Policja wyjaśnia okoliczności zniszczenia płotu na granicy z Białorusią. "Mamy do czynienia z przestępstwem"

Policja wyjaśnia okoliczności zniszczenia odcinka zapór z drutu kolczastego na granicy z Białorusią, w okolicach wsi Szymaki. Zatrzymano 13 osób, na razie nikomu nie postawiono zarzutów karnych. Straż graniczna ustala, czy doszło do bezprawnego wejście na pas drogi granicznej.
Zobacz wideo

Do incydentu doszło w niedzielę po południu. Jak widać na nagraniach umieszczonych w mediach społecznościowych, grupa osób weszła na pas drogi granicznej, użyła nożyc do metalu, zaczepiła liny i próbowała rozerwać zasieki z drutu kolczastego. Zatrzymano w sumie 13 osób w związku z tą sprawą.

Jak poinformowała PAP w poniedziałek rzecznik Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej mjr Katarzyna Zdanowicz, wszyscy zatrzymani są obecnie w dyspozycji policji. Straż Graniczna ustala, czy doszło do bezprawnego wejścia na pas drogi granicznej. Zwykle SG sama karze takie osoby mandatami po 500 zł, ale może też skierować do sądu wnioski o ukaranie grzywnami.

Pogranicznicy opierają się na przepisach rozporządzeń wojewody podlaskiego "w sprawie wprowadzenia zakazu przebywania na niektórych odcinkach pasa drogi granicznej", w połączeniu z zapisami kodeksu wykroczeń.

Okoliczności niedzielnego incydentu wyjaśnia policja, na razie nikomu nie postawiono zarzutów karnych. Rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa powiedział PAP, że zbierany jest materiał dowodowy dotyczący tego, co się wydarzyło na pasie granicznym koło wsi Szymaki i jaka była rola poszczególnych osób; czynności prowadzą policjanci z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

- Z zawiadomienia, które my dostaliśmy wynika, że wartość zniszczonego mienia wskazuje, iż mamy tu do czynienia z popełnieniem przestępstwa - dodał rzecznik.

Zniszczony płot na granicy. "Akt obywatelskiego nieposłuszeństwa"

Według oświadczeń osób uczestniczących w tej akcji zamieszczonych w mediach społecznościowych, był to "akt obywatelskiego nieposłuszeństwa", w celu wyrażenia sprzeciwu "wobec okrutnej polityki rządu" i "zamykania granicy przed osobami, które uciekają ze swoich krajów w obawie przed torturami lub ewentualną śmiercią". - Chcemy pokazać solidarność z nimi, jesteśmy gotowi ponieść za to konsekwencje - mówiły uczestniczki akcji.

W Usnarzu Górnym od ok. trzech tygodni koczuje grupa uchodźców. Według straży głównej, są tam 24 lub nieco więcej osób. Z kolei Fundacja Ocalenie, której pracownicy i wolontariusze są w Usnarzu Górnym - informuje, że w obozie są 32 osoby i wszystkie pochodzą z Afganistanu. Grupa nie może przejść do Polski, uniemożliwia to straż i wojsko. Nie może się też cofnąć, bo jest blokowana przez służby białoruskie.

Na granicy z Białorusią trwa budowa ogrodzenia o wysokości 2,5 metra, powstającego z dwóch zwojów kolczastego drutu (nakładanych jeden na drugi) opartego o stalowe słupy. W miejscu incydentu takiego ogrodzenia jeszcze nie było, są tam zasieki z pojedynczych zwojów takiego drutu, o wysokości ok. półtora metra.

Jak podała straż graniczna, minionej doby jej funkcjonariusze udaremnili 74 próby nielegalnego przekroczenia granicy z Białorusi do Polski. Zatrzymali trzy osoby podejrzane o pomoc nielegalnym imigrantom w przekroczeniu granicy; to dwaj Polacy i Uzbek, którzy - jak podała straż - próbowali wywieźć spod granicy grupę nielegalnych imigrantów z Iraku, Somalii i Libanu.

DOSTĘP PREMIUM