"Pytam pana premiera. Dlaczego polscy żołnierze wydają polecenia uchodźcom, skoro są po stronie białoruskiej?"

- Nie odrobiliśmy lekcji historii własnego kraju, który ma przecież długą historię życia na uchodźctwie. Do ludzi to nie trafia, bo to nie było za ich życia - mówiła w TOK FM radczyni prawna Agata Bzdyń. Zastanawiała się też, dlaczego - skoro szef rządu twierdzi, że uchodźcy są po stronie białoruskiej - polskie służby działają na ich terytorium.
Zobacz wideo

Mateusz Morawiecki po raz kolejny stwierdził, że osoby koczujące na granicy koło Usnarza Górnego znajdują się na terytorium Białorusi. Dlatego, jak uważa premier, rząd nie może im dostarczyć pomocy w postaci żywności czy ubrań, do czego zobowiązał go w środę Europejski Trybunał Praw Człowieka. - Jesteśmy gotowi w każdej chwili przekazać pomoc dla wszystkich osób, które znajdują się po drugiej stronie polsko-białoruskiej granicy, ale potrzebujemy do tego zgody władz białoruskich - mówił szef rządu w czwartek rano

- Ze zdjęć, które są dostarczane przez reporterów znajdujących się na granicy ewidentnie widać, że polscy pogranicznicy przeprowadzają te osoby na przykład gdzieś do lasku, żeby mogły jakoś załatwić tam potrzeby fizjologiczne. Zatem czy polskie służby działają na terenie Białorusi? To pytanie zostawiam już do pana premiera - zastanawiała się radczyni prawna Agata Bzdyń, współautorka wniosku do Trybunału, która gościła w audycji "A teraz na poważnie" w TOK FM.

- Czy nasze służby najechały na Białoruś? - pytała dalej prawniczka. - Bo jeśli ci ludzie nie są na polskiej stronie, to dlaczego polscy żołnierze wydają im polecenia albo polscy pogranicznicy? Chyba coś tu jest nie tak - dopowiedziała.

Agata Bzdyń przyznała, że w jej opinii - "jako społeczeństwo upadliśmy bardzo nisko", skoro o podstawowe potrzeby (takie jak woda, żywność czy udzielenie pomocy medycznej) trzeba prosić Europejski Trybunał Praw Człowieka. - To jest chyba pierwsza taka decyzja Trybunału, odnosząca się do tak podstawowych potrzeb. Już nie wiem, co by mogło być niżej - dziwiła się prawniczka.

Pytana, co się dzieje w sytuacji, gdy rząd odmawia zastosowania środka tymczasowego wyznaczonego przez EPTC - Bzdyń odparła, że Trybunał powinien stwierdzić, iż rząd naruszył przepisy konwencji, a co za tym idzie - Polska musiałaby płacić zadośćuczynienie. Prawniczka przypomniała też historię Czeczenów, którzy na przejściu w Terespolu (w 2016 roku) starali się o ochronę międzynarodową i którym straż graniczna także odmawiała. EPTC przyznał im odszkodowania w wysokości 32 tys. euro na osobę. 

Red. Mikołaj Lizut zastanawiał się, dlaczego polski rząd zachowuje się w ten, a nie inny sposób. Zdaniem Agaty Bzdyń liczą się wyłącznie rosnące słupki wyborcze. - Polaków naprawdę da się nastraszyć falą imigrantów patrząc na 32 osoby, które umierają na granicy? - dziwił się dziennikarz.

- Myślę, że tak. Nie odrobiliśmy lekcji historii własnego kraju, który ma przecież długą historię życia na uchodźctwie. Do ludzi to nie trafia, bo to nie było za ich życia - odparła prawniczka.

DOSTĘP PREMIUM