Kredyty frankowe tykającą bombą dla polskiej gospodarki. Czy w czwartek SN ją rozbroi?

W czwartek Sąd Najwyższy może orzec, jak posiadacze kredytów frankowych mają się rozliczyć z bankiem, gdy sąd powszechny stwierdzi nieważność ich umowy kredytowej. A takich sytuacji jest coraz więcej, bo frankowicze masowo wygrywają z bankami kolejne sprawy.
Zobacz wideo

Kredyty bankowe we frankach szwajcarskich to tykająca bomba dla polskiej gospodarki, bo problem dotyczy kilkuset tysięcy frankowiczów. Według danych Związku Banków Polskich, w pierwszych 6 miesiącach 2021 roku przybyło 19,7 tys. spraw sądowych dot. kredytów frankowych. W ubiegłym roku było ich 38 tys., więc w sumie w sądach jest już 58,5 tys. takich spraw. Banki przegrywają 83 proc. z nich, z czego większość kończy się unieważnieniem umów kredytowych.

Kredyty frankowe to problem, który od wielu lat pozostaje nierozwiązany. Pomimo zapowiedzi, od lat nie udało się z nim uporać ani politykom, ani bankom.

Pod koniec kwietnia Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie frankowiczów pozostawił wolną rękę polskim sądom. Trybunał stwierdził, że sądy muszą informować klientów banków o tym, jakie konsekwencje będzie niosło ze sobą unieważnienie umowy o kredyt. Jedno z najważniejszych pytań dotyczyło tego, czy jeśli umowa o kredyt jest nieważna, to bank może żądać od klienta pieniędzy za korzystanie z jego kapitału. Tutaj TSUE odesłał polskich sędziów do polskiego prawa. Niemal podobnie stało się z pytaniem: od kiedy biegnie przedawnienie roszczeń banku wobec klienta. Tu Trybunał zastrzegł jedynie, że konsument w takich sytuacjach musi być chroniony - zgodnie z unijnym prawem.

Teraz nadzieją dla posiadaczy takich kredytów jest Sąd Najwyższy, który w czwartek może odpowiedzieć, w jaki sposób sądy powszechne powinny orzekać w sprawie frankowiczów. Najważniejsze pytanie brzmi: jeśli sąd już zdecyduje się unieważnić umowę kredytową zawartą pomiędzy klientem i bankiem, to w jaki sposób rozliczyć obie strony? Do tej pory sądy w praktyce wypracowały dwa rozwiązania.

Teoria salda

Pierwsza metoda to tzw. teoria salda. Wyobraźmy sobie, że w banku dostajemy kredyt i spłacamy go w kolejnych ratach. W międzyczasie sprawa trafia do sądu i ją wygrywamy, bo sąd orzeka, że ta umowa od początku była nieważna. Jeśli zastosujemy teorię salda i chcemy rozliczyć klienta i bank, to musimy sprawdzić, o jaką kwotę kredytu wnioskowaliśmy i ile już spłaciliśmy. Jeśli do banku powinno jeszcze trafić np. 10 rat, to nie mamy wyjścia, musimy je spłacić.

Powinniśmy jednak pamiętać, że jeśli pożyczamy pieniądze od banku, to musimy mu oddać więcej niż od niego dostaliśmy. To opłaty, prowizje i oprocentowanie. Jeśli zastosujemy teorię salda, musi do nas wrócić wszystko to, co przekracza kwotę udzielonego kredytu, a więc dodatkowe opłaty.

Teoria dwóch kondykcji

Druga rozwiązanie, jakie dotychczas wypracowały sądy, to tzw. teoria dwóch kondykcji. Według niej, jeśli cztery raty już spłaciliśmy bankowi, jedna jeszcze czeka na spłatę, a sąd uznał, że nasza umowa z bankiem jest nieważna, to można przyjąć, że ona tak naprawdę nigdy nie istniała. A skoro tak, to raty, które już spłaciliśmy, nigdy do banku nie powinny trafić. Sąd wtedy mówi, że oddane bankowi pieniądze muszą trafić z powrotem do klienta. Pożyczone nam pieniądze bank może odzyskać, ale musi wytoczyć w tej sprawie osobne postępowanie w sądzie.

Sąd Najwyższy powinien teraz odpowiedzieć na pytanie, kiedy takie roszczenie banku wobec klienta się przedawnia – czy od momentu, gdy zaczęliśmy spłacać kolejne raty do banku, czy od chwili, gdy wygraliśmy sprawę z bankiem. Pierwszy przypadek jest skrajnie niekorzystny dla banków, bo może się okazać, że ich roszczenia są przedawnione, a to oznacza, że pieniądze, które przyznał nam sąd, do banku już nie mogą wrócić.

Banki w takiej sytuacji mogą ponieść olbrzymie koszty. Na ich pokrycie mają rezerwy rzędu 200 mld zł. To gigantyczna suma pieniędzy - dla porównania zyski wszystkich banków w Polsce wyniosły w 2020 roku 7,5 mld zł.

Furtką dla banków mogą być ugody z frankowiczami, ale do tego trzeba jeszcze przekonać samych kredytobiorców.

DOSTĘP PREMIUM