Bownik, lekarka z granicy: Jeśli ktoś chce żebym się wyniosła, to musi mnie stąd wynieść

- Jeśli wejdzie w życie stan wyjątkowy to niewykluczone, że nic nie będziemy mogli robić. Nikomu pomóc - w TOK FM mówiła lekarka Paulina Bownik, która w Usnarzu Górnym chciała uchodźcom udzielić pierwszej pomocy.
Zobacz wideo

Rząd chce wprowadzić stan wyjątkowy na terenach przygranicznych z Białorusią. Wniosek w tej sprawie we wtorek trafił do prezydenta, a ten prawdopodobnie jutro (czyli w czwartek) podpisze rozporządzenie.

Stan wyjątkowy ma być wprowadzony na 30 dni i objąć w sumie 183 miejscowości przy granicy z Białorusią. O tym, co oznacza dla osób pomagających uchodźcom Adam Ozga rozmawiał z Pauliną Bownik, lekarką, której strażnicy graniczni nie pozwolili udzielić imigrantom pierwszej pomocy i która razem z innymi aktywistami przebywa w Usnarzu Górnym. 

Lekarka mówiła, że koczujący od służb białoruskich dostali koce, ciepłe ubrania, wodę i jedzenie, więc czują się trochę lepiej. - Niemniej nie zmienia się stan pani Gul, tej 52-letniej, która jest w najgorszym stanie. A 15-latka Miriam od trzech dni wymiotuje prawdopodobnie z braku dostępu do pitnej wody - powiedziała Bownik. Dodała, że wszystkie osoby są przeziębione. Jak zaznaczyła, osoby te "od służb polskich mundurowych nie dostają żadnej pomocy".

Wedle jej relacji polskie służby próbują również nie dopuścić do rozmów aktywistów z uchodźcami. - Podczas próby rozmów z uchodźcami polskie służby odpalają syreny, silniki samochodów ciężarowych - opowiadała w TOK FM. 

Nie słuchasz podcastów? To dobry czas, by zacząć. Dostęp Premium za 1 zł!

Adam Ozga pytał ją, czy obawia się o tych ludzi, jeśli jutro wejdzie stan wyjątkowy. - Tak, obawiam się. Jest ryzyko, że nasze służby mundurowe będą mogły z nimi zrobić wszystko, a my nawet nie będziemy mieli pojęcia, co się z nimi dzieje - potwierdziła. 

Przekonywała, że aktywiści spotykają też innych uchodźców, którym udało się przejść granicę. - Czasem do tych osób na granicy udaje się dotrzeć, zaopatrzyć, dać pełnomocnictwo. Są przewożone do siedziby straży granicznej, a nie wyrzucane kilkukrotnie na białoruską stronę. Jeśli wejdzie w życie stan wyjątkowy to niewykluczone, że nie będziemy mogli robić żadnych z tych rzeczy. Nikomu pomóc - stwierdziła lekarka. 

Czy aktywiści przestaną pomagać po wprowadzeniu stanu wyjątkowego? - Ja mogę mówić za siebie. Ja się nie wycofam. Jeśli ktoś chce, żebym się wyniosła, to musi mnie stąd wynieść - zapowiedziała Paulina Bownik. 

DOSTĘP PREMIUM