Poniżane, katowane, zabijane. "Zwierzęta są nieistotne, wpadliśmy w czarną dziurę homouwielbienia"

Karolina Wiśniewska
W Polsce wciąż można legalnie trzymać zwierzęta na łańcuchach i rozmnażać - dla kasy - w pseudohodowlach. I warto o tym przypominać, szczególnie w Światowym Dniu Zwierząt. - Mówię naszym inspektorom: jak jesteście na interwencjach, to pytajcie się danego właściciela, po co w ogóle ma to zwierzę. W większości przypadków po zadaniu takiego pytania jest zupełna cisza - mówią animalsi.
Zobacz wideo

Connie nie dożyła tegorocznego Światowego Dnia Zwierząt. Urocza kundelka odeszła w zeszły wtorek. Przegrała walkę z nowotworem sutka, guzem w klatce piersiowej, anemią, anaplazmozą, i szeregiem innych schorzeń. Może gdyby ktoś wcześniej o nią zadbał i zabrał do lekarza - dziś świętowałaby z nami.

Bruno, 10-letni cocker spaniel. Ten na szczęście żyje i już ma się dobrze. "Już", bo jeszcze parę dni temu stał przywiązany do budy na krótkiej uwięzi. Opiekunka nie mała sobie nic do zarzucenia. W prowizorycznej budzie zostawiła mu nawet poduszki.

Kacper, 5-letni niewidomy pies, który nigdy nie był wypuszczony z małego kojca. Z guzami na głowie, jedzeniem podrzucanym czasami przez sąsiadów, bez dostępu do wody - nie licząc deszczówki gromadzącej się w starych zgniłych garnkach.

To wszystko przykłady interwencji inspektorów OTOZ Animals z ledwie dwóch dni. Kiedy zaczniemy przeglądać historie wcześniejszych tygodni czy miesięcy - mamy wrażenie, że wpadamy w przepaść. Rozbijane pseudohodowle pełne brudnych i chorych zwierząt, okaleczane psy - z przetrąconą szczęką czy połamanymi łapami, niezliczone przypadki czworonogów więzionych na łańcuchach i sznurach (nie tylko psów - także kotów).

- Mówię zawsze naszym inspektorom: jak jesteście na interwencjach, to pytajcie się danego właściciela, czy opiekuna, po co w ogóle ma to zwierzę. W większości przypadków po zadaniu takiego pytania jest zupełna cisza. Ludzie nie wiedzą, co mają odpowiedzieć. Mówią, że ktoś przyprowadził, albo "że zawsze był pies" - opowiada nam Magdalena Silska, koordynatorka Inspektoratu Warszawskiego OTOZ Animals.

Od kilku lat liczba interwencji OTOZ utrzymuje się na poziomie ponad 6000 rocznie. A to tylko przykład jednej organizacji. Gdyby podliczyć dziesiątki innych fundacji i stowarzyszeń działających w całej Polsce - przypadki niehumanitarnego traktowania zwierząt można by liczyć w dziesiątkach czy nawet setkach tysięcy. Co ważne - wszystkie te sytuacje, w których interweniują inspektorzy, są przez kogoś gdzieś zgłaszane. Trafi się ktoś, kto nie potrafi przejść obok nich obojętnie. Strach pomyśleć, ile jest zwierząt, których cierpienie zbagatelizowano.

Może właśnie Światowy Dzień Zwierząt jest dobrą okazją, by zwrócić uwagę na to, że w Polsce - dużym europejskim kraju - w XXI wieku wciąż legalnie można trzymać zwierzę na łańcuchu. Teoretycznie ustawa o ochronie zwierząt wskazuje, że uwięź "nie może krótsza niż trzy metry" ani trwać dłużej niż 12 godzin. W praktyce jednak jest to nie do wyegzekwowania.

Co ciekawe - zdecydowana większość interwencji opisywanych przez OTOZ dotyczy psów, które - wydawać by się mogło - i tak mają znacznie lepszą społeczną pozycję niż świnie, krowy, kury czy karpie. O ich los walczą już nieliczni, jak chociażby mec. Karolina Kuszlewicz, znana m.in. z głośnej sprawy dotyczącej znęcania się nad karpiami. Ryby przetrzymywano bez wody i pakowano do suchych worków foliowych. Batalia w sądach trwała ponad dekadę. Ostatecznie dwóch sprzedawców sklepu skazano na trzy miesiące w zawieszeniu na dwa lata. 

