Chłop mógł bić żonę, ale tylko do pierwszej krwi. Ale kobieta też mogła "korygować" męża

Fizycznie karano dzieci w szkołach, w domach, panowie karali służbę. Mężowie mogli bić żony, ale one też mogły stosować przemoc wobec swoich mężczyzn. To był po prostu sposób realizacji pewnej komunikacji niewerbalnej, który dopiero stopniowo zanikał w warstwach wyższych społeczeństwa - mówił w TOK FM prof. Tomasz Wiślicz, historyk.
Zobacz wideo

Jak przyznawał w audycji "OFF Czarek" profesor Tomasz Wiślicz przemoc na wsi staropolskiej była na porządku dziennym. – Przed przełomem XVIII i XIX wieku to była inna rzeczywistość. Społeczeństwo było mocno zhierarchizowane i patriarchalne, więc każdy rościł sobie prawo do "poprawiania" kogoś niżej. Stosowanie przemocy było ważnym elementem struktury społeczeństwa – mówił historyk z Instytutu Historii im. Tadeusza Manteuffla PAN. Dlatego osoba "wyżej" nie miała problemu z tym, żeby bić osobę "niżej". – Choćby w domu. Bicie małżonki przed nowoczesnością było normą – przyznał prof. Wiślicz.

Choć trzeba zaznaczyć, że pewnych granic przekraczać nie było można. – Sporo tej wiedzy płynie z akt spraw sądowych. Pobicie żony wchodziło w grę, ale do momentu, gdy poszła krew. Siniaki etc., nie były problemem. Teoretyzowano nawet w tych aktach sądowych, jakiej grubości kijem można bić żonę i dzieci – wskazywał ekspert.

W obie strony

Aczkolwiek, działało to w obie strony. Kobiety mogły być dzieci, inne kobiety, a nawet własnych mężów. Jak tłumaczył historyk, pozycja żony zależała głównie od jej zamożności, a także aktywności jej rodziców i braci. – Jeżeli pani była z ubogiej rodziny, to mężczyzna rościł sobie prawo do korygowania je zachowania przemocą. Natomiast w odwrotnej sytuacji, to mąż był tym bitym. Zwłaszcza jeśli zachowywał się występnie, czyli np.: źle prowadził gospodarstwo, miał kochanki czy przepijał zyski. Wtedy cała wieś uważała, że mu się należy. I panie nie miały problemu, żeby korygować panów – opowiadał gość Cezarego Łasiczki.

Co więcej, karanie było pewnym obowiązkiem opiekunów wobec podopiecznych. – Fizycznie karano dzieci w szkołach, w domach, panowie karali służbę. Pan gospodarstwa był w prawie bić swoich pracowników. To było stosowane na zimno jako kary edukacyjne i mechanizm dyscypliny – mówił prof. Wiślicz.

Jak tłumaczył, przemoc fizyczna była dodatkowym elementem komunikacji, pewnym potwierdzeniem tego, co się mówiło. – Rozkaz wiązał się ze szturchańcem czy uderzeniem batem. Dawał się rozumieć i był rozumiany. Problemem była tylko granicy bólu i uderzenia, co nas może teraz szokować. To był po prostu sposób realizacji pewnej komunikacji niewerbalnej, który dopiero stopniowo zanikał w warstwach wyższych społeczeństwa – przekonywał ekspert.

Pieszczoty też były

Na wsi staropolskiej dotyk nie ograniczał się tylko do bicia. – Czasami było też przyjemnie, ale tych miłych chwil po prostu nie zapisywano. Dużo więcej relacji zewnętrznych obserwatorów dotyczy jednak tej sfery brutalnej. Poeta pisał, że chłopi swe żony przy miłości kijem łupią – relacjonował profesor.

Szczególnie, że ówczesne wydarzenia pozostały w historycznej pamięci głównie za sprawą opisów przygotowanych przez szlachciców. – A z ich punktu widzenia, życie intymne chłopów było brutalne i prymitywne. Choć nie brak relacji, że chłop swoją kochankę przytulał, głaskał, pocieszał, ale jest tego zdecydowanie mniej. Po prostu dużo rzadziej pisze się o rzeczach normalnych, nieskryminalizowanych. Dotyk i czułość też była, ale trudniej ją zbadać. Bardziej w oczy rzucała się brutalność – wyjaśniał ekspert.

DOSTĘP PREMIUM