"Strażnicy idą na L4, są przerażeni tym, co każe im się robić". Aktywista o sytuacji przy granicy z Białorusią

Michał Borkiewicz z Inicjatywy Chlebem i Solą uważa, że w lasach przy granicy z Białorusią może przebywać od kilkudziesięciu do nawet 200 migrantów. Jak mówił w TOK FM, jakiekolwiek kontakty z tymi ludźmi są coraz bardziej utrudnione. - Są im zabierane telefony, niszczone kamery, gniazda doładowania. To robi polska Straż Graniczna - stwierdził. Równocześnie podkreślił, że część strażników "jest niesamowicie sfrustrowanych tą sytuacją, nie chcą tego robić".
Zobacz wideo

Od momentu wprowadzenia stanu wyjątkowego w 183 gminach przy granicy polsko-białoruskiej dziennikarze nie są wpuszczani na teren przygranicznego pasa. Informacje na temat tego, co się tam dzieje docierają ze strony mieszkańców, działaczy, którzy zajmują się pomocą migrantom. Komunikaty publikuje też Straż Graniczna.

Jak mówił w TOK FM Michał Borkiewicz z Inicjatywy Chlebem i Solą, która współtworzy Grupę Granica, przy granicy jest "od kilkudziesięciu do nawet 200 osób". - Rzeczywista sytuacja jest trudna do oszacowania, bo Straż Graniczna podaje codziennie informacje w oparciu o kompletną manipulację. Podaje statystyki mówiące o tym, że zapobiegła iluś tam próbom przekroczenia granicy dziennie - od 100 do 300. Natomiast my zdajemy sobie sprawę z tego, że to nie jest "zapobieganie przekroczenia granicy". (...)  To są ludzie wyłapywani w polskich lasach, wielokrotnie wyłapywani,  więc jeśli mamy (w komunikacie SG - red.) podaną liczbę 200, to prawdopodobnie ponad połowa tych ludzi już wcześniej miała kontakt z polskimi służbami, była na terytorium Polski - podkreślał w rozmowie z Karoliną Głowacką.

Ilustracją procederu mogą być m.in. informacje, które przekazali aktywistom mężczyźni z grupy znalezionej w miniony poniedziałek kolo Kuźnicy. - Ci ludzie mówili, że byli zwracani z terytorium Polski 21 razy i znajdują się w tych lasach od kilku tygodni. Za każdym razem, gdy polska SG wyłapuje ich kilka kilometrów od polskiej granicy, nie otrzymują pomocy medycznej, ani nie mają możliwości ubiegać się o status (uchodźcy). Są po prostu ładowani do ciężarówek wojskowych i wywożeni w środek lasu - powiedział Borkiewicz.

"Wielu strażników jest niesamowicie sfrustrowanych tą sytuacją"

Aktywista zasugerował też, że polska SG dopuszcza się niszczenia telefonów należących do ludzi, których wyłapuje w lasach przy granicy z Białorusią.

To jeden z powodów, dla których kontakty z migrantami są bardzo utrudnione, nawet jeśli aktywiści spotykając tych ludzi otrzymują od nich numery telefonów. - Kontakty są utrudnione. Są im zabierane telefony, niszczone kamery, gniazda doładowania. To robi polska Straż Graniczna. Więc ci ludzie nawet nie mogą wezwać pomocy, gdy ktoś umiera. A wiemy, że takie przypadki się zdarzają i będą zdarzać. Jesteśmy przerażeni, przecież idzie zima - mówił gość TOK FM.

Jak wspominał, początkowo - ponad miesiąc temu, gdy działacze organizacji pozarządowych zjawili się przy granicy, w związku z sytuacją ludzi koczujących w Usnarzu Górnym - relacje między aktywistami i strażnikami granicznymi wyglądały inaczej. - Na początku współpraca przebiegała bardzo fajnie, problemy zaczęły się, gdy zaczęły przychodzić polecenia i decyzje "z góry". Od tego czasu dowiadywaliśmy się, że np. nasze pełnomocnictwa do reprezentowania (osób znalezionych np. w lesie) są nieważne. Co jest niezgodne z prawdą i bezprawne. Nie były nam udzielane żadne informacje na temat zatrzymanych. Kompletne bezprawie na zlecenie - nie ukrywajmy tego - przełożonych, czyli rządu - ocenił Borkiewicz.

Według działacza Inicjatywy Chlebem i Solą także część strażników jest niezadowolonych z obecnej sytuacji. - Wielu strażników, głównie pracujących od lat w strefie przygranicznej na Podlasiu, jest niesamowicie sfrustrowanych tą sytuacją. Nie chcą tego robić, idą na L4. W wielu przypadkach mieliśmy poczucie, że oni po prostu są przerażeni tym, co każe im się robić - stwierdził.

Grupę Granica, do której należy Inicjatywa Chlebem i Solą, stworzyli działacze organizacji, które od lat zajmują się pomocą i wsparciem dla uchodźców, imigrantów. - Dołączyło do nas mnóstwo niezależnych aktywistów, dziennikarzy - dodał Michał Borkiewicz.

DOSTĘP PREMIUM