Usnarz Górny. Jak rozwinie się sytuacja na granicy? "Obawiam się, że komuś stanie się krzywda"

Z grupy 32 osób, które koczują na polsko-białoruskiej granicy w Usnarzu Górnym, zostało najprawdopodobniej tylko 10. Choć SG mówi o 24 osobach. Wcześniej wojsko odepchnęło wszystkich, dziennikarzy, mieszkańców i Fundację Ocalenie, 300 metrów od granicy. - Próbujemy się komunikować za pomocą szczekaczki. Oni nas słyszą, ale my ich nie - relacjonowała w TOK FM Kalina Czwarnóg, członkini zarządu Fundacji Ocalenie.
Zobacz wideo

Do mieszkańców obozu w Usnarzu Górnym nie są dopuszczani ich prawnicy, a jak relacjonował nasz reporter Jakub Medek, nie została wezwana, mimo wyraźnych próśb, karetka. Nie pozwolono nawet przekazać kobietom podpasek. Wojsko przepędziło też wicemarszalek Gabrielę Morawską-Stanecką. Na miejscu cały czas jest Fundacja Ocalenie, której członkowie zapowiedzieli, że będą nocować na granicy. Z najnowszych informacji wynika, że w Usnarzu zostało jedynie 10 Afgańczyków. "Reszta na razie wróciła na Białoruską stronę" - podało Ocalenie. "Część osób z Usnarza prawdopodobnie nie wytrzymała nieludzkich warunków, jakie rękami straży granicznej ufundowało im polskie państwo. Próbujemy dowiedzieć się więcej" - dodała fundacja. Później Straż Graniczna podała, że okolicach Usnarza koczują 24 osoby. 

 - To, co udało nam się ustalić, to jest to, że wszystkie osoby pochodzą z Afganistanu - mówiła w TOK FM Kalina Czwarnóg, członkini zarządu Fundacji Ocalenie. Jak dodała, gdy grupa liczyła 32 osoby byli w niej zarówno mężczyźni, jak i kobiety oraz 15-letnia dziewczyna. - Osoby deklarowały różne powody ucieczki. Nie mogę o tym mówić, bo są to dane wrażliwe, natomiast wymieniały takie sytuacje jak śmierć partnera, rodziców, praca dla różnych instytucji zachodnich. Podawały nam dowody na to, że mają wszelkie powody, by obawiać się prześladowań - dodała. 

Czwarnóg przytaczała to, co zeznawali koczujący na granicy Afgańczycy. - Czternaście dni temu w godzinach popołudniowych, już po przekroczeniu polskiej granicy, w okolicach jednej z pobliskich miejscowości znalazła ich policja. Nie szli tak dużą grupą, to były mniejsze grupy - opisywała. - Kiedy policjanci ich znaleźli zadzwonili po straż graniczną, która wsadziła ich do ciężarówek mówiąc, że odwiozą ich do ośrodka. Po czym odwiozła ich na granicę. Jest to bardzo niepokojące zeznanie - powiedziała. 

Gościni TOK FM opisywała, że strażnicy przewieźli wszystkich na granicę i "kazali iść na Białoruś", mimo że osoby mówiły, że chcą dostać ochronę w Polsce. - Kiedy nie chcieli się na Białoruś cofać byli bici kolbami broni przez strażników granicznych. To są zeznania tych osób, które teraz przetrzymywane są w Usnarzu - zaznaczyła. Przyznała jednocześnie, że trudno mówić o tym, co zdarzy się dalej, bo jest to sytuacja bez precedensu. - To czego ja się obawiam najbardziej, to że komuś stanie się krzywda. Jesteśmy coraz bliżej takiej sytuacji. Te osoby są w coraz gorszym stanie psychicznym, fizycznym, szczególnie, że nie dopuszcza się do nich pomocy medycznej, którą oferujemy od dwóch dni - mówiła.

- Od wczoraj mamy bardzo trudniony kontakt z tymi osobami, ponieważ o ile w pierwszych dniach byliśmy od nich zaledwie piętnaście metrów, zasłaniały ich samochody Straży Granicznej, ale mogliśmy do tych samochodów podchodzić, mogliśmy do tych osób mówić. One nas widziały i słyszały, mogliśmy zobaczyć mniej więcej, jak się wszyscy mają - przypominała Czwarnóg. - Teraz Straż Graniczna oraz wojsko rozstawiło się około 200, może 250 metrów od miejsca, gdzie osoby przebywają. I nie przepuszczają nikogo. Próbujemy się komunikować za pomocą szczekaczki. Oni nas słyszą, ale my ich nie - mówiła. Taką komunikację utrudniają też polskie służby, które włączają głośno silniki samochodów.

Straż Graniczna: Ponad połowa cudzoziemców opuściła teren 

O obecnej sytuacji na granicy w krótkim wpisie na Twitterze poinformowała również Straż Graniczna. "W ostatnich dniach po interwencjach Straży Granicznej, strona białoruska chciała zabrać całą grupę koczująca na wysokości miejscowości Usnarz Górny. Ponad połowa cudzoziemców opuściła teren, pozostałe osoby nie chcą opuścić miejsca koczowiska" - czytamy. Polska Straż Graniczna wskazała, że w całym ubiegłym roku na odcinku podlaskim zatrzymano 122 osoby, które nielegalnie przekroczyły granice. W tym roku to już około 780 cudzoziemców. 

"Pod Usnarzem nie obowiązuje już nie tylko Konwencja Genewska, ale również konstytucyjne prawo do informacji" - pisał reporter TOK FM Jakub Medek. "Jeśli wierzyć statystykom, które opublikowało kilka dni temu MSWiA, tylko w sierpniu zieloną granicę z Białorusią miało próbować przekroczyć 2 tysiące osób, z czego 800 się udało. W jaki sposób pozostałych 1200 nie weszło do Polski, ministerstwo nie wyjaśnia. Innej możliwości, niż fizycznego odepchnięcia od granicy, nie ma. To w myśl prawa międzynarodowego nielegalne" - zauważał. 

DOSTĘP PREMIUM