Morawiecki mówi o "szturmie na granicę". Dziennikarze nadal nie będą mogli sprawdzić, co się tam dzieje

Trzy osoby, których ciała znaleziono w niedzielę przy polsko-białoruskiej granicy, zmarły z powodu wychłodzenia - potwierdził premier Mateusz Morawiecki. Szef MSWiA zasugerował, że powodem zgonu przynajmniej jednego z tych osób, mogła być pigułka, jaką mężczyzna otrzymał od białoruskiego żołnierza. Dziennikarze pytali, czy jest szansa, by mogli relacjonować to, co dzieje się na terenie objętym stanem wyjątkowym. - To, że będziecie kilometr dalej relacjonowali wydarzenia to naprawdę nie jest niedogodnością - odpowiedział szef MSWiA.
Zobacz wideo

W rejonie przygranicznym między Polską a Białorusią znaleziono ciała trzech osób, o czym w niedzielę informowała Straż Graniczna. W poniedziałek, na konferencji prasowej, do tragicznym wydarzeń odniósł się premier Mateusz Morawiecki. 

- W ostatnich godzinach dokonane zostało odkrycie, które jest oczywiście odkryciem tragicznym. Doszło do tego, że osoby, które przekroczyły polską granicę, na skutek hipotermii, wycieńczenia trzy takie osoby zmarły - powiedział szef rządu. Jak dodał, nie wiadomo, kim są te osoby. - Ale na pewno zrobimy wszystko, żeby nie byli to ludzie anonimowi - podkreślił.

- Staramy się wszystkim osobom, które przekroczyły granicę polską i zostały gdzieś znalezione w lasach, w bagnach - staramy się im pomagać. Można powiedzieć, że uratowaliśmy życie ośmiu osobom, które zostały uwięzione w okolicy rzeki Supraśl - mówił dalej premier. 

Morawiecki powtórzył, że za sytuację na polsko-białoruskiej granicy odpowiada reżim Alaksandra Łukaszenki. Mówiąc o napływie imigrantów, sytuację nazwał "szturmem na granicę polską".

Komendant Główny Straży Granicznej Tomasz Praga doprecyzował, że wspomniane trzy ciała zostały znalezione "w różnych miejscach, w różnej odległości od samej linii granicy państwowej".

Następnie odniósł się jeszcze do jednego zdarzenia. - Również wczoraj (w niedzielę - red.) po stronie białoruskiej nasz patrol zauważył grupę migrantów i leżącą obok kobietę. Powiadomiliśmy natychmiast stronę białoruską. Jednak Białorusini nie reagowali - opowiadał Tomasz Praga. Jak mówił, dopiero po kilku próbach patrol białoruskich pograniczników przybył na miejsce i "niestety stwierdził zgon tej kobiety".

- Czy to jest zbieg okoliczności, że to wszystko zostało stwierdzone w dniu wczorajszym? Czy nie ma innego czynnika, który spowodował te zgony w tak krótkim czasie? Z odpowiedzią na to pytanie musimy jeszcze poczekać - podał szef SG.

Zwracał też uwagę, że "dziś próbuje się oczerniać polską stronę" w białoruskich mediach, gdzie mówi się o tym, iż widać ślady przeciągania zwłok z Polski na stronę Białorusi. - To jest kłamstwo - oświadczył komendant.

Sprawa zmarłego Irakijczyka. "Będzie drobiazgowa sekcja zwłok"

Szef MSWiA Mariusz Kamiński przekonywał, że "kryzys na granicy polsko-białoruskiej może trwać jeszcze wiele miesięcy". Jak przekazał, w ubiegłym tygodniu władze Białorusi podjęły decyzję o uruchomieniu ruchu bezwizowego z takimi państwami jak Pakistan, Jordania, Egipt, Południowa Afryka, co może skutkować zwiększającą się liczbą migrantów próbujących dostać się do Europy. 

