Uchodźcy z Usnarza nie zniknęli. Od 42 dni koczują przy granicy. "Błagają o schronienie"

Mimo stanu wyjątkowego Fundacja "Ocalenie" jest w stałym kontakcie telefonicznym z grupą 32 osób, które od wielu tygodni koczują w miejscowości Usnarz Górny. Migranci błagają polskie władze o pomoc. - Bardzo was prosimy, żebyście pomogli nam wydostać się z tego miejsca - usłyszeli ostatnio od jednego z nich.
Zobacz wideo

- Nie spodziewałem się, że dożyję takich czasów. Że w moim kraju będą się działy tak drastyczne przykłady naruszeń praw człowieka. Że będą wystawione na śmierć niewinne osoby - mówi nam Piotr Skrzypczak ze Stowarzyszenia "Homo Faber", który - razem z innymi aktywistami - regularnie jest w rejonie przygranicznym (poza strefą stanu wyjątkowego) i stara się pomagać potrzebującym.

Jeszcze kilka tygodni temu cały kraj żył losami uchodźców, którzy zatrzymali się w miejscowości Usnarz Górny, przy polsko-białoruskiej granicy. Początkowo media mogły ze stosunkowo bliskiej odległości obserwować to, co się z nimi dzieje. Na miejscu byli też aktywiści - działacze organizacji niosących pomoc uchodźcom. Szybko jednak cudzoziemcy zostali szczelnie zasłonięci przez Straż Graniczną. Na miejscu było też wojsko. Po wprowadzeniu stanu wyjątkowego opinia publiczna de facto straciła możliwość śledzenia ich losów. 

Jak ujawniła Fundacja "Ocalenie", aktywiści mają z grupą z Usnarza kontakt telefoniczny. Na profilu organizacji pojawiły się dwie rozmowy nagrane w ostatnich dniach. 

- Jeśli zostaniemy tu i umrzemy, to wtedy zajmiecie się naszymi trupami? - pytał we wtorek Masoud, jeden z migrantów

- 32 osoby siedzą tam już 42 dzień. Zmarznięci, głodni i w bardzo złym stanie. Trzy dni i noce cały czas pada i wszystkie namioty są mokre, i wszystkie nasze rzeczy też - mówi dalej Masoud. - Bardzo was prosimy, żebyście pomogli nam wydostać się z tego miejsca. Dajcie nam, chociaż na jakiś czas schronienie, żebyśmy nie umarli. Prosimy naród polski, żebyście prosili swój rząd, żeby nam pomogli - dodaje w rozmowie z telefonicznej.

- Zwykle przez telefon rozmawiał z nami inny z mężczyzn, ale tym razem nie miał siły, więc przekazał telefon Masoudowi. Powiedzieli nam, że boją się, że w ciągu 2-3 dni, jeśli warunki pogodowe zostaną takie, jakie są, to po prostu poumierają. Wszystko jest mokre. Są osoby, które już się nie podnoszą, cały czas leżą, sytuacja jest bardzo ciężka - relacjonuje Kalina Czwarnóg z Fundacji "Ocalenie".

Polski rząd stoi twardo na stanowisku, że nie będzie wpuszczać nielegalnych migrantów, przerzucanych w ramach - jak twierdzi - tzw. wojny hybrydowej przez Białoruś do Polski. Trzy osoby na polsko-białoruskiej granicy już zmarły - co oficjalnie w weekend potwierdziła Straż Graniczna, a później (w poniedziałek) także premier Mateusz Morawiecki. Pojawiają się też informacje o czwartej ofierze - kobiecie, której zwłoki miały zostać znalezione po stronie białoruskiej, tuż przy pasie granicznym.

- Uważamy, że postępowanie polskich władz jest po prostu okrutne. Już pomijając to, że łamie się prawo międzynarodowe, konwencję genewską czy polską konstytucję, to zwyczajnie jako kraj zachowujemy się nieludzko - ocenia Czwarnóg. - Mi to niestety przypomina historie, które znam tylko z książek o tym, jak dobrymi ojcami czy mężami byli w swoich domach strażnicy z obozów koncentracyjnych. Jesteśmy po pierwszych zgonach osób, które szukały schronienia i pomocy. Niestety, jeśli nic się nie zmieni, to będzie to tylko początek listy wielu ofiar, które jeszcze nadejdą - dodaje.

Migranci w Usnarzu nie są jedyni

Do aktywistów, którzy są przy granicy - poza strefą stanu wyjątkowego - niemal codziennie dochodzą informacje o kolejnych grupach migrantów, znajdowanych w lesie czy na polach. O ludziach, którzy też są wycieńczeni, głodni, mokrzy, niejednokrotnie chorzy. Liczą na pomoc, ale jej nie dostają. Mimo tego, że podpisują w obecności prawnika wnioski o nadanie statusu uchodźcy - są wypychani na Białoruś. Mówiła nam o tym ostatnio m.in. Marysia Złonkiewicz z Grupy "Chlebem i Solą"

- Nigdy nie myślałem o tym, że będę poświęcał swój czas na pomoc ludziom ukrywającym się w lasach. Skojarzenia są jednoznaczne. Nie będę odwoływał się do argumentów II wojny światowej, ale niestety te obrazki pojawiają się w naszych głowach - mówi Piotr Skrzypczak, od lat zajmujący się tematyką przestrzegania praw człowieka.

DOSTĘP PREMIUM