Wiceszef MSZ ma żal do mediów: Koncentrują się na sytuacji na granicy, zamiast na ewakuacji Afgańczyków

Ponad 400 osób zostało przetransportowanych z Afganistanu do Polski - poinformował w TOK FM wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz. Żalił się też na media, że koncentrują się na sytuacji w Usnarzu Górnym, zamiast chwalić rząd za akcję ewakuacyjną.
Zobacz wideo

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Marcin Przydacz informował w Poranku Radia TOK FM o postępach akcji ewakuacyjnej z Afganistanu. – To już ponad 450 osób. To byli lokalni pracownicy ambasady RP w Kabulu, działacze na rzecz demokratycznego Afganistanu, na rzecz praw kobiet – wyliczał.

Wiceminister nie zgodził się z zarzutami, że akcja została przeprowadzona zbyt późno i zaczęła się z problemami. Chodzi tutaj przede wszystkim o doniesienia, że Afgańczycy po wizji humanitarne musieli zgłaszać się do placówki dyplomatycznej Polski w Indiach. – To były niesprawdzone informacje. Owszem, było tak, ale kilkanaście tygodni temu – mówił w rozmowie z Dominiką Wielowieyskiej.

Przydacz zapewniał, że akcja będzie kontynuowana, chociaż trudno w tej chwili wskazać, ile osób czeka w Kabulu na ratunek ze strony Polski. – Nie wiemy, jak dużo czasu mamy. Sytuacja na miejscu z godziny na godzinę się pogarsza. (…) Mamy listę osób do ewakuacji, ale ona ciągle się zmienia. Dopisujemy tych, co proszą o pomoc. Kogoś wykreślamy, bo rezygnuje z wyjazdu w obawie przed ewakuacją. Nie da się tego oszacować – podkreślił.

Wiceszef MSZ mówił, że Afgańczycy, którzy przelecieli do Polski, są lokowani w odpowiednich ośrodkach. – Mają zapewnione bezpieczeństwo, opiekę lekarską i są w covidowej kwarantannie. Pamiętajmy, że to wolni ludzie, którzy mają zalegalizowany pobyt w Polsce. Potem jako rząd i – zachęcam też do tego opozycję – będziemy mieli okazję wykazać się gościnnością i coś im zaoferować – wskazał Marcin Przydacz.

"Opozycja stoi po stronie Łukaszenki"

Wielowieyska dopytywała wiceministra o sytuację w Usnarzu Górbym, gdzie na pasie ziemi niczyjej na granicy polsko-białoruskiej w skandalicznych warunkach sanitarnych koczuje kilkadziesiąt osób z Afganistanu. – Koncentruję się na ewakuacji osób zagrożonych śmiercią z Kabulu, to mój priorytet. Jednak ze smutkiem zauważam, że media koncentrują się na sytuacji na granicy, a nie pokazują, jak wielu osobom z Kabulu pomogliśmy – żalił się Przydacz.

Przypomniał, że Ministerstwo Spraw Zagranicznych zadeklarowało gotowość do udzielenia pomocy rzeczowej imigrantom przebywającym na terytorium Białorusi. - Nie będzie jednak zgody na przekraczanie granic przez migrantów w dowolnych miejscach. Odpowiadam za kierunek białoruski. Bądźmy poważni. Media interesują się tym od kilku dni, a my mamy raporty już sprzed kilku tygodni. Mowa w nich o tym, że Alaksandr Łukaszenka zwozi celowo migrantów z Bliskiego Wschodu, wysyła po nich samoloty. Oni przekraczają granicę na lotnisku w Mińsku. Potem wozi ich na granicę z Litwą i Polską, żeby wywołać kryzys wewnętrzny – opowiadał wiceminister.

Gość TOK FM dodał, że jest zawiedziony, iż polscy politycy w tej sprawie nie mówią jednym głosem. – Na Litwie rząd i druga strona politycznej barykady razem przekonuje, że nie ma zgody na łamanie prawa. A u nas opozycja stoi po stronie Łukaszenki – ocenił Przydacz.

Warto przypomnieć, że na Litwie sytuacja nie wygląda dokładnie tak, jak opowiadał wiceminister. Obozom dla uchodźców sprzeciwia się np. mniejszość polska w tym kraju, której znaczna część mieszka przy granicy z Białorusią.

DOSTĘP PREMIUM