Zbigniew Ziobro przegrał w Sądzie Najwyższym. Chodzi o nauczycielkę, która zdjęła krzyż

Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sąd Najwyższego uznała, że niedopuszczalne jest, by za pomocą skargi nadzwyczajnej próbować podważać wcześniejsze orzeczenia tymi samymi argumentami. Orzeczenie kończy sprawę nauczycielki, która zdjęła krzyż wiszący w pokoju nauczycielskim. - Cieszę się, że nie będę musiała iść z tą sprawą do Strasburga, do europejskiego trybunału - komentuje kobieta.
Zobacz wideo

Nauczycielka Grażyna Juszczyk, która zdjęła krzyż w pokoju nauczycielskim w szkole w Krapkowicach, wygrała w sądzie z pracodawcą. W kilku instancjach. Szkoła musiała jej zapłacić 5 tysięcy złotych odszkodowania. Zamieściła też przeprosiny na łamach lokalnej prasy. Taką decyzję podtrzymał w wyroku kasacyjnym Sąd Najwyższy.

Gdy sprawa wydawała się całkowicie zakończona, prokurator generalny złożył skargę nadzwyczajną. To nowa, wymyślona przez "dobrą zmianę" procedura - w opinii wielu prawników wprowadzona po to, by podważać m.in. niewygodne wyroki.

Izba Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego skargę prokuratora generalnego jednak odrzuciła. "Niedopuszczalne jest formułowanie zarzutów skargi nadzwyczajnej w sposób zmierzający do wymuszenia kolejnej kontroli orzeczenia, którego prawidłowość w zakresie podnoszonych w skardze uchybień była już wcześniej weryfikowana przez Sąd Najwyższy w postępowaniu kasacyjnym" - napisano w komunikacie informującym o tym postanowieniu.

"Nie muszę iść do Strasburga"

- Strasznie się cieszę z tej decyzji - mówi Grażyna Juszczyk. - To jest dla mnie niezwykle ważne, że panu ministrowi Ziobro nie udało się przeforsować swoich dziwacznych pomysłów, swojej dziwnej wizji sprawiedliwości. Cieszę się, że nie będę musiała iść z tą sprawą do Strasburga, do europejskiego trybunału - dodaje nasza rozmówczyni.

Radości nie kryje również mecenas Karolina Kędziora z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, która była pełnomocniczką pani Grażyny. - Prokuratura Generalna kwestionowała dokładnie to samo, co wcześniej było kwestionowane w postępowaniu kasacyjnym przed Sądem Najwyższym. Dlatego bardzo cieszę się, że sprawiedliwości stało się zadość i myślę, że pani Grażyna z ogromną ulgą może odetchnąć po wielu miesiącach dużego stresu i oczekiwania - podkreśla prawniczka.

Był rok 2013. W szkole zawisł krzyż

Sprawa zaczęła się w 2013 roku. To wtedy w pokoju nauczycielskim zawisł krzyż, gdy do szkoły miał przyjechać biskup.

Grażyna Juszczyk była wtedy na dłuższym urlopie zdrowotnym, krzyż zauważyła po powrocie do pracy. Nauczycielka jest osobą niewierzącą, więc - jak argumentowała - krzyż przeszkadzał jej w przestrzeni publicznej. Czuła się wykluczona, bo obecność krucyfiksu, jej zdaniem, oznacza, że to miejsce dla wierzących katolików.

Po zdjęciu krzyża spotkała kobietę fala hejtu. Wiele osób się do niej nie odzywało, oskarżono ją nawet, że krzyż ukradła. Poszła do sądu z pozwem przeciwko pracodawcy o dyskryminację. Jak tłumaczyła, zrobiła to dla zasady. Chciała, żeby sąd potwierdził, że była szykanowana ze względu na to, że jest niewierząca i że odważyła się zdjąć krzyż. Sądy w kolejnych instancjach przyznawały - do dyskryminacji doszło. 

- Bardzo się bałam, że organizacja Ordo Iuris, która sporządziła opinię w mojej sprawie dla Sądu Najwyższego, okaże się bardzo ważna dla sądu. Jednakże, co już wiemy, opinia ta nie miała dla sądu większego znaczenia - mówi Grażyna Juszczyk. - Chcę dodać, że od tamtej sprawy do dziś minęło osiem lat i czas najwyższy zakończyć ten konflikt. Cieszę się, że Sąd Najwyższy uznał, że zasługiwałam na przeprosiny. Gdyby uznał inaczej, byłoby to po prostu nieprzyzwoite - dodaje nauczycielka.

DOSTĘP PREMIUM