Zastępczyni RPO: Nie możemy sobie pozwolić, żeby na granicy wydarzyła się jeszcze jedna śmierć

Zwróciłam się do służb granicznych, żeby były wyposażone w odpowiednie środki medyczne, jedzenie, picie, koce - czego do tej pory nie ma. Żeby w sytuacji dramatycznej można było ratować ludzi - mówiła w TOK FM dr Hanna Machińska. Zastępczyni RPO nie chciała komentować poniedziałkowej konferencji min. Mariusza Kamińskiego. - To bolesne. Mamy inny obraz - stwierdziła.
Zobacz wideo

Grupa kilkunastu aktywistów od wczoraj okupuje siedzibę zarządu głównego Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie. Domagają się natychmiastowego wysłanie misji pomocowej na granicę z Białorusią, zorganizowania akcji poszukiwawczej i identyfikacyjnej migrantów, którzy zaginęli po przekroczeniu granicy oraz zbadania, czy PCK dopuściło się zaniechań w niesieniu pomocy w trwającym kryzysie migracyjnym.

Akcję krytykowała w TOK FM dr Hanna Machińska, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. - Strajk okupacyjny w siedzibie PCK nie jest właściwą formą protestu. Lepsza byłaby petycja do nowego prezesa, dialog, rozmowa – oceniła w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Wskazała, że teraz należy się skupić na dramatycznej sytuacji migrantów na granicy z Białorusią. Machińska nie chciała się też odnosić do poniedziałkowej konferencji prasowej ministra Mariusza Błaszczaka, na której szef MSWiA pokazywał materiały z telefonów uchodźców mające świadczyć o tym, że są powiązani z terrorystami, mają skłonności pedofilskie czy zoofilskie.

– Zostawmy to kompletnie na boku. Te obsceniczne obrazy. To bolesne. Mamy inny obraz. Proszę nas zwolnić, nas wiąże pewna tajemnica, jeśli chodzi o to, co widzieliśmy, bo takie są reguły stanu wyjątkowego. Mogę za to powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że tam są ludzie, którzy dramatycznie potrzebują wszelkiej pomocy – przekonywała gościni TOK FM.

Machińska zapowiedziała, że jej instytucja zwróci się z pismem do premiera, w którym zaapeluje o przemyślenie kwestii proporcjonalności środków użytych w tej sytuacji. – Czy była możliwość zastosowania łagodniejszych środków niż stan wyjątkowy. Czy one odpowiadają stanowi zagrożenia. My uważamy, że ważne byłoby przekazanie prawdziwego obrazu sytuacji, który jest na miejscu – wskazała i dodała, że RPO zaapeluje do służb, aby do strefy stanu wyjątkowego wpuszczać dziennikarzy. Rozmówczyni Dominiki Wielowieyskiej zapewniła, że ludzie z biura RPO będą jeździć na teren przy polsko-białoruskiej granicy i kontrolować pracę służb.

Metoda "push-back nie jest zgodna z prawem"

Dziennikarka dopytywała, czy stosowana przez straż graniczną metoda push-back, czyli odstawianie osób, które nielegalnie przekroczyły granicę, z powrotem tam skąd przybyły, jest legalna.  – To nie jest zgodne z prawem. Mamy bardzo ważną opinię OBWE. Ona dotyczy rozporządzenia (o czasowym zawieszeniu ruchu granicznego) ministra MSWiA i projektu zmiany ustawy o cudzoziemcach.  Opinia jest w swojej wymowie dramatyczna. OBWE wyraźnie mówi, że rozporządzenie nie powinno wejść w życie, bo narusza wiele procedur międzynarodowych – wyjaśniała Machińska.

W tym kontekście Wielowieyska przypomniała rozstrzygnięcie Wielkiej Izby Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wobec Hiszpanii. Orzeczono, że tamtejsze służby nie złamały prawa, gdy zastosowało taką metodę wobec dwóch migrantów, którzy próbowali się dostać do hiszpańskiej enklawy Melilla w północnej Afryce, wspinając się na płot graniczny. Zdaniem Machińskiej sytuacja w Polsce jest inna. – Migranci tutaj nie mogą się dostać do legalnego przejścia granicznego. Weźmy choćby osoby w Usnarzu Górnym. Legalne przejście znajduje się 50 kilometrów od nich. Oni tam nie dojdą, a białoruskie służby ich tam nie przewiozą. To są zabłąkani ludzie. Przyjdzie czas, że Europejski Trybunał Praw Człowieka będzie rozstrzygał te sprawy – wyjaśniała ekspertka.

Na koniec rozmowy dr Machińska podkreśliła, że sytuacja - wczoraj poinformowano o śmierci 16-letniego uchodźcy - na granicy jest dramatyczna. - Nie możemy sobie pozwolić, żeby wydarzyła się jeszcze jedna śmierć. Zwróciłam się do służb granicznych, żeby były wyposażone w odpowiednie środki medyczne, jedzenie, picie, koce - czego do tej pory nie ma. Żeby w sytuacji dramatycznej można było ratować ludzi – wskazała.

DOSTĘP PREMIUM