"Internet uczy nas, jak uprawiać seks". Specjaliści opowiadają, jak dr Google zastąpił inne źródła wiedzy o seksualności

Szkoła powinna wyposażać uczniów w podstawową wiedzę o seksualności, jednak zamiast tego nastolatkowie czerpią ją od rówieśników i np. influencerów. - Teraz jest powszechne, że celebryci objaśniają nam świat. Traktujemy ich jak specjalistów od wszelakiej wiedzy - mówił w "SexPodcaście" TOK FM psychoterapeuta i seksuolog dr Robert Kowalczyk.
Zobacz wideo

Skąd czerpiemy wiedzę o naszej seksualności i gdzie szukamy rozwiązań problemów z nią związanych? Okazuje się, że dla większości Polaków głównym źródłem wiedzy na ten temat jest internet. Psychoterapeuta i seksuolog dr Robert Kowalczyk przyznał w "SexPodcaście" TOK FM, że część jego pacjentów przychodzi do jego gabinetu z gotową autodiagnozą, do której doszli poprzez strony internetowe i filmiki na YouTubie. - Dr Google diagnozuje nam wszystkie dysfunkcje seksualne. Pacjenci przychodzą z określoną diagnozą i chcą ją u mnie weryfikować - powiedział.

Zaznaczył, że są wśród nich osoby krytyczne wobec tej internetowej wiedzy i te, które przyjmują ją jak prawdę objawioną. Jak dodał, aby tych drugich było mniej, szkoła powinna wyposażać uczniów w podstawową wiedzę o seksualności, jednak zamiast tego nastolatkowie czerpią ją od rówieśników i np. influencerów. - Teraz jest powszechne, że celebryci objaśniają nam świat. Traktujemy ich jak specjalistów od wszelakiej wiedzy - zauważył.

- Internet uczy nas, jak uprawiać seks - potwierdziła psychiatra i seksuolożka dr Aleksandra Krasowska. Zauważyła, że od najmłodszych lata szukamy w nim rozwiązania problemów związanych z naszą seksualnością, jak wtedy gdy zepsuje nam się rower i odnajdujemy odpowiednik filmik na YouTubie, by znaleźć w nich podpowiedź, jak go naprawić.

Gdzie szukać wiedzy o uzależnieniu od seksu?

Jak więc rozpoznać, czy tekst znaleziony w internecie jest profesjonalny i oparty na badaniach naukowych, czy tylko na własnych przekonaniach autora i jego uprzedzeniach? - Dla mnie ważne jest to, żeby tam nic nie było patologizowane, naznaczane. Zastanawiam się, czy to, co czytam, jest faktem, czy oceną. Zwracam też uwagę na to, skąd autor czerpał źródło wiedzy, czy jest bibliografia, na jakie powołuje się badania. Korzystam też z wielu źródeł i je porównuję - mówił dr Robert Kowalczyk.

Jak dodał, również na YouTubie da się znaleźć treści, którym można zaufać. - Gdy ciekawi mnie np. zagadnienie uzależnienia od seksu, wrzucam tam dotyczące tego pytanie i sprawdzam, czy nie ma jakiegoś źródła uniwersyteckiego. Jest np. kanał Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Czy takie filmiki trafiają do ludzi? Mają nawet kilkaset tysięcy odsłon. To brzmi dobrze - ocenił.

Przyznał również, że do jego gabinetu trafiają też osoby, które czerpią wiedzę z literatury fachowej. - Miałem takiego pacjenta, który wręcz mnie sprawdzał, co wiem, a czego nie wiem - powiedział. Jak zaznaczył, problem jednak w tym, że poziom publikacji dostępnych w księgarniach jest bardzo zróżnicowany. Czytelnicy myślą, że jeśli ktoś już wydał daną książkę, to "ona musi być mądra". - A jest bardzo różnie. Szukam więc raczej dużych wydawnictw naukowych jak PWN, PZWL. Gdy po nie sięgam, mam poczucie, że te książki trzymają poziom merytoryczny - zakończył gość Sex Podcastu TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM