"PiS chętnie gra w grę Łukaszenki i rozpala antyuchodźcze nastroje w Polsce"

- To Białorusini są odpowiedzialni za to, żeby zapewnić tym ludziom warunki humanitarne, a nie wypychać ich bezczelnie, badając zdolności ochrony naszych granic - mówił o uchodźcach przebywających w Usnarzu poseł klubu PiS Kamil Bortniczuk. Z kolei posłanka Magdalena Biejat przekonywała w TOK FM, że PiS "bardzo chętnie gra w grę Łukaszenki".
Zobacz wideo

Trwa pat w sprawie uchodźców, którzy koczują w dramatycznych warunkach na polsko-białoruskiej granicy. To grupa około 30 Afgańczyków. W Usnarzu przebywają od kilkunastu dni. Chcą prosić o ochronę w Polsce, co potwierdzili w piątek (20 sierpnia), składając w obecności prawników oświadczenia. Straż Graniczna pilnuje uchodźców i nie pozwala im się ruszyć. 

Sprawa ta była jednym z głównych tematów sobotnich "Wyborów w TOK-u". Poseł klubu PiS Kamil Bortniczuk przekonywał, że grupa 30 osób oczekujących na granicy może być "początkiem drugiej fali migracyjnej" i dziś "od postawy Polski zależy, czy będziemy mieli kryzys, czy nie". - Ta grupa jest pewną formą próby. Jeśli z tą grupą państwo polskie sobie nie poradzi, to bardzo możliwe, że te szlaki zostaną przetarte, cała fala migracyjna wskutek sytuacji w Afganistanie zostanie uruchomiona na nowo i będziemy mieli do czynienia z kryzysem migracyjnym - twierdził.

Prowadząca audycję red. Dominika Wielowieyska odwoływała się do zapisów Konwencji Genewskiej o tym, że każdy człowiek, który stoi na granicy i prosi o azyl - powinien mieć rozpatrzony wniosek w tej sprawie. Bortniczuk przekonywał jednak, że w tej konkretnej sytuacji zapisy konwencji nie obowiązują, ponieważ one - zdaniem posła - dotyczą osób, które "przychodzą z terenu, w którym zagrożone jest ich życie w związku z ich działalnością". I podkreślał, że grupie uchodźców na Białorusi "żadne niebezpieczeństwo nie grozi".  

Polskie władze nieustannie przekonują, że uchodźcy w Usnarzu to właśnie "próba szantażu i prowokacji" ze strony Alaksandra Łukaszenki. Mówią, że białoruski prezydent specjalnie gromadzi takie osoby, a potem przenosi je pod polską granicę, by postawić nasz kraj w trudnej sytuacji. 

- Prawda jest taka, że PiS bardzo chętnie gra w tę grę Łukaszenki - skomentowała w TOK FM posłanka Lewicy Magdalena Biejat. - Bo niczym innym nie można nazwać rozkręcania dla doraźnej korzyści antyuchodźczych nastrojów i siania paniki wobec 32 osób z kotem, które stoją na naszej granicy. Jestem przekonana, że to jest doskonały przykład tego, jak PiS przez swoją krótkowzroczną politykę wspiera dążenia destabilizacyjne Łukaszenki i Putina. To jest bardzo smutne - dodała.

Biejat informowała też, że Lewica oczekuje zwołania Rady Bezpieczeństwa Narodowego ws. sytuacji w Afganistanie i tego, czego możemy się spodziewać jeśli chodzi o przyjazd uchodźców do Polski. 

Poseł Platformy Obywatelskiej Marcin Kierwiński przekonywał z kolei, że Prawo i Sprawiedliwość "nie ma żadnego pomysłu" na to, jak radzić sobie z uchodźcami. - Te osoby powinny być odesłane na przejścia graniczne, gdzie zgodnie z prawem będą mogły wypełnić wszystkie niezbędne dokumenty i polskie władze - analizując te dokumenty - powinny podjąć stosowne decyzje - mówił.

W podobnym tonie wypowiadała się Hanna Gill-Piątek z Polski 2050, która zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt. - Dostałam wczoraj wiarygodny sygnał z MSWiA, że przygotowane jest zarządzenie o zmianie w strukturze ministerstwa, które likwiduje Departament Analiz i Polityki Migracyjnej i przyłącza jego obowiązki wraz z częścią pracowników do Departamentu Spraw Międzynarodowych. Wobec tak dużego wyzwania, które nas czeka, likwidacja kluczowego departamentu jest kompletnie nielogiczna i wydaje się pomyłką - przekonywała posłanka i poinformowała, że złożyła do resortu interpelację w tej sprawie. 

Na koniec redaktor Wielowieyska zwróciła uwagę na język, jakim - w kontekście uchodźców - posługują się przedstawiciele polskich władz. Przywołała przykład wicepremiera Piotra Glińskiego, który kilka dni temu zapowiedział, że "Polska obroniła się przed falą uchodźców w 2015 roku i teraz też się obroni". - Tam jest 30 osób, zziębniętych i głodnych, i wicepremier Gliński będzie z nimi walczył? To brzmi groteskowo - komentowała publicystka. 

- Nie będzie walczył z tymi ludźmi, tylko będzie bronił polskiej granicy i zewnętrznej granicy Unii Europejskiej - odparł poseł Kamil Bortniczuk. Dopytywany, czy "po ludzku" widzi dramatyzm sytuacji, w jakiej znajdują się ci ludzie - odparł, że "mogą oni złożyć wnioski w oparciu o normalną procedurę, a nie przekraczać granicy w szczerym polu". 

- Ci ludzie przebywają na terytorium Białorusi. To Białorusini są odpowiedzialni za to, żeby zapewnić tym ludziom warunki humanitarne, a nie wypychać ich bezczelnie, badając zdolności ochrony naszych granic - przekonywał polityk klubu PiS. - Jeżeli Białorusinów nie stać na to, by zapewnić im godne warunki, to jestem za tym, by któraś z polskich fundacji - poprzez białoruską fundację - udzieliła takiego wsparcia. My nie powinniśmy się - jako Polska - angażować w pomoc ludziom, którzy są na terytorium innego kraju. Szczególnie kraju takiego jak Białoruś - skwitował.

DOSTĘP PREMIUM