Ruszył proces w sprawie katastrofy w Szczyrku, w której zginęło osiem osób. "Nie wiedziałem, że płynie gaz"

Proces w sprawie wybuchu gazu i zawalenia domu w Szczyrku, w którym zginęło osiem osób, ruszył we wtorek przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej. Na ławie oskarżonych zasiadło sześć osób, w tym trzy, które bezpośrednio odpowiadają za wybuch.

Do eksplozji doprowadziło przewiercenie gazociągu, który znajdował się pod ulicą. Wykonywano go, by doprowadzić energię do nowej inwestycji deweloperskiej.

Prokurator Lucyna Stebelska odczytała akt oskarżenia. Trzech głównych oskarżonych: szef firmy, która zleciła wykonanie przewiertu, oraz dwóch pracowników, którzy go wykonali, odpowiada bezpośrednio za doprowadzenie do katastrofy. Grozi im 12 lat więzienia. Na pozostałych ciążą zarzuty nieprawidłowości przy rozbudowie sieci gazowej, nieumyślnego doprowadzenia do katastrofy i podżegania do składania fałszywych zeznań świadków. Grozi im 8 lat więzienia.

Prokurator wskazywała m.in., że przekop pod linię energetyczną - niezgodnie z projektem i ustaleniami - wykonywany został metodą przewiertu. Miał być realizowany poprzez wykop otwarty. Zdaniem śledczych, oskarżeni realizowali prace, choć nie mieli pewności, w którym miejscu przebiegał gazociąg. Nie zaprzestali ich, choć wcześniej uszkodzili wodociąg. Wskazywało to, że w ziemi znajdują się instalacje, których przebieg nie jest dokładnie naniesiony na mapy.

We wtorek sąd wysłuchał pierwszego z oskarżonych – Romana D., szefa firmy budowlanej. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Odmówił składania wyjaśnień. Sędzia Paweł Kudelski odczytał jego wypowiedzi ze śledztwa. - Nie poczuwam się do winy i odpowiedzialności za powstanie zdarzenia i katastrofy, ale bardzo współczuję rodzinie - mówił w śledztwie.

Roman D. wiedział, iż pod drogą w Szczyrku położony jest nowy przewód gazowy. Nie wiedział natomiast, że płynie nim gaz. - Wiedziałem, że jest tam nowy przewód gazowy, ale nie wiedziałem, iż płynie nim gaz. Na planie narysowane to było żółtą linią przerywaną. To oznacza, że gazociąg jest projektowany. Nie zastanawiałem się, by to sprawdzić, bo – jak mówię – właściciel inwestycji nie mówił, że już płynie gaz – wskazywał.

Oskarżony zaznaczył, że nie znał dokładnego przebiegu gazociągu. Wskazywał, że w asfalcie widać było łatę. - Widząc łatę wiedziałem, że było kopane. Od mieszkańców dowiedziałem się, że część wykopu wykonana została tzw. kretem. Nie przyszło mi na myśl, że akurat taki jest sposób położenia gazu; że nitka gazu nie idzie zgodnie z projektem – mówił.

Roman D. wskazywał też – odpowiadając na pytanie sądu – że otrzymywał telefony od inwestora, do którego budynku doprowadzone miało zostać zasilanie energetyczne. Swoje prace miał zakończyć do 31 grudnia 2019 r., ale już wcześniej zlecający je monitowali w sprawie dotrzymania terminu. Przypomniał, że mieszkańcy okolicy nie godzili się na wykonanie wykopu otwartego. Szukał więc kompromisu, którym mogło być wykonanie otworu wiertnicą. - Na czasie szczególnie zależało inwestorowi, który chciał otworzyć inwestycję przed sezonem zimowym – powiedział.

Adwokat oskarżonego – Andrzej Herman, po rozprawie powiedział, że jego klient nie przyznaje się i – jak się wyraził – "w tej postawie jest spontaniczny i konsekwentny". - (…) Splot nieszczęśliwych i tragicznych wydarzeń, który spowodowany był szeregiem absolutnie kuriozalnych zaniedbań (...) spowodował ten skutek, jakim obciąża się mojego klienta. Na to zgody nie ma. Mój klient użył dziś sformułowania: "nieszczęśliwie rozbroił bombę, którą ktoś innym mu podłożył". To oddaje skalę nieprawidłowości, skandalicznych i niewiarygodnych, jakie doprowadziły do katastrofy i niepomiernej tragedii – mówił obrońca.

Dziennikarze pytali adwokata o kwestię wykonania przewiertu bez zgody na takie działanie zamiast nakazanego otwartego wykopu. Odparł, że jest to "kwestia sporna". - Praktyka, o jaką sąd dziś pytał, pozostaje powszechna w pracy tego rodzaju. Nie byłoby tych pytań, gdyby nie tragiczny skutek. To on spowodował pytania o prawidłowość powszechnie stosowanej praktyki – mówił.

Kolejna rozprawa odbędzie się 16 września.

Adwokat Ewa Stępniewicz-Kwaśny, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych, którzy stracili w katastrofie bliskich, powiedziała dziennikarzom, że proces budzi emocje. - To trudna sprawa z punktu widzenia interesu społecznego i publicznego; dotyczy tak naprawdę nas wszystkich. Akt oskarżenia wskazuje ewidentnie na błędy i uchybienia. Rolą oskarżonych jest bronić się i odpierać zarzuty. Rolą stron jest dojść do prawdy obiektywnej w toku postępowania sądowego. To ma na celu ten proces. Będzie on długotrwały – wyjaśniła.

Jak dodała, oczekiwania oskarżycieli są różne. - Jedni chcą dojść do prawdy, inni wskazania winnego. Z punktu widzenia społecznego istotą tego postępowania jest to, żeby do takich tragedii już nie dochodziło. Tu nie chodzi o zemstę – powiedziała dziennikarzom.

Do tragedii doszło 4 grudnia 2019 r. Wybuch gazu zniszczył całkowicie trzykondygnacyjny dom. Ratownicy znaleźli w gruzach ciała ośmiu ofiar, w tym czworga dzieci.

DOSTĘP PREMIUM