS, że uchodźcy to zagrożenie epidemiczne i trzeba szybko stawiać płot. Wieś jest podzielona – relacjonował Medek.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM