"Słychać sygnał i nikt nie odbiera". Co się dzieje z grupą uchodźców z Afryki?

Od doby nie ma kontaktu z grupą migrantów z Afryki, którzy w poniedziałek poprosili w Polsce o ochronę międzynarodową. Straż Graniczna poinformowała, że zostali oni odstawieni na zieloną granicę.
Zobacz wideo

Chodzi o 10-osobową grupę uchodźców z Konga i Kamerunu, którzy w poniedziałek zostali znalezieni w lesie przez aktywistów i przekazani strażnikom granicznym. Jak informował reporter TOK FM Jakub Medek, uchodźcy noc z poniedziałku na wtorek spędzili w placówce SG w Bobrownikach. Wszyscy zadeklarowali, że chcą starać się o azyl w Polsce. 

Następnie, jak relacjonowali nasz reporter, cudzoziemcy mieli być wywiezieni na granicę, gdzie próbowano ich wypchnąć do Białorusi. Od tamtej pory prawnicy migrantów mieli z nimi wyłącznie kontakt telefoniczny. Jeden z SMS-ów wysłanych przez Afrykańczyków w rozmowie z dziennikarzem zacytowała Aleksandra Chrzanowska ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej: "Dzień dobry Aleksandra. Przepraszamy, że przeszkadzamy, ale jeśli tego nie zrobimy - umrzemy. Znów jesteśmy w Nowosadach. Jest bardzo zimno, nie możemy dalej iść".

Nie ma kontaktu z uchodźcami

Prawnicy i aktywiści od doby nie mogą skontaktować się z migrantami. - Jest cały czas to samo. Słychać sygnał i nikt nie odbiera. Nie odpisali mi też na SMS-a jeszcze z wczoraj, z pytaniem co się z nimi dzieje. Nie mam z nimi żadnego kontaktu - poinformowała Chrzanowska. I przypomniała, że z ostatniego kontaktu z uchodźcami wynikało, że są gdzieś w okolicach granicy, zablokowani między białoruskimi a polskimi służbami.

- Być może oni [strażnicy graniczni - red.] mogli ich przyjąć i pod wpływem działań adwokata czy nagłośnienia całej akcji wszcząć jednak procedury [dotyczące przyjęcia wniosku o ochronę międzynarodową] - oceniła. Ale szybko dodała, że od prawnika, który zajmuje się sprawą, nie ma informacji, by wszczęte zostały jakieś nowe działania. 

- Nieprzyjmowanie wniosków o ochronę od ludzi, którzy deklarują taką potrzebę i wyrzucanie ich w środku nocy na zimno, bez jedzenia, bez picia, to są tortury - podkreśla w rozmowie z naszym reporterem Chrzanowska.

Co się dzieje z uchodźcami w Usnarzu?

Od tygodnia na terenach przygranicznych z Białorusią obowiązuje stan wyjątkowy. O jego wprowadzenie wnioskował rząd. Obejmuje on 183 miejscowości na Podlasiu i Lubelszczyźnie.  Dziennikarze ani działacze organizacji pozarządowych (którzy tam na stałe nie mieszkają) nie mają na te tereny wstępu. Nie można też rejestrować obrazu ani dźwięku. Nie wiadomo zatem dokładnie, co dzieje się z grupą uchodźców, która utknęła na granicy w Usnarzu miesiąc temu. 

SG przekazała dziś (9 września), że cudzoziemcy wciąż tam są. Ma to być "ponad dwudziestoosobowa grupa". Jak ocenił Jakub Medek, "teraz cała strefa stanu wyjątkowego jest pewnie jednym wielkim Usnarzem, z błąkającymi się po niej grupami osób, które zgodnie z prawem poprosiły w Polsce o ochronę i niezgodnie z prawem, zostały wywiezione na zieloną granicę".

DOSTĘP PREMIUM