Czeski dziennikarz nieobsłużony w barze w Bogatyni. "Napięcie widać po stronie polskiej, nie czeskiej"

Widać, że jeżeli jest napięcie w kwestii Turowa, to głównie po stronie polskiej, nie czeskiej. Czeski postulat jest taki, żeby kopalnia wzięła na siebie odpowiedzialność za efekty uboczne swojej pracy - mówił w TOK FM Jakub Medek.
Zobacz wideo

Trwa konflikt Polski z Czechami na temat kopalni w Turowie. Nasi sąsiedzi domagają się zamknięcia kopalni, która ich zdaniem, degraduje ich środowisko. W tej sprawie wypowiedziały się też organy unijne. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zobowiązał Polskę do zapłaty na rzecz Komisji Europejskiej okresowej kary pieniężnej w wysokości 500 tysięcy euro dziennie, począwszy od dnia doręczenia Polsce postanowienia.  Polska upiera się, że kopalni nie zamknie. W Pradze trwają – na razie bezskuteczne – negocjacje polsko-czeskie w sprawie Turowa.

W TOK FM o tym konflikcie opowiadał Jakub Medek, dziennikarz radia i ekspert od spraw czeskich. – Mam taką informację z ostatniej chwili. Dość ponurą. Mój kolega, czeski dziennikarz Filip Harzer był dzisiaj w Bogatyni. Odwiedził słynny bar, na którym nalepiono plakat, że "Czechów nie obsługujemy". Chciał zjeść i odmówiono mu obsługi. Widać, że jeżeli jest napięcie w kwestii Turowa, to głównie po stronie polskiej, nie czeskiej – opowiadał Medek.

Relacjonował, że przed programem rozmawiał z Martinem Putą, marszałkiem Kraju Libereckiego, czeskiego "województwa", które przylega do Polski. – On był zdziwiony tą narracją. Z jego informacji wynika, że właściciel baru jest związany z kopalnią w Turowie. Natomiast w jego opinii to jednostkowa reakcja, która wynika z niezrozumienia, o co chodzi Czechom w tym sporze. Dodał – sarkastycznie – iż jego rodacy raczej nie są klientami tego konkretnie miejsca -  mówił dziennikarz TOK FM.

Zdaniem Medeka, zrozumiały jest lęk mieszkańców regionu o potencjalnej utracie miejsc pracy, natomiast wynika on głownie z narracji, którą prowadzą polskie władze. – Czesi nie chcą zamykania kopalni i elektrowni. Od 2018 roku mówią, że czescy mieszkańcy okolic Turowa cierpią, bo przez nią mają problemy choćby z dostępem do wody, pękają ich budynki, narażeni są na hałas i pył. Dlatego domagają się rekompensaty za te szkody. To jest czeski postulat, żeby kopalnia wzięła na siebie odpowiedzialność za efekty uboczne swojej pracy – podsumował Medek.  

DOSTĘP PREMIUM