Wojsko odgrodziło obozowisko migrantów, jest policja. "Pilnują strumyka, którego 'nie wolno przekraczać'"

Po stronie białoruskiej na wysokości miejscowości Usnarz Górny wciąż przebywają 24 osoby - poinformowała rzecznik prasowy Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Kontakt z migrantami nadal jest utrudniony. - Wojsko ogrodziło ich szpalerem, nie da się z nimi komunikować nawet zdalnie - mówił w TOK FM poseł Lewicy Maciej Konieczny.
Zobacz wideo

Rzeczniczka Straży Granicznej dodała, że od niedzieli liczebność grupy się nie zmieniła, to 20 mężczyzn i cztery kobiety. Nie ma wśród nich dzieci.

Fundacja Ocalenie, której przedstawiciele od kilku dni są w Usnarzu informuje, że migrantów jest więcej. To grupa 32 osób. "Wśród osób przetrzymywanych widzimy 3 kobiety i 15letnią dziewczynkę. Osoby przekazały nam, że potrzebują wody i jedzenia" - poinformowała organizacja.

W poniedziałek rano na miejscu pojawili się też policjanci. "Od dzisiaj strumyka-którego-przekraczać-nie-wolno (powód: takie są rozkazy!), ok. 200 m od granicy, pilnuje także policja. Rano przyjechało 8 samochodów, w tym 2 furgonetki" - przekazała Fundacja Ocalenie. 

Białorusko-polski kryzys

Do tej pory do migrantów nie zostali dopuszczeni prawnicy, parlamentarzyści, a nawet służby medyczne. - Wszelkie próby komunikowania się zdalnego spotykają się z zakłóceniem przez polskie służby. Włączane są silniki samochodów, syreny - relacjonował w TOK FM Maciej Konieczny, poseł Lewicy, który był w Usnarzu. 

Rząd twierdzi, że migranci przebywają po stronie białoruskiej, a sytuacja na granicy jest elementem wojny hybrydowej prowadzonej przez Mińsk. - To nie jest powód, żeby zostawiać ich tam bez pomocy. To, że dyktatura bezprawnie i cynicznie używa ludzi jako broni, to my możemy zachowywać się tak samo? Nie przestrzegać Konwencji Genewskiej, konstytucji i de facto torturować tych ludzi? - pytał retorycznie Konieczny.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP skierowało do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Białoruś notę dyplomatyczną, deklarując gotowość do udzielenia na miejscu pomocy rzeczowej, takiej jak m.in. namioty, łóżka, śpiwory - poinformowało MSZ w niedzielę. - Jeśli Białorusini sobie nie radzą, to my pomożemy, ale nie będzie jednak zgody na przekraczanie granic przez migrantów w dowolnych miejscach - mówił w poniedziałek rano w TOK FM wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz.

Frasyniuk obraża żołnierzy

Działacz opozycji z czasów PRL Władysław Frasyniuk powiedział w niedzielę w TVN24 o żołnierzach, którzy zabezpieczają granicę polsko-białoruską, gdzie nie są wpuszczane do Polski grupy cudzoziemców przybywających z Białorusi, że "nie służą państwu polskiemu - przeciwnie - plują na wartości, o które walczyli ich rodzice".

- Tak nie postępują żołnierze. Śmieci po prostu. To nie są ludzkie zachowania - trzeba to mówić wprost. To antypolskie zachowanie. Ci żołnierze nie służą państwu polskiemu, przeciwnie - plują na te wszystkie wartości, o które walczyli pewnie ich rodzice, albo dziadkowie - ocenił opozycjonista.

Słowa Frasyniuka spotkały się z szeroką krytyką opinii publicznej.

Grupa migrantów przebywa w okolicy miejscowości Usnarz Górny od kilkunastu dni. Cześć z tych osób utrzymuje, że była już na terenie Polski, ale została przez nasze służby wywieziona do lasu na granicę z Białorusią.

Polskie władze powtarzają, że napływ migrantów to część wojny hybrydowej, jaką reżim Alaksandra Łukaszenki prowadzi z Zachodem. MSWiA - jak informowaliśmy w TOK FM - wydało rozporządzenie, na mocy którego każe służbom zawracać do linii granicy każdego cudzoziemca, przechodzącego na przejściu, na którym ruch został czasowo zawieszony lub ograniczony poza zasięgiem terytorialnym przejścia granicznego. Rozporządzenie de facto znosi zapisy konwencji genewskiej, co zdaniem ekspertów jest niezgodne z prawem.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM