"Po gimnastyce miałam takie zakwasy, że myślałam, że umrę". Trudny powrót uczniów na WF

Powrót do stacjonarnych lekcji w szkołach oznaczał także powrót do "normalnych" zajęć wychowania fizycznego. Po roku spędzonym przed komputerem to dla wielu uczniów nie lada wyzwanie. Ich kondycja pozostawia wiele do życzenia, a i z motywacją bywa różnie. - Czasem po rozgrzewce są tak zmęczeni, że już nie mam z kim prowadzić zajęć - mówi jedna z nauczycielek.
Zobacz wideo

- Kiedy wstaję do szkoły, jest zimno, mokro i pada deszcz, to myślę "uff", bo przynajmniej nie pójdziemy na WF-ie biegać - mówi Julka, uczennica ósmej klasy szkoły podstawowej. Nie ukrywa, że wychowania fizycznego nie lubi. Nigdy za nim nie przepadała. Trzeba się przebierać, czasu jest mało, człowiek się zmęczy i potem "brzydko pachnie". - A najgorsze jest właśnie to bieganie i jeszcze prowadzenie rozgrzewki. Chyba nikt tego nie lubi. Nigdy nie ma chętnych, więc nauczycielka losuje albo wyznacza osobę, która ma akurat taki numer w dzienniku, jaki mamy dzień w miesiącu albo w tygodniu. To trochę głupie - stwierdza ósmoklasistka.

Pytana, czy po pandemii jest gorzej niż przed nią, mówi, że na pewno trudniej się zmotywować i przyzwyczaić do codziennej aktywności. - Pod koniec zeszłego tygodnia mieliśmy ćwiczenia gimnastyczne. Najpierw się nawet cieszyłam, bo to w końcu coś innego niż bieganie, ale następnego dnia miałam takie zakwasy, że myślałam, że umrę - wspomina.

Trudny powrót zza komputerów

Powrót do stacjonarnych lekcji w szkołach oznaczał także powrót do "normalnych" zajęć z wychowania fizycznego - biegania, skakania, gimnastyki, grania w kosza czy siatkówkę. Dla wielu uczniów to nie lada wyzwanie. Przez ostatni rok siedzieli zamknięci w swoich niewielkich na ogół pokojach, przed komputerami. Zdalne lekcje wychowania fizycznego były fikcją, często miały charakter teoretyczny. Dzieciaki rozwiązywały różne zagadki związane ze sportem albo uczyły się zasad obowiązujących w jakiejś dziedzinie, z czego później - na zaliczenie - musiały napisać wypracowanie.

Nasza rozmówczyni - Julka - mówi, że na początku ich nauczycielka WF-u bardzo się angażowała. Organizowała ćwiczenia przed kamerką, wysyłała filmiki instruktażowe. - Tylko że zgodnie z poleceniem musieliśmy te wszystkie ćwiczenia wykonywać w obecności rodziców. Ci z kolei nie mogli, nie mieli czasu. Ktoś poszedł podobnież do nauczycielki z jakąś awanturą, że w domu nie ma warunków na takie rzeczy, więc nie było to w ogóle sprawdzane - wspomina.

Dziś powrót na WF budzi dyskusje uczniów także w mediach społecznościowych. Jedni narzekają, że ktoś "wcisnął" im te zajęcia na godz. 8 rano ("chyba na złość"). Inni skarżą się na "ostry wycisk" i wspomniane już zakwasy ("czuję się, jakbym miała 70 lat"). Jeszcze inni marudzą, że jest nudno, bo ze względu na COVID-19 i epidemiczne obostrzenia "tylko się spaceruje wokół szkoły".

Osobnym tematem są zwolnienia z wychowania fizycznego. Dzieciaki co rusz pytają, co można zrobić, by dostać takie zwolnienie na stałe (od lekarza) albo udzielają sobie porad, jak przekonać rodziców, by poszli i je załatwili, choć na pewien czas. - Nie oszukujmy się. Zwolnienia z WF-u są na porządku dziennym. W mojej klasie nie ćwiczą chyba dwie albo trzy dziewczyny [na 12 - red.] tak na stałe. Poza tym ciągle któraś ma okres albo źle się czuje. We wtorek tylko trzy były przygotowane do zajęć, więc każda dostała plusa. Mnie wtedy w ogóle nie było - mówi Julia. Zapewnia, że sama nie myśli o tym, by się zwolnić z wychowania fizycznego. Chociaż za przedmiotem nie przepada, to jednak "nie chce nikomu ściemniać", że jest chora albo źle się czuje, skoro tak nie jest.

Rozmawiamy też z Marią, która w tym roku zaczęła naukę w jednym z liceów ogólnokształcącym w Warszawie. Marysia zwolnienie WF-u ma, bo pod koniec zeszłego roku dość poważnie złamała rękę i jeszcze kończy rehabilitację. Na razie jest zwolniona przez dwa miesiące, ale nie ukrywa, że na boisko jej się wcale nie spieszy. - Nigdy nie lubiłam WF-u. Teraz miałam bardzo długą przerwę od robienia czegokolwiek. Nie mam kondycji, a widzę, że dziewczyny z mojej klasy są sprawne, więc wolę zostać na ławce i obserwować niż z nimi ćwiczyć - mówi. Jak dodaje, "ma oparcie w mamie", która zapowiedziała, że nawet jak ręka wydobrzeje, to pomoże jej zwolnienie przedłużyć.

W klasie Marii o profilu humanistycznym są praktycznie same dziewczyny. Oprócz niej nie ćwiczy jeszcze jedna uczennica, która "skarży się na problemy z oddychaniem". Zdarza się też, że dziewczyny przynoszą zwolnienia od rodziców - na jeden lub dwa dni. Czy podrabiają podpisy? - Raczej nie, choć krótko się jeszcze znamy, więc tak trudno powiedzieć - zastanawia się Marysia.

Julia - pytana o podrabianie zwolnień od mamy - zapewnia, że nigdy tego nie zrobiła. I koleżanki raczej też nie, bo "boją się, że wpadną". - Widziałam, jak z innej klasy dziewczyny ostatnio podpisywały, ale mówiły, że ich rodzice o tym wiedzą i nie mają z tym problemu - przypomina sobie ósmoklasistka.

Kondycja uczniów po pandemii

- Nie jest dobrze i na pewno mamy powody do niepokoju. Kondycja uczniów jest słabsza. Niektórzy nie są w stanie przebiec swobodnie jednego okrążenia wokół boiska albo po rozgrzewce są tak zmęczeni, że już nie mam z kim prowadzić zajęć - mówi Danuta, wuefistka ucząca w szkole podstawowej w Warszawie. - Nie będę ukrywać, że traktuję to też trochę jako swoją porażkę - przyznaje.

Jednak zdaniem nauczycielki nie brak kondycji i sprawności jest tu najgorszym problemem, lecz brak chęci do aktywności. - Bo jeśli ktoś nie jest w stanie zrobić ćwiczenia "A", to zmieniamy je na ćwiczenie "B". Jeśli grupa nie może biegać, możemy pójść na spacer i powoli, stopniowo pracować nad poprawą formy. Priorytetem jest dla mnie to, by moi uczniowie czuli się właśnie bezpiecznie i komfortowo. Żeby nie robili nic ponad swoje możliwości. Ale wielu z nich po prostu nie chce ćwiczyć. Nie przynosi stroju albo przynosi zwolnienia "z powodu złego samopoczucia" - opisuje. Zaznacza też, że największy problem z mobilizacją jest w starszych rocznikach (klasach VII - VIII). - Czasami zdarza mi się brać zastępstwo w czwartej klasie i tam, mam wrażenie, jakoś bardziej dzieciaki się cieszą z tego, że mogą wyjść, pobiegać, pobyć na powietrzu. Od kolegów, którzy mają zajęcia z jeszcze młodszymi dziećmi, też słyszę, że są zachwycone - mówi.

"Pani profesor, a z WF-u można nie zdać?"

Podobne obserwacje ma inna nauczycielka - z jednego z warszawskich liceów. - Powiem szczerze: jestem załamana. Zresztą cały nasz zespół wuefistów jest załamany poziomem uczniów. Nawet zaczęliśmy zastanawiać się, czy nie obniżyć kryteriów oceniania, żeby ich po prostu nie skrzywdzić, ale też zachęcić do tego, żeby chcieli na ten WF przychodzić i ten sport uprawiać - opowiada. Dodaje, że z kondycją licealistów zawsze było różnie. - Mam wrażenie, że z roku na rok jest niestety coraz gorzej, ale tak jak teraz nie było jeszcze nigdy - przyznaje.

Jednym z pytań, które usłyszała od dziewcząt z nowego rocznika podczas pierwszych zajęć w tym roku, było pytanie: "pani profesor, czy z WF-u można nie zdać?". 

Kiedy pytamy o zdalne lekcje wychowania fizycznego, nasza rozmówczyni podkreśla, że starała się na różne sposoby aktywizować młodzież. Nie było to łatwe. Podczas zajęć zdalnych wiele osób nie chciało włączyć kamerki w domach. - Nie miałam o to pretensji. Rozumiałam, że jednocześnie rodzice pracowali online albo któreś z rodzeństwa miało inne zajęcia - podkreśla. Wpadła więc na pomysł, by na kamerkach ze starszymi uczniami wychodzić na spacery. Szybko okazało się jednak, że niektóre osoby oszukują - zakładają maski i czapki, ale wychodzą jedynie na balkon. Ostatecznie najlepiej sprawdziła się aplikacja, gdzie nauczycielka wyznaczała uczniom pewien dystans do pokonania i potem prosiła o przesłanie screenów z tego, ile przeszli. 

Małgorzata Zalewska, nauczycielka wychowania fizycznego w warszawskim liceum i autorka bloga "Nauczyciel Wychowania Fizycznego" przyznaje, że byłoby nawet nieco zaskakujące, gdyby uczniowie - po tak długiej przerwie - wrócili do szkół w takiej samej bądź lepszej kondycji. Przypomina, że w trakcie pandemii ich możliwości poruszania się były bardzo ograniczone. Pozamykane były nie tylko szkoły, ale też różne kluby sportowe, baseny, siłownie, a przez pewien czas dzieci nie mogły w ogóle wychodzić z domu (bez opiekuna) do godziny 16.

- Jeśli chodzi o motywację, to jest to już sprawa bardzo indywidualna. Znam nauczycieli ze szkół podstawowych, którzy mówią, że jak dzieci wbiegły na salę gimnastyczną stęsknione, to było istne szaleństwo. Wiadomo, że w liceum jest trochę inaczej i inaczej też rozmawia się z uczniami. Młodzież zdaje sobie sprawę, że ten rok ograniczonej aktywności jest problemem - stwierdza dr Zalewska. I podkreśla, że w kontekście motywacji bardzo dużo zależy od nauczyciela - tego, jak poprowadzi zajęcia, czy będą one różnorodne i atrakcyjne, i czy da uczniom czas na spokojne wdrożenie się. Dopytywana zaznacza, że w jej szkole nie ma problemu z nadmiernymi zwolnieniami z WF-u. Są pojedyncze sytuacje wynikające chociażby z sezonowego przeziębienia, które nie różnią się od tego, co było w latach przed pandemią.

Przed rozpoczęciem roku szkolnego Ministerstwo Edukacji i Nauki zapewniało, że wychowanie fizycznie będzie odgrywać istotną rolę, bo forma uczniów po pandemii odbiega od dobrej. W połowie sierpnia pojawiły się z kolei wytyczne, w których podano, że należy zrezygnować z ćwiczeń i gier kontaktowych, jeśli w czasie zajęć nie można zachować dystansu. "Rekomenduje się organizację wyjść w miejsca otwarte, np. park, las, tereny zielone, z zachowaniem dystansu od osób trzecich oraz zasad obowiązujących w przestrzeni publicznej" - podawało MEiN.

W wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej minister Przemysław Czarnek podkreślał jednak, że to są "zalecenia, a nie obligatoryjne przepisy prawa". - Zalecamy, aby - tak długo, jak pogoda na to pozwoli - odbywać te zajęcia na świeżym powietrzu. Choćby z tego powodu, że na otwartej przestrzeni ryzyko zakażenia się koronawirusem jest dużo niższe niż w zamkniętych pomieszczeniach - mówił szef resortu edukacji i nauki. Czy to znaczy, że późną jesienią czy zimą o aktywnym WF-ie można zapomnieć? - Na boisku do siatkówki mamy 12 zawodników, a w sali lekcyjnej jest 30 osób na dużo mniejszej przestrzeni. Myślę zatem, że dyrektorzy i nauczyciele powinni kierować się przede wszystkim zdrowym rozsądkiem - mówi dr Małgorzata Zalewska.

DOSTĘP PREMIUM