W ośrodkach dla cudzoziemców jest coraz więcej dzieci. Próbują zapomnieć o traumie

W ostatnich miesiącach w ośrodkach dla cudzoziemców przybywa migrantów, w tym dzieci. Tak jest m.in. w ośrodku w podwarszawskim Dębaku. Zamieszkała tam większa grupa Afgańczyków - w tym całe rodziny ściągnięte z zajętego przez talibów Afganistanu.
Zobacz wideo

Magommed* przed przyjazdem do Polski był małym rezolutnym chłopcem. Lubił skakać i bawić się. Często grał w piłkę. Wydarzenia ostatnich tygodni w Afganistanie spowodowały, że z uśmiechniętego i rozgadanego dziecka zmienił się w milczka. Nie rozumie do końca, co się wydarzyło, ale wie, że jest w nowym miejscu i że niemal wszyscy wkoło mówią w dziwnym, nieznanym mu języku. Wie, że nawet rodzice nie rozumieją, co inni mają na myśli.

W Dębaku jest też Ali, Miriam, Wiktoria, Dima, Denis*. Pochodzą z Afganistanu, Iraku, ale też choćby z Białorusi. Ośrodek jest placówką otwartą, czyli migranci mogą z niego wychodzić, np. na spacer czy na zakupy. Podlega nie Straży Granicznej (jak ośrodki zamknięte), ale Urzędowi do Spraw Cudzoziemców. Z oficjalnych danych z urzędu wiemy, że w Dębaku przebywa obecnie: 49 małych dzieci, w tym 20 Afgańczyków oraz  31 dzieci w wieku 10-18 lat, w tym 18 z Afganistanu.

***

Do ośrodków dla cudzoziemców trafiają często całe rodziny, wśród nich dzieci, w różnym wieku. W Dębaku stworzono dla nich świetlicę - działa dwa razy w tygodniu. Chodzi o to, by dzieci choć na chwilę mogły zapomnieć o tym, co przeszły w kraju pochodzenia. To niezwykle ważne, by miały szansę odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

Mali cudzoziemcy nie mówią po polsku; najczęściej nie mówią też po angielsku. Na początku pobytu w ośrodku nie ma jednak mowy o nauce języka polskiego. Jest za to czas na zabawę, a przede wszystkim aktywność fizyczną. Bo ruch - przede wszystkim na świeżym powietrzu - odstresowuje i rozładowuje negatywne emocje. A znajomość języka wcale nie jest niezbędna.

- W tej chwili furorę wśród dzieci robią rolki - mówi Magdalena Zaborowska-Gumieniak z Fundacji dla Wolności. To fundacja od wielu lat prowadzi świetlicę dla małych migrantów. - Gdy przyjeżdża nasza ekipa wyjmujemy rolki, rozpoczyna się wspólne spędzanie czasu. To aktywność, która powoduje, że trzeba przełamać poczucie strachu, lęku, trzeba odpowiednio balansować ciałem, a jednocześnie uczy współpracy, bo osoba ucząca się jazdy na rolkach musi liczyć na pomoc osób, które pomagają jej stawiać "pierwsze kroki" - dodaje pani Magda.

Świetlica to również miejsce wspólnych zabaw, rysowania, śmiechu. - Ale na początku przebywania w ośrodku dla cudzoziemców etap przebywania przez dzieci w przestrzeni otwartej, a nie w pomieszczeniu - jest o wiele łatwiejszy. W tym momencie, w którym teraz jesteśmy, przede wszystkim chodzi o interakcję między ludźmi, a przestrzeń otwarta temu sprzyja. Dlatego obecnie wszystkie takie działania jak aktywność przestrzenna i sportowa są dla nas bardzo ważne - mówi Zaborowska - Gumieniak.

***

Świetlica to jednak nie wszystko. W ośrodku pracuje też psycholog,  Marta Piegat-Kaczmarczyk z Polskiego Forum Migracyjnego. Co ciekawe, pracuje bez wsparcia tłumacza.

Afgańczycy posługują się z reguły dwoma językami - paszto i dari, a tłumaczy tych języków jest jak na lekarstwo. Dlatego pani Marta uznała, że na tym etapie - pierwszych tygodni pobytu w ośrodku - poradzi sobie sama.

Na zajęciach ma ze sobą bobasa - lalkę i na niej pokazuje, jak wykonywać ćwiczenia rozluźniająco- oddechowe. - Najważniejsza jest praca, która przywraca ich układom nerwowym regulację; pomaga im się wyregulować po wszystkich napięciach, które mają w wyniku różnych swoich doświadczeń. Małe dzieci często nie mówią o swoim napięciu, ale je odczuwają, dlatego pracuję z nimi, by to napięcie wyregulować - tłumaczy pani psycholog.

Dzieciom - w zajęciach z psychologiem - towarzyszą rodzice. - Są dla nich głównym źródłem bezpieczeństwa. To jest super ważne, by rodzice byli wsparciem. A aktywności, które proponuję dzieciom, proponuję zawsze w kontakcie z rodzicami. Rodzice wykonują nasze ćwiczenia razem z dziećmi. I to, co się dzieje wtedy ważnego - to fakt, że pojawia się tzw. rezonans limbiczny - cudowne zjawisko, które sprawia, że układy nerwowe i dzieci, i dorosłych regulują się wzajemnie. Rodzice w trakcie ćwiczeń - np. wspólnego mruczenia - zaczynają też na tych zajęciach korzystać - mówi pani Marta. Pojawia się wspólny śmiech, chwila relaksu, zapomnienia o traumie.

***

Po tym, jak dzieci odzyskają poczucie bezpieczeństwa, przyjdzie czas na naukę języka polskiego i szkołę. Pobliska szkoła w Podkowie Leśnej już szykuje dwa oddziały przygotowawcze. To klasy, do których trafiają dzieci cudzoziemskie w różnym wieku - w pierwszym okresie pobytu w Polsce. Dopiero potem trafią do tradycyjnych klas  - drugiej, trzeciej czy piątej. - Celem oddziałów przygotowawczych jest przede wszystkim nauczenie dzieci języka polskiego i osadzenie ich w realiach polskiej szkoły - tłumaczy Karolina Czerwińska z Polskiego Forum Migracyjnego.

DOSTĘP PREMIUM