Mieszkaniec Białowieży: "Stan wyjątkowy? Jestem totalnie zaskoczony. Nikogo nie ma ulicach"

- Najpierw obawialiśmy się, że może znów wybuchnąć pandemia i nie wiedzieliśmy, czy szykować zapasy (w gospodzie) na najbliższe tygodnie. Teraz zaskoczyło nas coś zupełnie innego: stan wyjątkowy. Zaczęliśmy robić produkcję jedzenia, a teraz nie mamy co z tym zrobić. Praktycznie nie ma nikogo na ulicach - mówił w TOK FM Andrzej Dowbysz, współwłaściciel Gospody pod Żubrem w Białowieży.
Zobacz wideo

W części województw podlaskiego i lubelskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Chodzi o 183 miejscowości w pasie przygranicznym z Białorusią. Mogą tam przebywać wyłącznie stali mieszkańcy i ich rodziny, osoby zapewniające obsługę urzędów administracji publicznej, wykonujące na stałe działalność gospodarczą na tym obszarze, służby ratownicze i medyczne, osoby uczestniczące w praktykach kultu religijnego, chrzcinach, ślubach, weselach czy pogrzebach.

O to, jak zmieniła się codzienność i sytuacja przedsiębiorców na obszarze objętym stanem wyjątkowym mówił w TOK FM Andrzej Dowbysz, współwłaściciel Gospody pod Żubrem w Białowieży. Jak wyjaśniał, dla niego ogłoszenie stanu wyjątkowego było "totalnym zaskoczeniem". Białowieża, która była jeszcze w trakcie sezonu turystycznego, nagle zaczęła świecić pustkami.

- Najpierw obawialiśmy się, że może znów wybuchnąć pandemia i nie wiedzieliśmy, czy szykować zapasy (w gospodzie) na najbliższe tygodnie, a teraz zaskoczyło nas coś zupełnie innego: stan wyjątkowy. Zaczęliśmy robić produkcję (jedzenia), a teraz nie mamy co z tym zrobić. Praktycznie nie ma nikogo na ulicach - powiedział.

Jak dodał - wrzesień to dla Białowieży dobry turystycznie czas. Goście spoza Podlasia przyjeżdżają, by zobaczyć rykowiska. Dowbysz przyznał, że cieszył się, widząc w swojej gospodzie kolejne rezerwacje.  Jednak po wprowadzeniu stanu wyjątkowego nawet jego stali klienci zaczęli odwoływać wizyty. Ci zaś, którzy zdążyli przyjechać do Białowieży, od razu ją opuszczali.

"Nie wiem w ogóle po co"

Gość TOK FM przyznał, że nie do końca rozumie, po co został wprowadzony stan wyjątkowy. Jego zdaniem, w okolicy było spokojnie, nie dało się odczuć żadnego zagrożenia związanego z kryzysem migracyjnym. - Nie zauważyłem żadnych symptomów tego, że coś jest źle - dziwił się.

W czwartek resort spraw wewnętrznych zapowiedział, że będzie pomagał finansowo przedsiębiorcom poszkodowanym w wyniku wprowadzenia stanu wyjątkowego. Jednak Andrzej Dowbysz podkreślił, że żadna informacja o pomocy do niego nie dotarła. - Zupełnie nic nie wiemy na ten temat. Zastanawiamy się, czy nie domagać się odszkodowania za to, co się stało - stwierdził.

Gość TOK FM odniósł się także do zapowiedzi szefa Ministerstwa Obrony Narodowej, że na obszarze objętym stanem wyjątkowym pojawią się terytorialsi, którzy będą pomagać mieszkańcom np. w sytuacji zagrożenia. - Mieszkańcom taka pomoc na pewno nie jest potrzebna. Nie wiem w ogóle po co (mieliby nam pomagać) - zakończył gość TOK FM.

"Wojna hybrydowa"?

O wprowadzenie stanu wyjątkowego na okres 30 dni wnioskował rząd w związku z sytuacją na granicy z Białorusią. W Usnarzu Górnym k. Krynek (Podlaskie) od trzech tygodni koczuje grupa uchodźców, która chce dostać się do Polski. Zdaniem rządu, te i inne osoby są przywożone na granicę przez służby białoruskiego reżimu, a akcja ma charakter "wojny hybrydowej".

Jak informował wiceszef MSWiA Maciej Wąsik, na terenach, gdzie wprowadzono stan wyjątkowy, zakazane zostało utrwalanie, nagrywanie i fotografowanie obiektów obejmujących infrastrukturę graniczną, w tym również wizerunku funkcjonariuszy Straży Granicznej, policji i żołnierzy. Poza tym wprowadzono zakaz przebywania na obszarze objętym stanem wyjątkowym przez całą dobę. Jak precyzował Wąsik, wyjątkiem są m.in. stali mieszkańcy, osoby zapewniające obsługę urzędów administracji publicznej, wykonujące na stałe działalność gospodarczą na tym obszarze, rodziny mieszkańców, służby ratownicze i medyczne, osoby uczestniczące w praktykach kultu religijnego, chrzcinach, ślubach, weselach czy pogrzebach.

Część prawników czy polityków opozycji przekonuje jednak, że rządzący wprowadzają stan wyjątkowy, by "odciąć" opinię publiczną od informacji dotyczących wydarzeń na granicy, m.in. związanych z uchodźcami w Usnarzu. 

DOSTĘP PREMIUM