W nawiązaniu do tych tragicznych zdarzeń - Kamiński wspomniał też o Irakijczyku, który niedawno zmarł, niedaleko granicy z Litwą, ale już po polskiej stronie. Z informacji, które miały przekazać prokuraturze osoby towarzyszące mężczyźnie, wynikało, że cała ta grupa została przywieziona do Mińska w połowie września.

- Po kilkudniowym pobycie w hotelu w Mińsku za 2,5 tys. dolarów od osoby mieli być przerzuceni na teren Niemiec poprzez Polską granicę. Zostali dowiezieni do kompleksu leśnego, w którym szybko się pogubili. Wedle ich informacji, które przekazali naszym funkcjonariuszom, usiłowali wrócić z powrotem do Mińska, ale zostali zatrzymani przez żołnierzy czy też pograniczników białoruskich. Niemalże siłą pod presją doprowadzeni do granicy polskiej, gdzie przez pewien czas przemieszczali się wzdłuż zasieków, które są na naszej granicy rozstawione. W pewnym momencie zostali zidentyfikowani przez patrol naszej straży granicznej, który jednoznacznie powiedział im, że jest to nielegalne i nie ma przejścia i że mają wracać - tłumaczył szef MSWiA.

Jak mówił Kamiński, grupa ta kilkukrotnie chciała wracać na Białoruś, ale tamtejsi pogranicznicy im to uniemożliwiali. W pewnym momencie jeden z tych mężczyzn (ten, który później zmarł) miał zacząć zachowywać się "dziwnie". - Do tego stopnia niepokojący, że wykonano telefon do jego rodziny z pytaniem, czy ta osoba zażywa narkotyki. Ktoś z rodziny miał powiedzieć, że nie - informował szef MSWiA.

Kamiński nie chciał wchodzić w szczegóły. Powiedział jedynie, że "są pewne okoliczności, które będą starannie analizowane w związku z informacjami nam przekazanymi przez obywateli, którzy towarzyszyli Irakijczykowi w ostatniej podróży". Sekcja zwłok tego mężczyzny "będzie niezwykle drobiazgowa" i zarządzona "w wielu kierunkach". Zlecone mają być również badania toksykologiczne.

Szef MSWiA wyjaśnił, odpowiadając na pytanie reportera TOK FM Tomasza Fenske, że towarzyszący zmarłemu Irakijczykowi mężczyźni mówili, iż miał on otrzymać od białoruskiego pogranicznika pigułkę, która miała mu pomóc, kiedy będzie mu zimno.

"Nie wprost, ale sugestia, że migranci mogą otrzymywać toksyczne substancje" - zauważył Fenske.

Dziennikarze bez dostępu 

Obecni na konferencji dziennikarze zwracali uwagę, że w obecnej sytuacji de facto nie ma możliwości zweryfikowania tego, co przekazują przedstawiciele polskich władz i polskich służb. Media nie są bowiem wpuszczane na teren objęty stanem wyjątkowym. 

Szef MSWiA utrzymywał jednak, że "dziennikarze mogą relacjonować na granic tej strefy [objętej stanem wyjątkowym - red.] i w niczym to nic nie zmienia". Przekonywał, że w pasie przygranicznym w obecnej sytuacji "nie powinny się znajdować osoby postronne". 

Kiedy dziennikarz Radia Zet Jacek Czarnecki zaproponował, że można by wprowadzić pewne przepustki dla mediów - Kamiński odparł krótko: "Nie wiem, dlaczego uważa pan, że bezpośrednio w strefie granicznej muszą się znajdować dziesiątki dziennikarzy". - Tam są uzbrojeni funkcjonariusze, na Boga, proszę was bądźcie odpowiedzialni - mówił Kamiński. - To, że będziecie kilometr dalej relacjonowali wydarzenia to naprawdę nie jest niedogodnością - dodał.

Stan wyjątkowy został wprowadzony na 30 dni. Pod koniec miesiąca ma być decyzja o ewentualnym jego przedłużeniu. 

DOSTĘP PREMIUM