Dwaj dziennikarze "Onetu" z zarzutami. Za wejście do strefy objętej stanem wyjątkowym

Dwaj dziennikarze Onetu otrzymali zarzuty w związku z przebywaniem w strefie objętej stanem wyjątkowym - potwierdził rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku podinspektor Tomasz Krupa. Wcześniej dziennikarze portalu napisali, że zostali przez niego wezwani na komendę celem "cichego załatwienia sprawy".
Zobacz wideo

Onet opublikował w sobotę relację z pobytu swoich dwóch dziennikarzy na terenie obowiązywania stanu wyjątkowego. "Dziennikarz Onetu w drodze do niemal samej granicy w Usnarzu Górnym, gdzie koczuje grupa 32 migrantów, nie napotkał żadnego patrolu" - czytamy na portalu.

Dopiero po publikacji relacji wideo spod granicy w Onecie, z jednym z dziennikarzy miał się skontaktować rzecznik białostockiej policji. "Poprosił, by dziennikarz stawił się na komendzie w Hajnówce celem złożenia wyjaśnień i 'cichego załatwienia sprawy'" - napisał portal.

Według relacji Onetu, po stawieniu się dziennikarza i kamerzysty w komendzie powiatowej w Hajnówce funkcjonariusze mieli odebrać operatorowi karty pamięci do kamer. Dziennikarz oraz operator usłyszeli dwa zarzuty. "Pierwszy dotyczy przebywania na terenie objętym zakazem, drugi 'utrwalania za pomocą środków technicznych' infrastruktury granicznej" - podał Onet.

"To informacja godząca w moje dobra"

Rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku podinspektor Tomasz Krupa potwierdził w rozmowie z PAP, że dziennikarze usłyszeli zarzuty w związku z popełnionym wykroczeniem w strefie objętej stanem wyjątkowym. Podkreślił, że są to zarzuty w związku z popełnionym wykroczeniem, a nie przestępstwem. Przyznał, że policja podjęła czynności "po tym, jak na portalu pojawiła się relacja z pobytu, w związku z uzasadnionym podejrzeniem popełnienia tych czynów".

- Tak, jak zostało to opisane (w Onecie), mniej więcej wyglądało. Nie cała ta relacja polega na prawdzie. Między innymi informacje dotyczące mojej osoby, jakobym miał się kontaktować z jednym z dziennikarzy i proponować mu polubowne załatwienie sprawy. To informacja godząca w moje dobra i niepolegająca na prawdzie - oznajmił. Według rzecznika, dziennikarze przekazali policji karty pamięci z zapisem relacji.

Rzecznik dodał, że "po wykonaniu czynności (w komendzie powiatowej w Hajnówce) kontakt dziennikarzy z policją się zakończył".

Poinformował, że działania policji wobec dziennikarzy będą prowadzone w trybie zwykłym. - Tryb przyspieszony przewidziany w przepisach dotyczących stanu wyjątkowego ma zastosowanie, kiedy sprawca zostanie zatrzymany na gorącym uczynku. W tym przypadku dziennikarze zgłosili się do jednostki policji dopiero po pewnym czasie - wyjaśnił Krupa.

Stan wyjątkowy wprowadzony na pograniczu z Białorusią

Zgodnie z rozporządzeniem o wprowadzeniu stanu wyjątkowego na obszarze objętym stanem wyjątkowym obowiązuje m.in. zakaz przebywania w wyznaczonej strefie osób poza tymi, które tam mieszkają, pracują czy należą do służb ratunkowych oraz odpowiedzialnych za zapewnienie bezpieczeństwa i porządku publicznego w szczególności policji, straży granicznej i wojska.

W czwartek prezydent Andrzej Duda wydał rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w przygranicznym pasie z Białorusią, czyli w części województw podlaskiego i lubelskiego. Rozporządzenie zostało już opublikowane w Dzienniku Ustaw i weszło w życie z dniem ogłoszenia. Pas obejmuje 183 miejscowości (115 w woj. podlaskim i 68 w woj. lubelskim).

O wprowadzenie stanu wyjątkowego okres 30 dni wnioskował rząd w związku z sytuacją na granicy z Białorusią. W Usnarzu Górnym k. Krynek (Podlaskie) od trzech tygodni koczuje grupa imigrantów, która chce dostać się do Polski. Zdaniem rządu, te i inne osoby są przywożone na granicę przez służby białoruskiego reżimu, a akcja ma charakter "wojny hybrydowej".

Część prawników czy polityków opozycji przekonuje, że rządzący wprowadzili stan wyjątkowy, by "odciąć" opinię publiczną od informacji dotyczących wydarzeń na granicy, m.in. związanych z uchodźcami w Usnarzu.

DOSTĘP PREMIUM