"Dla mnie to po prostu morderstwo". Prawnik o śmierci trzech migrantów na granicy z Białorusią

Trzy osoby, których ciała znaleziono w niedzielę przy polsko-białoruskiej granicy, zmarły z powodu wychłodzenia - potwierdził premier Mateusz Morawiecki. Zdaniem Witolda Klausa ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, odpowiedzialność za śmierć trzech migrantów ponosi polski rząd. - To, co pan premier nazywa tragicznym odkryciem, dla mnie jest po prostu morderstwem - stwierdził w TOK FM.
Zobacz wideo

W niedzielę w rejonie przygranicznym między Polską a Białorusią znaleziono ciała trzech osób, które zmarły z powodu wychłodzenia i wycieńczenia. - W ostatnich godzinach dokonane zostało odkrycie, które jest oczywiście odkryciem tragicznym. Doszło do tego, że osoby, które przekroczyły polską granicę, na skutek hipotermii, wycieńczenia, trzy takie osoby zmarły - powiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki.

Witold Klaus ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej mówił w TOK FM, że odpowiedzialność za śmierć trzech migrantów ponosi polski rząd. - O tym, co dzieje w pasie przygranicznym z Białorusią, mówimy z organizacjami społecznymi od dawna. Informujemy, że polskie służby graniczne na zlecenie premiera i ministra spraw wewnętrznych wyłapują osoby, które są uwięzione w pasie przygranicznym, następnie wsadzają je do ciężarówek, odwożą na granicę i wypychają na Białoruś. Więc to, co pan premier nazywa tragicznym odkryciem, dla mnie jest po prostu morderstwem, które zostało dokonane na polecenie pana premiera i ministra spraw wewnętrznych. To oni polecają, żeby osoby, które błąkają się  od dawna bez jedzenia i w nieodpowiednich ubraniach, tam zamarzały. To jest ich odpowiedzialność - ocenił.

Prowadzący audycję Maciej Zakrocki zwrócił uwagę, że to bardzo poważne oskarżenia, po czym zapytał, skąd Witold Klaus wie, że w pasie przygranicznym ma miejsce wyłapywanie migrantów i odsyłanie do Białorusi. - Jesteśmy tam obok, nie możemy wejść w strefę objętą stanem wyjątkowym, ale zdarzało nam się spotykać osoby, które poza tę strefę wyszły. Natknęliśmy się na grupę, w której jedna z kobiet była w bardzo złym stanie, wezwaliśmy do niej karetkę, ponieważ polskie służby im tego odmówiły. Ta kobieta została przez Straż Graniczną wzięta ze szpitala i odstawiona gdzieś na granicę, mimo że jej stan był poważny. Więc to są działania, które są przez nas dobrze udokumentowane i dzieją się co najmniej od półtora miesiąca - zapewnił.

Dziennikarz TOK FM przypomniał, że polskie służby graniczne podają informacje, które temu przeczą. W niedzielę informowały, że przeprowadziły akcję ratowniczą na bagnach w rozlewisku rzeki Supraśl przy granicy polsko-białoruskiej, gdzie ugrzęzło ośmioro migrantów. Siedmioro z nich ze względu na zły stan zostało przewiezionych do szpitala.

- Ja się cieszę, że Straż Graniczna wyratowała tych ludzi z bagien pod Supraślem, ale to jest jej obowiązek, bo każdy z nas go ma, gdy ktoś jest w niebezpieczeństwie. Nieudzielenie pomocy jest przestępstwem. Natomiast sami spotkaliśmy się z sytuacją, że inna grupa (migrantów) została wywieziona w sam środek Puszczy Białowieskiej i tam porzucona w okolicy bagien. To było pod koniec sierpnia. Więc widać, że te działania SG są różnorodne. Może funkcjonariusze, którzy natknęli się na grupę na bagnach pod Supraślem, to byli ludzie, którzy mieli serce i zastosowali się do przepisów prawa - stwierdził.

Na pytanie, czy złoży zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez polskie władze i służby graniczne, Witold Klaus odpowiedział, że to działanie pozbawione sensu. - Chodzi o to, że prokuratura jest silnie upolityczniona. W związku z tym prawdopodobieństwo, że taka sprawa znalazłaby finał w sądzie, jest niewielkie. Pojawia się pytanie, czy jest sens marnować siły i środki na działania, które są mało skuteczne. Wolimy pomagać na miejscu osobom, które tego wymagają - tłumaczył.

Jak dodał, służby graniczne i rząd informują o trzech osobach, które zmarły z wychłodzenia i wycieńczenia, jednak może być ich więcej. Przypomniał, że te informacje trudno zweryfikować, bo odkąd wprowadzono stan wyjątkowy w pasie przygranicznym z Białorusią, dziennikarze i organizacje społeczne nie wiedzą, co tam tak naprawdę się dzieje.

DOSTĘP PREMIUM