Jak wygląda życie w ośrodkach dla cudzoziemców? "Brakuje ludzkiego podejścia"

Ewidentnie widać, że cudzoziemcom brakuje kontaktu, możliwości porozmawiania o problemach, które mają, o procedurze uchodźczej, której nie znają. Chcą wiedzieć, jaka jest ich sytuacja na dziś, co może ich czekać - mówiła w TOK FM Ewa Ostaszewska - Żuk z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Zobacz wideo


Są dwa rodzaje ośrodków - otwarte i zamknięte. O tym, do którego dana osoba trafia decyduje jej sytuacja prawna. Z zamkniętego nie można wyjść; jest się pilnowanym 24 godziny na dobę. Wszędzie jest zapewniona opieka, wyżywienie, pomoc lekarska i psychologiczna.

Na poligonie wojskowym w Wędrzynie w województwie lubuskim powstaje nowy strzeżony ośrodek dla cudzoziemców. To ważne, bo miejsc w innych ośrodkach już prawie nie ma, a uchodźców przybywa. Na poligonie będzie ośrodek zamknięty, strzeżony, taki jaki działa w Białej Podlaskiej. Jest tu prawie 200 miejsc - niemal wszystkie zajęte.

Ośrodek w Białej Podlaskiej odwiedzili prawnicy, w tym Ewa Ostaszewska - Żuk z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Chodziło o rozmowę z cudzoziemcami, poznanie ich potrzeb i problemów. Bo przecież nie jest tajemnicą, że migrantów w ośrodkach przybywa i będzie ich coraz więcej.

- Ewidentnie widać, że cudzoziemcom brakuje kontaktu, możliwości porozmawiania o problemach, które mają, o procedurze uchodźczej, której nie znają. Chcą wiedzieć, jaka jest ich sytuacja na dziś, co może ich czekać - mówi prawniczka z Helsińskiej Fundacji. - Brakuje im ludzkiego podejścia, wysłuchania ich historii, poświęcenia im uwagi - nawet te 10-15 minut jest dla nich ważne - dodaje Ewa Ostaszewska - Żuk.

Prawniczka rozmawiała w ośrodku głównie z kobietami, które przebywają tu z dziećmi - z Afganistanu, Iraku, Czeczenii czy Etiopii. - Widać ogromne zagubienie, bo znalazły się w zupełnie nowym miejscu. Nie chcą i nie mogą wracać do domu, a nie wiedzą, co będzie dalej. I to jest dla nich niezwykle trudne - mówi Ewa Ostaszewska - Żuk. I dodaje, że podopieczne ośrodka są w Polsce z różnych powodów. - Uciekały ratując swoje życie. Dlatego podjęły ryzyko, by przedostać się do Polski i złożyć tu wnioski o udzielenie ochrony międzynarodowej - mówi przedstawicielka HFPCz.

Prawniczka przyznaje, że usłyszała sporo skarg . - Wydaje mi się, że wynika to z tego, że jest bardzo dużo cudzoziemców w tym ośrodku, a jednocześnie są ograniczone zasoby Straży Granicznej, której podlegają ośrodki strzeżone. Brakuje psychologów, tłumaczy, jest utrudniony dostęp do lekarza. Jeśli na 180 osób jest jeden lekarz, to wiadomo, że jego możliwości pomocy są ograniczone - mówi Ostaszewska – Żuk. - Dlatego widzę potrzebę zwiększenia liczby pielęgniarek, lekarzy, psychologów, tłumaczy.

Nasza rozmówczyni zwraca uwagę także na fakt, że kobiety są bardzo często rozdzielane ze swoimi rodzinami, co nie powinno mieć miejsca. - Dla przykładu, w Białej Podlaskiej przebywa matka z dorosłą córką i małym synkiem, a pozostali synowie są na drugim końcu Polski, w Kętrzynie. Albo mężowie są w Kętrzynie. A to, wiadomo, nie wpływa na nich dobrze, zastanawiają się, kiedy i czy w ogóle się zobaczą. Rozumiem, że to sytuacje związane z coraz większą liczbą cudzoziemców w Polsce, jednakże - ze względu na dobrostan cudzoziemców - powinno się jak najszybciej połączyć te rodziny - mówi Ewa Ostaszewska - Żuk.

Dodaje, że niezwykle ważna jest też pomoc tłumacza - w sytuacji, gdy cudzoziemiec nie rozumie angielskiego czy rosyjskiego, musi czekać na to aż zjawi się ktoś, kto porozmawia z nim w jego języku; kto wytłumaczy mu, co go czeka; jaka jest jego sytuacja prawna. - A w procedurze uchodźczej liczy się przecież czas - mówi prawniczka. - Do czego może prowadzić niezrozumienie sytuacji? Obywatelki Etiopii zgodziły się na detencję, na zamknięcie. Nie miały pojęcia, gdzie będą przebywać. Uznały, że to forma kary za to, że przekroczyły nielegalnie granicę. A to jest zupełnie coś innego. Dlatego tak ważna jest rozmowa i uświadamianie - mówi Ostaszewska.

Cudzoziemcy, którzy trafiają do ośrodków - m.in. świetnie wykształcone osoby z Afganistanu - często nie mają praktycznie nic. - Bywa, że przed wylotem z Kabulu na lotnisku zaginęły ich walizki - opowiadają wolontariusze. Dlatego potrzebują wszystkiego, łącznie z bielizną czy środkami czystości. Stąd zbiórki na rzecz uchodźców. M.in. w Podkowie Leśnej, gdzie zbierano dary dla afgańczyków, którzy trafili do ośrodka w Dębaku. To chociażby osoby, które przyleciały do Polski w ramach akcji zorganizowanej przez polski rząd. - Odzew na apel był niesamowity Rzeczy jest tak dużo, że zostaną nimi obdzielone także inne ośrodki dla cudzoziemców w Polsce - informuje burmistrz, Artur Tusiński.

DOSTĘP PREMIUM