Warszawa. Ulicami przeszedł "Czerwony marsz" pracowników sądów i prokuratur

Po godz. 14 w piątek pod kancelarią premiera w al. Ujazdowskich zakończył się "Czerwony marsz" - protest pracowników sądów i prokuratury. Manifestanci przeszli ulicami stolicy - wręczyli petycje przedstawicielom KPRM, resortu sprawiedliwości i parlamentu.
Zobacz wideo

Protest ubranych w czerwone stroje pracowników sądów, prokuratur, a także kuratorów rozpoczął się około godz. 10 w okolicach Ronda Dmowskiego. Następnie manifestanci przeszli al. Jerozolimskimi do ronda de Gaule'a, później udali się pod parlament, spod którego ruszyli pod gmach Ministerstwa Sprawiedliwości i KPRM w al. Ujazdowskich.

Głównymi postulatami protestujących są: podwyżka wynagrodzeń i rezygnacja z planów ich "zamrożenia" oraz zwiększenie liczby etatów pracowników wymiaru sprawiedliwości, aby zapewnić mu sprawne funkcjonowanie.

Resort sprawiedliwości przypomniał w piątek, że minister sprawiedliwości wystąpił do ministra finansów o wyłączenie pracowników wymiaru sprawiedliwości z zamrożenia wynagrodzeń na 2022 r. - Wstępny projekt ustawy budżetowej przewiduje wzrost wynagrodzeń pracowników sądownictwa o co najmniej 4,4 proc - wskazał MS.

Jak jednak ocenia Związek Zawodowy Prokuratorów i Pracowników Prokuratury - jeden z organizatorów piątkowego protestu - powinien zostać zagwarantowany wzrost wynagrodzenia w tej grupie zawodowej na poziomie 12 proc., co "pozwoliłoby na dostosowanie poziomu płac do obecnej sytuacji rynkowej". - Ukształtowanie tego wskaźnika na poziomie 4,4 proc. po dwumiesięcznych akcjach protestacyjnych pracowników prokuratury i sądów należy uznać za całkowicie nie do zaakceptowania - pisał ZZPiPP.

Wśród głównych postulatów protestu poza wskaźnikową podwyżką wynagrodzeń w wysokości 12 proc. w 2022 r. dla każdego pracownika, organizatorzy wymieniają także: nowelizację przepisów o pracownikach sądów i prokuratury wprowadzającą powiązanie wynagrodzeń tej grupy zawodowej ze średnią płacą w gospodarce, zwiększenie ilości etatów urzędników i pracowników w liczbie zapewniającej sprawne funkcjonowanie sądownictwa i prokuratury, przygotowanie projektu ustawy o modernizacji prokuratury zawierającej element podniesienia konkurencyjności wynagrodzeń oraz zobowiązanie ministra sprawiedliwości do "natychmiastowego podjęcia realnych i konkretnych działań w celu wykorzenienia mobbingu w sądach".

"To nie jest rozwiązywanie problemów, to jest ich zamiatanie pod dywan"

- Jesteśmy kompletnie przepracowani - mówiła w czwartek TOK FM Justyna Przybylska, przewodnicząca Krajowego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego AD REM. Podkreśliła, że jest przerażona skalą mobbingu w sądach, który nasilił się w ostatnich dwóch latach m.in. przez politykę Ministerstwa Sprawiedliwości, które ciągle wymienia dyrektorów sądów. - Nie wiemy, z jakich powodów są odwoływani jedni i przychodzą inni. Ci nowi nie są przygotowani do pełnienia tej funkcji, bo byli np. nauczycielami czy przedszkolankami. Wtedy zaczynają się napięcia i bałagan, który kończy się mobbingiem - powiedziała gościni TOK FM.

- W sądach nie ma procedur antymobbingowych. W niektórych sądach wprowadza się regulaminy, w których mówi, że jeśli, drogi pracowniku, zgłosisz mobbing, a komisja - nieobiektywna, bo złożona tylko z podległych dyrektorowi pracowników - stwierdzi, że mobbing nie zachodzi, to dyrektor ma prawo cię nawet zwolnić. To nie jest rozwiązywanie problemów, to jest ich zamiatanie pod dywan - zwróciła uwagę Przybylska.

Jesień protestów

"Czerwony marsz" to nie jedyna akcja protestacyjna w tym czasie. Pracownicy służby zdrowia zapowiedzieli na sobotę wielki marsz w Warszawie i założenie "białego miasteczka". Pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych też zapowiedzieli strajk, jeśli rząd nie znajdzie dla nich pieniędzy na podwyżki.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM