Rolnicy protestują kolejną dobę. "Bunt tej grupy jest zrozumiały. Rządzący są bezradni wobec ich problemów"

Protestujący od wtorku rolnicy kontynuują blokadę dróg w kilkunastu miejscach w kraju. Ich zdaniem rząd jest bierny wobec epidemii ASF, a to naraża ich na znaczne straty. Prof. Jerzy Wilkin ocenił w TOK FM, że rząd biernie patrzy na sytuację rolników. - Aktywność władzy ws. ASF jest bardzo ograniczona. Wydaje się, że ci, którzy kierują krajową polityką rolną są bezradni - ocenił.
Zobacz wideo

Drugą dobę trwają rolnicze protesty zorganizowane przez AgroUnię. Ich uczestnicy blokują drogi krajowe w województwach: mazowieckim, kujawsko-pomorskim, lubelskim, wielkopolskim i łódzkim. Domagają się skuteczniejszej walki rządu z wirusem ASF i interwencji w sprawie - spowodowanych przez epidemię - niskich cen skupu zwierząt. Rolnicy chcą też spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim, który na razie zdaje się ignorować rolnicze protesty.

- Władza kolejny miesiąc nas ignoruje i olewa - mówił lider AgroUnii Michał Kołodziejczak. - Naszym uporem sprawiliśmy, że rolnicy wyszli na drogi na kilkadziesiąt godzin. Jest to bardzo trudne w momencie, kiedy władza dzieli wszystko na dwa. Widzimy falę hejtu spływającą z obozu władzy w naszym kierunku - dodał i stwierdził, że władza chciałaby "zapędzić rolników do Warszawy pod Sejm i tam otoczyć policją".

Jak powiedział, każdego dnia w Polsce upada 50 gospodarstw, kryją się za tym ludzkie dramaty: brak środków do życia i samobójstwa. Kołodziejczak podał, że z roku na rok rolnicy coraz taniej sprzedają warzywa. Jak mówił, żeby kupić litr paliwa, muszą sprzedać 20 kg cebuli lub 15 kg ziemniaków, worek kapusty, 5 kg cukinii. Wskazał, że Polska nie może wywozić ziemniaków na rynek UE, ich produkcja w naszym kraju zmalała o ok. 40 proc., wydłuża się droga żywności od producenta do konsumenta.

"Bunt tej grupy jest zrozumiały"

Prof. Jerzy Wilkin z Instytutu Wsi i Rolnictwa PAN ocenił w TOK FM, że rząd biernie patrzy na sytuację rolników. - Aktywność władzy ws. ASF jest bardzo ograniczona. Wydaje się, że ci, którzy kierują krajową polityką rolną są bezradni. To mogło zdenerwować producentów, bo to narusza ich podstawowe interesy. Bunt tej grupy jest zrozumiały - ocenił.

Jego zdaniem, "są sposoby radzenia sobie z tą dotkliwą chorobą zwierząt, jaką jest ASF, ale to wymaga staranności i pieniędzy, a w Polsce tego zabrakło". - To, co można zrobić szybko, to rozszerzenie ubezpieczeń dla rolników, natomiast słyszę ich pretensje, że wsparcie ich ubezpieczeń zostało zmniejszone, ich po prostu nie stać na pokrywanie tych stosunkowo wysokich składek - powiedział ekspert.

Jak dodał, w Polsce zaniedbano też służbę weterynaryjną, co przekłada się na sytuację rolników podczas epidemii ASF. - Brakuje specjalistów i pieniędzy dla służby weterynaryjnej, a ona ma w tej kwestii dużo do powiedzenia, jest takim strażnikiem zapobiegającym rozprzestrzenianiu się tej choroby. To kolejny słaby punkt funkcjonowania naszego rolnictwa - stwierdził gość Agnieszki Lichnerowicz.

Wielkopolski Wojewódzki Lekarz Weterynarii odpowiada protestującym

W środę Wielkopolski Wojewódzki Lekarz Weterynarii w Poznaniu Andrzej Żarnecki w odpowiedzi na zarzuty protestujących rolników powiedział PAP, że "służby państwowe robią wszystko, co należy, w walce z ASF i ptasią grypą". Poinformował, że wszyscy wielkopolscy rolnicy, których gospodarstwa zostały dotknięte ptasią grypą lub afrykańskim pomorem świń, otrzymali odszkodowania. - Do tej pory wypłaciliśmy prawie 95 mln zł - powiedział Żarnecki.

Lekarz weterynarii podkreślił, że rolnicy muszą zrozumieć, że w gospodarstwach najważniejsza jest prawidłowa bioasekuracja. - Ptasia grypa i ASF są chorobami wirusowymi, na które jeszcze nie wymyślono szczepionki – powiedział.

Wyjaśnił, że rolnicy mają czas do końca października na wprowadzenie w swoich gospodarstwach zaleceń sanitarnych. - Trzeba wiedzieć, że wirusa do chlewni nie wniesie dzik, tylko rolnik. Dlatego rolnicy np. nie powinni polować czy zbierać grzybów i powinni zwracać uwagę na to, kto wchodzi do chlewni i pracuje przy zwierzętach - wskazał weterynarz.

To kolejny protest rolników w ostatnim czasie. Do poprzedniego doszło na Półwyspie Helskim, gdzie rolnicy i rybacy zatrzymali ruch na drodze wojewódzkiej nr 216 we Władysławowie, czyli jedynej drodze prowadzącej przez półwysep. Rybacy domagali się odszkodowań od rządu Mateusza Morawieckiego za unijny zakaz połowu dorsza.

DOSTĘP PREMIUM