Takie wyroki to iskierki nadziei na wielkiej czarnej plamie. - Niestety z wielkim żalem muszę potwierdzić, że w Polsce na szeroką skalę wciąż łamane są prawa zwierząt. Przez obywateli - poszczególne indywidualne osoby posiadające zwierzęta, ale również przez lobby futrzarskie, w pseudohodowlach, cyrkach czy w hodowlach zwierząt gospodarskich, gdzie dochodzi do uboju rytualnego - wylicza Magdalena Silska.

- Są dwa źródła tego problemu. Jedno leży w przepisach i prawnym przyzwoleniu na funkcjonowanie takich procederów. Natomiast drugie źródło leży po prostu w ludzkiej naturze. Świadomość ludzi wciąż pozostaje na poziomie utylitarnego traktowania zwierząt. I mimo że pierwszy artykuł naszej ustawy o ochronie zwierząt mówi, że "zwierzę nie jest rzeczą", to w praktyce jego postrzeganie jest niestety często zupełnie inne. Zwierzę jest przez człowieka wykorzystywane. Traktowane jako istota, która ma mu służyć, a nie z nim współistnieć równorzędnie - dodaje Silska.

Przykładów na wykorzystywanie zwierząt jest mnóstwo. To konie wożące turystów na trasie do Morskiego Oka, zwierzęta maltretowane w cyrkach dla ludzkiej przyjemności czy zabijane przez kłusowników w lasach. To niezdrowe rozmnażane pseudorasowych psów w pseudohodowlach i sprzedawanie ich potem "po kosztach". To też niekastrowanie psów właścicielskich, które później stają się bezdomne, trafiają do schronisk i w wielu przypadkach również stają się źródłem dochodów dla prowadzących te schroniska biznesmenów.

Co roku na fermach futrzarskich w całej Polsce giną miliony zwierząt. Lisy, jenoty, norki czy szynszyle rodzą się w drucianych małych klatkach, kaleczą, często ranią wzajemnie, aż w końcu zostają zabite przez zagazowanie czy porażenie prądem. I choć temat wraca do debaty publicznej co jakiś czas - ostatnio za sprawą głośnego materiału "Krwawy biznes futerkowców" Janusza Schwertnera, to państwo nie jest w stanie przerwać tego procederu i sprzeciwić się futrzarskiemu lobby. Dwukrotnie próbował to uczynić sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. Raz w 2017 roku, kiedy wystąpił w spocie Fundacji Viva!, w którym mówił jednoznacznie, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych "to jest kwestia serca". Drugi raz - nieco ponad rok temu, gdy prezentował szczegóły tzw. piątki dla zwierząt. W obu tych przypadkach ważniejsze od "serca" okazały się jednak interesy pewnych grup społeczno-politycznych, a kwestia poprawy dobrostanu zwierząt skończyła się na szumnych zapowiedziach.

 

Czego Dorota Sumińska życzy zwierzętom?

Dorota Sumińska - lekarka weterynarii, autorka wielu książek i prowadząca audycję Wierzę w zwierzę w TOK FM od lat stara się walczyć o dobre traktowanie zwierząt. Gdy pytam ją, czy wierzy w to, że ich los w Polsce i na świecie może się zmienić - bez cienia zawahania odpowiada: "Nie, nie wierzę. Jest za późno".

- Wie pani jaki procent spośród wszystkich ssaków na Ziemi stanowią dziś zwierzęta dzikie? Ledwie trzy procent. Trzy procent słoni, tygrysów, ryjówek i tym podobnych. Reszta, czyli 97 procent, to są zwierzęta, które po prostu zjadamy i wykorzystujemy - podaje. - Cała Ziemia jest jedną wielką rzeźnią i nie bardzo widzę sposób na wycofanie się z tego. Czy nagle wszyscy przestaną jeść mięso? Nie. Czy nagle hodowcy psów, zwierząt futerkowych czy właściciele stawów rybnych przestaną robić to, co robią? Nie. Nie przestaną, bo ludzie nie przestaną tego kupować - nie pozostawia wątpliwości nasza rozmówczyni.

Dorota Sumińska przekonuje, że w temacie lepszego traktowania zwierząt i przyrody zawodzimy "na wielu poziomach" - jako jednostki, rodziny, lokalne społeczności, jako państwo i w końcu po prostu - jako ludzki świat. - Jesteśmy dobrzy cudzymi rękami. Mamy takie podejście: "niech ktoś coś z tym zrobi", a sami nie chcemy sobie brudzić rąk - mówi. Jako przykład podaje sytuację związaną z udzieleniem pomocy bezdomnemu zwierzęciu. - Kiedy ja znajduję psa, który się zgubił czy jest w potrzebie, to do nikogo nie dzwonię, ale sama staram się to załatwić. Jak każdy z nas by tak do tego podchodził, to świat by się zmienił. Niestety tak nie jest, nie uczy się tego. Nie uczy się żadnego szacunku do życia i nie dziwmy się, że zwierzęta są traktowane gorzej niż rzeczy, bo są - stwierdza.

Zwraca też uwagę na to, jak wiele hipokryzji jest w ludziach, którzy publicznie lubią mówić o tym, jak bardzo zwierzęta kochają i o przyrodę dbają, a potem robić coś, co kompletnie temu przeczy. - Myśmy popadli w czarną dziurę homouwielbienia. Za najwyższą wartość uważa się życie ludzkie, a zwierzęta są kompletnie nieistotne - mówi wprost.

Zdaniem Doroty Sumińskiej jedyna drobna nadzieja pozostaje jeszcze w edukacji, którą należałoby zmienić "natychmiast", nie tylko w Polsce. - Bo jeżeli nie nauczy się nas tego, że żeby brać, to najpierw trzeba dać, to dalej będzie tak jak jest - podsumowuje. Pytana na koniec o życzenia dla zwierząt w dniu ich międzynarodowego święta - podaje krótko: "Wszystkim zwierzętom na ziemi życzę, by ludzkość zniknęła z planety".

Magdalena Silska z OTOZ Animals - również pytana o życzenia dla zwierząt - zwraca uwagę bardziej na kwestie prawne. - Chciałabym zobaczyć nowelizację ustawy o ochronie zwierząt, która byłaby aktem kompleksowym i dotykała wszystkich gatunków. A oprócz samego aktu chciałabym zobaczyć jego implementację w pełnym wymiarze. Żeby stosowały ją wszystkie instytucje, organizacje i zwyczajni obywatele - mówi. - Stwórzmy dla zwierząt prawo, które sprawi, że będą mogły funkcjonować bez krzywdy i cierpienia, bez poniżania i bez lekceważenia. Tego im życzę  - dodaje.

Na razie na zmianę prawa w zakresie ochrony zwierząt w Polsce nie ma co liczyć. Iskierką nadziei wydawała się wspomniana już "piątka dla zwierząt". Projekt prezentowany przez prezesa Kaczyńskiego zakładał m.in. zakaz trzymania zwierząt na uwięzi, zakaz hodowli zwierząt futerkowych czy uboju rytualnego, który miał być dopuszczalny jedynie na potrzeby krajowych związków wyznaniowych.

Zjednoczona Prawica początkowo kluczyła w sprawie tego projektu. Raz politycy mówili, że się z niego nie wycofują. Potem, że na razie zostaje zawieszony. Jeszcze później pojawiła się opcja, że "piątka" jednak wróci, ale w nowej wersji. Ostatecznie w marcu minister rolnictwa Grzegorz Puda podał, że prac nad tą ustawą zaprzestano.

Organizacje prozwierzęce chcą - właśnie dziś, w Światowy Dzień Zwierząt - przypomnieć o tej sprawie. O godzinie 17 organizują Wielki Marsz dla Zwierząt. Wydarzenie rozpocznie się na placu Trzech Krzyży, skąd przejdzie przed Ministerstwo Rolnictwa, a następnie przed Sejm. "Zwierzęta nie mają głosu, dlatego to MY musimy być ich głosem. Pokażmy, że nie ma naszej zgody na dręczenie zwierząt w Polsce. Nie chcemy ferm norek. Nie chcemy łańcuchów. Nie chcemy oglądać zwierząt w cyrkach. Nie chcemy uboju zwierząt rodem z czasów średniowiecza" - przekonują organizatorzy. 

Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM