"Nie może być tak, że ratownik medyczny to bohater za najniższą krajową". Kontrola posłów w stołecznym pogotowiu

Posłowie Lewicy przeprowadzili kontrolę w warszawskim pogotowiu ratunkowym. Jak wynika z ich ustaleń, ponad 570 ratowników medycznych zatrudnionych jest na śmieciówkach. - System ochrony zdrowia przestał praktycznie funkcjonować - ocenił poseł Marek Rutka.
Zobacz wideo

Od początku września trwa protest ratowników medycznych, którzy domagają się podwyżek. Część z nich zgłosiła niedyspozycyjność i nie przychodzą do pracy. Dlatego np. w miniony piątek na Mazowszu nie wyjechały 43 na 202 zakontraktowanych zespołów, z czego w samej Warszawie aż 38 z 80.

Jak wygląda sytuacja w stołecznym pogotowiu starali się ustalić politycy Lewicy: Beata Maciejewska i Marek Rutka, przeprowadzając kontrolę poselską. - Zaledwie sześciu ratowników jest zatrudnionych na etat. Żaden z 70 lekarzy, którzy tutaj pracują w stołecznym pogotowiu, nie jest zatrudniony na etat. Nie może być tak, że ratownik medyczny to bohater za najniższą krajową - mówił poseł Rutka.

Przez brak obsady karetek, w Warszawie w ostatnich dniach musiał kilkukrotnie interweniować śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Lądował nawet w samym środku miasta, aby dotrzeć do poszkodowanych w zderzeniu samochodu ze skuterem.

- W odpowiedzi minister zdrowia powiedział, że "nic złego się nie stało", że "system zadziałał". Ale ja powiem panu ministrowi co się stało - komentował Rutka. - Godzina pracy śmigłowca LPR to jest około 10 000 złotych, natomiast godzina pracy zespołu kołowego karetki pogotowia, jest wyceniana przez NFZ na 125 złotych. Zatem 80 razy więcej kosztuje wykorzystanie śmigłowca ratowniczego - podkreślił.

Jak dodał poseł, w Polsce mamy 28 śmigłowców ratowniczych, a karetek 1360. - Trzeba sobie jasno powiedzieć, że te śmigłowce nie zastąpią karetek. Oznacza to, że ten system ochrony zdrowia przestał praktycznie funkcjonować, co pokazują wydarzenia z minionego piątku w Warszawie - stwierdził poseł. 

Medycy szykują wielki protest w stolicy

Ratownicy medyczni będą oczywiście brać udział w zaplanowanej na sobotę (11 września) manifestacji wszystkich pracowników służby zdrowia. Komitet strajkowy zapowiedział, że będzie największą tego typu akcją w historii. W manifestacji ma wziąć udział kilkanaście tysięcy osób: pielęgniarek, lekarzy, ratowników medycznych, farmaceutów. - W obliczu tego, z czym spotykamy się na co dzień, manifestacja to tylko jeden z pierwszych kroków, jakie zamierzamy podjąć. Nie odpuszczamy! - tłumaczył w TOK FM wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Artur Drobniak.

Nie jest pewne, czy medykom uda się doprowadzić do korzystnych dla nich zmian. W związku z protestem ratowników szef Ministerstwa Zdrowia powtarza, że rząd nie jest adresatem żądań, bo o podwyżki trzeba prosić dyrektorów placówek.

Z kolei premier Mateusz Morawiecki liczy na porozumienie i wygaszenie protestu. W sobotę zadeklarował, że ratownicy dostaną podwyżkę. - Bardzo się tym niepokoję i dlatego zobowiązałem pana ministra zdrowia do rozmów, do negocjacji, do dialogu. Te rozmowy się toczą. Brałem udział w jednej rundzie tych rozmów parę miesięcy temu i jestem umiarkowanym optymistą, że poprzez podnoszenie jednocześnie uposażeń w służbie zdrowia, nie tylko ratowników, ale też przede wszystkim pielęgniarek, lekarzy, salowych, wszędzie tam chcemy, żeby nastąpiły istotne podwyżki - mówił w RMF FM.

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM