To oni pomagają migrantom na granicy z Białorusią. "Głos mi się łamie, jak opowiadam o ich historiach"

To do nich zgłaszają się mieszkańcy przygranicznych terenów, jeśli słyszą o cierpiących w lasach migrantach. Oni zbierają koce, przywożą ciepłe herbatę, a nie raz oddają potrzebującym ludziom swoje ubrania. - Nie spodziewałem się, że będę poświęcać swój czas na bezpośrednią pomoc ludziom ukrywającym się w lasach - mówi jeden z członków grupy Granica.
Zobacz wideo

"Granica" to grupa nieformalna, która zawiązała się w odpowiedzi na sytuację na polsko-białoruskiej granicy. Są w niej osoby, które od lat pomagają uchodźcom i migrantom. Aktywiści, prawnicy czy fotografowie. Jak mówią, razem mają większą siłę. Sygnały o tym, że gdzieś w lesie czy w polu ukrywa się grupa migrantów dostają z różnych źródeł. O szczegółach nie mówią, by nikomu nie zaszkodzić, ale wiadomo, że są to m.in. sygnały z zagranicy. Starają się docierać w każde miejsce, gdzie ktoś na szybko potrzebuje pomocy.

Ludzie chcą pomagać

Po tym, jak Straż Graniczna poinformowała najpierw o śmierci trzech osób na terenie Polski, a w piątek o zgonie kolejnej osoby, do wolontariuszy i aktywistów coraz częściej dzwonią Polacy, nawet ze strefy stanu wyjątkowego, z pytaniami jak pomóc.

Aktywiści organizują aktualnie zbiórkę darów rzeczowych - kurtek, swetrów, ciepłych spodni, czapek, szalików, termosów czy polarowych koców. Szczegóły są na stronach i profilach społecznościowych m.in. Stowarzyszenia Interwencji Prawnej czy "Homo Faber".

"Głos mi się łamie, jak o tym opowiadam"

Jednym z członków grupy Granica jest Piotr Skrzypczak ze stowarzyszenia "Homo Faber". Brał udział m.in. w pomocy 10-osobowej grupie - w tym dziewięciu osób, które uciekły z Konga, gdzie trwa wojna domowa. - Spotkaliśmy ich w lesie. Daliśmy im jedzenie, otuliliśmy ich specjalnymi kocami, sprawdziliśmy, czy zdrowotnie są w stanie funkcjonować. Niektórzy byli w klapkach, z gołymi stopami, jedna z kobiet - bez buta - opowiada Skrzypczak i dodaje, że aktywiści wysłuchują często przerażających historii.

- Głos mi się łamie, jak o tym opowiadam. Kobieta relacjonowała, jak na jej oczach zabito jej rodziców. Są też opowieści o torturach czy gwałtach. Cudzoziemcy wypełnili pełnomocnictwa dla adwokata, sfotografowaliśmy się z nimi, by nikt nie zarzucił, że ich w Polsce nie było - mówi Piotr Skrzypczak.

Straż Graniczna przyjeżdża na miejsce i...?

Aktywista dodaje, że ostatecznie - w porozumieniu z potrzebującymi pomocy migrantami - wezwano Straż Graniczną, wierząc w to, że gdy wszystko jest już tak mocno udokumentowane, to nikt nie wypchnie ich na stronę białoruską. - Kongijczyków i Kameruńczyka zabrano, ładując ich trochę jak towar na ciężarówkę Straży Granicznej. Obiecano nam, że pojadą na placówkę SG poza strefą stanu wyjątkowego i że tam zostaną dopełnione wszystkie procedury, że będą mogli złożyć wnioski o ochronę międzynarodową. My pojechaliśmy na placówkę, czekaliśmy półtorej godziny w nocy i... przyjechała ciężarówka, ale już pusta - opowiada aktywista, od lat działający na rzecz praw człowieka.

Migranci następnego dnia ponownie skontaktowali się z grupą Granica. - Powiedzieli nam, że zostali pozbawieni swoich rzeczy. Wcześniej kazano im podpisać - bez udziału tłumacza - jakieś polskie dokumenty i wywieziono ich do lasu, z próbą przepchnięcia za granicę. Ale białoruscy żołnierze zaczęli strzelać im pod nogi i znów znaleźli się w Polsce - mówi.

W ocenie naszego rozmówcy, to co dzieje się na granicy to łamanie praw człowieka i bestialstwo. - Mam nadzieję, że kiedyś będzie to rozliczone i sprawcy zostaną wsadzeni do więzienia. Bo to się nie mieści w głowie. Osoba w więzieniu ma dużo lepszą sytuację i wie, na czym stoi - mówi Piotr Skrzypczak.

Jak tłumaczy, aktywiści ponownie podjęli próbę znalezienia migrantów w lesie, ale tym razem to się nie udało. - Pisali nam smsy, że chcą umrzeć, że nie przetrwają nocy, że marzą o tym, by wrócić nawet do swojego kraju, gdzie trwa wojna - opowiada. - Nie spodziewałem się, że będę poświęcać swój czas na bezpośrednią pomoc ludziom ukrywającym się w lasach - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM