Sąd w Przemyślu naprawił swój błąd. Ubezwłasnowolniony mężczyzna nie musi płacić grzywny

Sąd w Przemyślu uniewinnił 56-letniego mężczyznę od zarzutu kradzieży. Pan Piotr jest osobą z niepełnosprawnością intelektualną i od wielu lat pozostaje ubezwłasnowolniony. Policja jedynie na podstawie niewyraźnego filmu z miejskiego monitoringu oskarżyła go o kradzież roślin z jednego z osiedlowych skwerów.
Zobacz wideo

Policja wyłącznie w oparciu o nagranie z monitoringu skierowała do sądu wniosek o ukaranie pana Piotra. Napisano w nim, że "dokonał kradzieży krzewów ozdobnych o wartości 95 zł, na szkodę Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej". Sąd pomimo tego, że miał z policji informację o ubezwłasnowolnieniu mężczyzny, wydał wyrok nakazowy. Zasądzono 200 zł grzywny i 95 zł tytułem zwrotu kosztów za wyrwane rośliny.

- Sąd, rozpoznając sprawę, przez niedopatrzenie nie zauważył, że osoba obwiniona jest całkowicie ubezwłasnowolniona i ma opiekuna prawnego. Opiekun odebrał odpis wyroku i w ustawowym terminie złożył sprzeciw - poinformowała nas w lipcu rzecznik sądu sędzia Małgorzata Reizer.

Ewa Tustanowska, siostra pana Piotra, od początku mówiła policjantom, że jej brat jest niewinny. Bo po pierwsze: nigdy w nocy nie wychodzi z domu, a do kradzieży miało dojść 8 maja o godz. 1.32 w nocy. Po drugie: po obejrzeniu zapisu monitoringu przekonywała, że to nie jej brat, że on ma inny sposób chodzenia. Pan Piotr ma problemy z chodzeniem, jest osobą z porażaniem mózgowym. Porusza się w bardzo charakterystyczny sposób, inny niż mężczyzna na filmie.

Ostatecznie wczoraj (20 września) - po kilku miesiącach oczekiwania na rozpoznanie sprawy - sąd uznał, że mężczyzna jest niewinny. - Sędzia pokazała monitoring i stwierdziła, że to na pewno nie jest mój brat. Kamień spadł nam z serca. Nie będzie żadnej grzywny - mówi Ewa Tustanowska.

"W tej sprawie chodziło o sprawiedliwość"

Jak dodaje nasza rozmówczyni, od początku chodziło jej nie o pieniądze, ale o sprawiedliwość, bo osoba ubezwłasnowolniona w ogóle nie powinna mieć sprawy w sądzie. - Dlaczego miałabym płacić - w imieniu brata - za coś, czego nie zrobił? Ta sprawa pokazuje, że można oskarżyć człowieka tak naprawdę bez dowodów. Mówiąc inaczej, wychodzi na to, że trzeba mieć w domu monitoring, by w razie takiego oskarżenia móc udowodnić policji, że w nocy spaliśmy, a nie wędrowaliśmy po mieście. Przecież to absurd - ocenia Ewa Tustanowska.

Pan Piotr, który mówi jedynie pojedyncze słowa, a jego percepcja jest na poziomie dziecka, nie rozumiał, co się dzieje wokół niego. Gdy był wezwany na przesłuchanie, poszedł z siostrą i z dyrektorką ośrodka, do którego na co dzień uczęszcza. Panie przekazały mu, że to forma wycieczki, że idzie zwiedzić komendę policji.

W trakcie postępowania przed sądem słyszał słowa siostry, że coś się dzieje, że ktoś mu coś zarzuca. - Słyszał i się denerwował. Mówił, że nic nie zrobił, że to nie on. Gdy rozmawiałam z kimś przez telefon już po wyroku, też zaczął mówić, że to nie on. Powiedziałam mu, że sąd przyznał, że to nie on, że on był grzeczny i niczego złego nie zrobił. To go uspokoiło - opowiada pani Ewa.

Od początku wiązała sprawę z tym, że regularnie protestuje na ulicach Przemyśla: czy to przed biurami PiS, czy w obronie wolnych sądów. - Nie mamy na to dowodów, ale przypuszczamy, że jedno z drugim może mieć związek. Bo wiedzą, kim jest Ewa, kiedyś była legitymowana - mówiła nam jedna z jej znajomych. - Dużo nas to kosztowało nerwów, ale najważniejsze, że sprawiedliwość zwyciężyła - podsumowuje pani Ewa.

DOSTĘP PREMIUM