Rząd oskarża uchodźców o pedofilię. Socjolog: Rozbudza w Polakach lęki, powstrzymuje empatię

Polskie służby ujawniły treści z telefonów części migrantów na granicy polsko-białoruskiej, oskarżając ich o pedofilię i zoofilię. - To sposób na powstrzymanie empatycznych reakcji społeczeństwa, kiedy dopływają do nas kolejne informacje o osobach, które zmarły, próbując przekroczyć granicę Polska. Celem rządu jest to, żebyśmy nie zadawali pytań o tych ludzi, którzy giną na granicy - ocenił prof. Michał Bilewicz, psycholog społeczny i socjolog.
Zobacz wideo

Na poniedziałkowej konferencji szef MSWiA Mariusz Kamiński przedstawił zdjęcia z karty SD, które miały zostać znalezione przez polskich funkcjonariuszy na jednym ze szklaków migracyjnych. - Ze zdjęć, które sobie zachowali (migranci), wynika że mają doświadczenie bojowe, że brali udział w różnego typu paramilitarnych organizacjach na Bliskich Wschodzie, że są wyszkoleni w tym zakresie - mówił szef MSWiA.

Poinformował także, że część zdjęć, które zostały pokazane na konferencji, były skasowane, ale zostały odzyskane przez służby. Przyznał, że te osoby znajdują się w ośrodkach zamkniętych pod ścisłą izolacją i kontrolą polskich służb. - Będziemy wyjaśniali, czy osoba, która miała przy sobie zdjęcia i filmy z dekapitacji, czyli z odcięcia głowy ofierze, była bezpośrednim świadkiem i uczestnikiem tego wydarzenia, w jakim celu przechowywała te materiały. Każdy z tych wątków będziemy wyjaśniali i niektóre z nich będą się kończyły w prokuraturze. Tak jak chociażby sprawa posiadania, rozpowszechniania czy też - w jednym z tych wypadków - uczestnictwa w sytuacjach związanych z pedofilią, z pornografią pedofilską, z pornografią zoofilską - przekazał Kamiński. Jak dodał, wydaje się, że jeden z posiadaczy zdjęć jest także bohaterem niektórych ujęć o charakterze pedofilskim.

Jednak zdaniem prof. Michała Bilewicza z Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, gościa "TOK 360", to czysty zabieg propagandowy rządu. - Jest to dla mnie ewidentne, że rząd po raz kolejny rozbudza w Polakach lęki przed gwałtami i seksualizacją, przedstawiając migrantów jako zagrażających polskim rodzinom i dzieciom – mówił w TOK FM. Jak dodał, rząd zdecydował się na taki ruch, by jeszcze bardziej zmniejszyć akceptację Polaków dla uchodźców i uzasadniać wniosek o przedłużenie stanu wyjątkowego na pograniczu z Białorusią, który we wtorek ma rozpatrywać.

- To sposób na powstrzymanie empatycznych reakcji społeczeństwa, kiedy dopływają do nas kolejne informacje o osobach, które zmarły, próbując przekroczyć granicę Polska. Celem rządu jest to, żebyśmy nie zadawali pytań o tych ludzi, którzy giną na granicy - ocenił w rozmowie z Wojciechem Muzalem.

Przypomniał o 16-latku, który zmarł w nocy, o czym informowała Fundacja Ocalenie. Chłopiec wraz z rodziną miał przedostać się w piątek do Polski, ale – mimo że był w ciężkim stanie – został wypchnięty przez polskich pograniczników na stronę białoruską.

"Zdziczenie obyczajów"

Jak dodał ekspert, pokazywanie zdjęć, które mają udowodnić uchodźcom zoofilię i pedofilię, jest "objawem zdziczenia politycznych obyczajów w Polsce". - Także w służbach, bo one jeśli chcą działać efektywnie, powinny działać po cichu. No jeżeli rzeczywiście jest tak, że znaleziono (wśród uchodźców) osoby powiązane z terrorystami, to służby powinny po cichu weryfikować, czy tym osobom należy się ochrona międzynarodowa. Tutaj urządzono natomiast jakiś dziwaczny show przed kamerami, gdzie pokazano informacje o rzekomych zoofilskich czy pedofilskich materiałach osób, które przekroczyły polską granicę - stwierdził.

Zauważył, że poziom niechęci Polaków do uchodźców jest bardzo wysoki. - Już niestety jest bardzo źle i jeszcze może się pogorszyć. Oczekiwałbym od państwa bardziej odpowiedzialnej polityki, ale propaganda, którą dzisiaj oglądaliśmy, miała na celu zablokowanie empatii Polaków - zakończył gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM