Zarzuty dla studentki za wykrzyczane na proteście "J...ć PiS". Jej pełnomocnik: Słowa dopuszczalne na demonstracji

Julia Landowska jest studentką, która na początku roku podczas jednego z protestów w Gdańsku wykrzyczała przez megafon: "J...ć PiS". Została wezwana na komisariat policji, gdzie usłyszała zarzuty. Grozi jej 1,5 tys. zł grzywny. - To są słowa całkowicie dopuszczalne podczas demonstracji - mówi jej pełnomocnik, mecenas Michał Romanowski.
Zobacz wideo

Julia Landowska była jedną z uczestniczek protestów, które wybuchły po decyzji Trybunału Konstytucyjnego, de facto zakazującej aborcji. Na jednej z manifestacji wykrzyczała: "J...ć PiS", wyrażając sprzeciw wobec działań partii rządzącej.

Jak mówi, na co dzień nie używa wulgaryzmów, to była jednak manifestacja, a ta rządzi się swoimi prawami. Od wielu uczestniczek można było wielokrotnie usłyszeć, że czas pięknych słów już się skończył, stąd m.in. takie, a nie inne hasła.

Julia usłyszała zarzuty z art. 141 Kodeksu Wykroczeń: "Kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1500 złotych albo karze nagany."  Dodatkowo ma odpowiadać za użycie megafonu, niezgodnie z regulacjami ustawy o ochronie środowisko. 

"Władze, które wykorzystują prawo karne, aby zakazać manifestowania w przestrzeni publicznej krytycznej oceny ich postępowania za pomocą takich haseł, jak „J...ć PiS" lub „Pierd...ę każdy rząd", zachowują się jak władze w systemach totalitarnych dopuszczających wyłącznie przychylne lub neutralne oceny partii rządzącej" - napisał w swojej opinii prawnej prof. Michał Romanowski.

Profesor reprezentuje Julię Landowską pro bono. - W mojej ocenie, Julia miała prawo wykrzyczeć w poczuciu emocji, rozpaczy, co myśli o takim, a nie innym działaniu partii rządzącej - mówi Michał Romanowski. - Sam wulgaryzm w języku polskim służy właśnie m.in. temu, by w sposób dobitny dokonywać oceny władzy. To są słowa całkowicie dopuszczalne podczas demonstracji, w ramach oceny działań władz, a w szczególności tych władz, które naruszają prawa kobiet, prawa człowieka - mówi prawnik.

Jak dodaje, w najbliższej przyszłości - już przed sądem - chce reprezentować takie młode osoby, jak Julia Landowska i jej koleżanki, które walczą o swoje prawa. Sama Julia swoich słów nie żałuje. Nie zamierza płacić grzywny, bo nie czuje się winna.

DOSTĘP PREMIUM