Sejmowa komisja ws. śmierci po interwencjach policjantów odwołana. Nie przyszedł nikt z policji i MSWiA

Sejmowa komisja spraw wewnętrznych i administracji kolejny raz zebrała się w sprawie zgonów trzech mężczyzn, do których doszło po interwencji dolnośląskiej policji. Do dwóch zdarzeń doszło we Wrocławiu, do kolejnego w Lubinie. Posiedzenie zostało odwołane, bo do Sejmu nie pofatygował się nikt z policji.
Zobacz wideo

Sejmowa komisja administracji i spraw wewnętrznych miała zająć się rozpatrzeniem i zaopiniowaniem wniosku opozycji o przedstawienie na posiedzeniu Sejmu informacji szefa MSWiA na temat działań podjętych przez szefów KGP i Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, w celu wyjaśnienia okoliczności śmierci trzech osób po interwencji dolnośląskich policjantów. Chodzi o sprawy Bartosza S. z Lubina, Łukasza Ł. z Wrocławia i 25-letniego obywatela Ukrainy Dmytra. 

Posiedzenie, na którym zjawiły się m.in. rodziny zmarłych mężczyzn zostało zamknięte z powodu nieobecności przedstawicieli MSWiA i policji. Komisja ma w najbliższym czasie zostać w tej sprawie zwołana ponownie. Te absencje mocno krytykowali posłowie opozycji, ale także PiS. - Powinien być tu co najmniej komendant wojewódzki policji. Jako reprezentant koalicji rządzącej bardzo za to przepraszam. Mam nadzieję, że komendant znajdzie ku temu poważne usprawiedliwienie - mówił Mariusz Gosek z PiS.  Z kolei Katarzyna Piekarska (KO) wskazywała, że z Komendy Głównej Policji do Sejmu jedzie się 11 minut, a z MSWiA ok. 7 minut. - To jest po prostu lekceważenie komisji - mówiła.

Rodziny oburzone

Obecny na posiedzeniu komisji ojciec 34-letniego Bartosza, który zmarł w Lubinie 6 sierpnia, zwracał uwagę, że filmy z kamer policyjnych były urwane. - Policjanci, którzy wyłączają kamery, od razu powinni zostać zawieszeni, czy wydaleni ze służby - ocenił mężczyzna. 

Z kolei ojciec 29-letniego Łukasza - mężczyzny, który zmarł na początku sierpnia po policyjnej interwencji we Wrocławiu - opowiadał, że zadzwonił na numer alarmowy 112 z prośbą o pomoc, gdyż bał się o syna. - Przyjechali bandyci, na moich oczach go katowali i bili. Czy tak zachowuje się policja? - pytał. Dodał, że po tym zdarzeniu zamiast pomocy psychologicznej, policja sprawdzała rodzinę "pod względem patologicznym".

Z kolei w ocenie Wiktorii - siostry Łukasz - gdyby nie nagłośnienie przez media okoliczności śmierci jej brata, "nikt by tej sprawy nie ruszył". - Studenci niemieccy, mój brat, Bartek, Dmytro. I co? Ta sprawa ma być zamieciona pod dywan? Tak to sobie państwo wyobrażacie? Będę walczyć do końca - mówiła. Opisywała też policyjną interwencję. - Na moich oczach bili go pałkami tak, że przecinało skórę, krwawił. Każdego dnia zasypiam z płaczem ojca i budzę się z płaczem matki przez to tylko, że mój tata zadzwonił na 112 prosząc państwo o pomoc - opowiadała.

Trzy zgony

W sprawie 34-letniego Bartosza S. w Lubinie śledztwo pod kątem przekroczenia uprawnień przez policjantów i nieumyślnego spowodowania śmierci mężczyzny prowadzi Prokuratura Okręgowa w Łodzi. 6 sierpnia policja interweniowała po telefonie, jaki otrzymała od matki 34-latka. Kobieta poinformowała policję, że mężczyzna może być pod wpływem narkotyków.  Bartosz S. miał być agresywny i rzucać kamieniami w okna. Funkcjonariusze go obezwładnili, a nagrania z interwencji, na których widać, jak m.in. jest przyciskany do ziemi, trafiły do sieci. Informację, że badania toksykologiczne materiału pobranego ze zwłok 34-latka wykazały obecność narkotyków w stężeniu, które mogło doprowadzić do zgonu, potwierdził rzecznik łódzkiej prokuratury. Policja utrzymuje, że w chwili, kiedy funkcjonariusze przekazywali 34-latka pod opiekę ratowników, zachowane były jego funkcje życiowe. Z kolei, według ratownika, zgon nastąpił już przed przyjazdem karetki.

29-letni Łukasz Ł. zmarł na początku sierpnia po policyjnej interwencji we Wrocławiu. Służby wezwał ojciec mężczyzny, który podejrzewał, że syn chciał popełnić samobójstwo. Funkcjonariusze do mieszkania weszli siłowo. Według policji mężczyzna "wymachiwał nożem w kierunku funkcjonariuszy i groził jego użyciem, w związku z czym został obezwładniony". Policja tłumaczy, że ze względu na stan psychofizyczny Ł. został przekazany ratownikom medycznym. Zmarł po kilku godzinach w szpitalu. Zdaniem siostry 29-latka obecnej na miejscu interwencji, działania policjantów "nie wyglądały jak pomoc, ale jak napaść". Jak mówiła, na miejscu nie było negocjatora, a jej brat był "bity pałkami na oślep"; użyto też wobec niego gazu. Śledztwo w sprawie śmierci mężczyzny prowadzi Prokuratura Rejonowa Wrocław Psie Pole. W poniedziałek pełnomocnicy rodziny 29-latka zapowiedzieli złożenie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia zabójstwa przez interweniujących policjantów.

Z kolei 30 lipca policjanci interweniowali na przystanku MPK we Wrocławiu wobec pijanego obywatela Ukrainy, 25-letniego Dmytra, który został przewieziony do izby wytrzeźwień, gdzie po kilku godzinach zmarł. Sprawę opisała na początku września "Gazeta Wyborcza". Dziennik ustalił, że mężczyzna był rażony gazem, bity pałką i duszony, czego dowodem jest nagranie z monitoringu. Komendant Miejski Policji we Wrocławiu zawiesił czterech interweniujących policjantów, a wobec dwóch wszczął procedurę wydalenia ze służby. Powodem było podejrzenie zastosowania przez nich środków przymusu bezpośredniego nieadekwatnie do sytuacji, a także naruszenie policyjnych przepisów wewnętrznych.

Posłuchaj podcastu!

DOSTĘP PREMIUM