"30 kilometrów od Warszawy myjemy się w miskach". Gminy się kłócą, a wody brakuje [GRZECH 5: SPYCHOLOGIA]

Piotr Barejka
Czasem woda z kranów ledwo kapie, czasem przestaje lecieć. Wtedy mieszkańcy jeżdżą do sąsiadów, żeby się wykąpać. Niektórzy wydrążyli studnie, z których wyciągają mętną wodę. Nadaje się tylko do ogródka. Burmistrzowie się kłócą, odgrzebują umowy sprzed lat, a mieszkańcy zaczęli się bać, że impas powstrzyma tragedia. Że ktoś musi zginąć w pożarze, którego nie uda się ugasić, żeby władze znalazły rozwiązanie.
Zobacz wideo

Nie Sejm i Senat, tylko rada gminy. Nie premier, tylko wójt i sołtys. Polityka to nie tylko przepychanki na szczytach władzy. Ta prawdziwa polityka jest blisko nas. Im mniejsza gmina, tym jest bliższa i bardziej namacalna. I tym wyraźniej widać polityczne grzechy, układy i konflikty. Idziemy śladem polityki widzianej z bliska, mikropolityki. Tropimy samorządowe grzechy i opisujemy tych, którzy z nimi walczą. To jest odcinek cyklu MIKROPOLITYKA. Grzechy

  • Województwo: Mazowieckie
  • Gmina: Brwinów
  • Liczba mieszkańców: 26 167

- Mieszkamy trzydzieści kilometrów od Warszawy, ale musimy myć się w miskach – oznajmia Grzegorz, jeden z mieszkańców Żółwina.

- Dzisiaj woda u mnie kapie. Na dole mam ciśnienie jeden bar, a na piętrze pół. Musi być co najmniej jeden, żebym mógł pralkę włączyć. I wiecie, co mi w wodociągach powiedzieli? - opowiada Rafał, kolejny z mieszkańców. - Żebym pralkę przeniósł na dół.

- Gdy wody brakowało przez jeden dzień, uznaliśmy to za awarię – mówi dalej Grzegorz. - Ale jeśli wody nie ma przez kilka dni, po jakimś czasie to się powtarza, to znaczy, że coś jest nie tak. W tym roku nie było wody ponad tydzień. I to w największe upały.

Potrójny pech mieszkańców

Mieszkańcy Żółwina i okolic mają potrójnego pecha. Pierwszy to podział administracyjny. A konkretnie fakt, że są eksklawą gminy Brwinów, którą od macierzy oddziela Podkowa Leśna. Dokładnie dwa kilometry drogi przez centrum Podkowy. Co więcej, Żółwin i gmina Brwinów to powiat pruszkowski, a gmina Podkowa Leśna to już powiat grodziski. Na terenie gminnej eksklawy mieszkają cztery tysiące osób, natomiast cała gmina to ponad dwadzieścia sześć tysięcy osób.

Drugi pech to położenie, czyli lekka górka, na której leży część Żółwina, Terenia i Owczarnia. To trzy sołectwa, w których brak wody jest najbardziej dotkliwy. Wzniesienie zaczyna się tuż za granicą Podkowy Leśnej i strażą pożarną, kończy mniej więcej na wysokości szkoły w Żółwinie. To również teren, na którym wciąż powstają nowe domy. Każdy trzeba podłączyć do wodociągu, dlatego na wzniesienie trzeba wtłaczać coraz więcej wody.

Trzeci pech to zasoby wody, a konkretnie ich brak. Władze Brwinowa kilka lat temu mówiły, że wody w gminie starczy nawet dla pięćdziesięciu tysięcy osób. Jednak mieszkańcy zaprosili do wsi hydrologa, który ocenił, że okolica jest w wodę bardzo uboga. Później sam burmistrz przyznał, że ani w Żółwinie, ani w Owczarni nie da się zbudować ujęcia wody. Badania geologiczne potwierdziły, że we wsiach nie ma złóż wody, które zaspokoiłyby potrzeby mieszkańców. To zresztą nie powinno dziwić, skoro w Polsce zasoby wodne są jednymi z najniższych w Europie.

Wodny rytm dnia

Najgorzej było w tym roku, akurat wtedy, gdy nadeszły czerwcowe upały. Część mieszkańców nie miała wody przez dziewięć dni. Za oknem skwar, w mediach apele, aby dbać o higienę, myć ręce, a w kranach ani kropli wody. Gmina podstawiła beczkowóz, ale woda gotowała się na pełnym słońcu. Jeden z mieszkańców, u którego wody nie było, trafił na kwarantannę. Nie mógł pójść ani do sąsiadów, ani do beczkowozu. Odetchnął z ulgą, gdy dostał wynik negatywny. Mieszkańcy bali się jednak, co będzie, gdy ktoś zachoruje.

Niektórzy polowali na wodę przy kranach, bo zdarzało się, że w środku nocy zaczynała lecieć. Nad ranem wody już nie było. Dlatego napełniali tyle wiader, ile tylko się dało. Ale i tak starczyło co najwyżej na spłukiwanie toalety przez parę dni. Ci, którzy akurat mieli wodę, zapraszali do siebie tych, u których nie było. Inni prześmiewczo pytali, czy mogą wziąć prysznic w urzędzie gminy lub domu burmistrza. Albo proponowali, żeby solidarnie przestać płacić rachunki za wodę.

- Najlepiej mieć w okolicy rodzinę albo sąsiadów, u których można się wykąpać – mówi Kamil. - Moja mama mieszka w Grodzisku, więc jak nie ma wody, to zabieramy dzieciaki do samochodu i jedziemy pod prysznic, bierzemy też kilka baniaków.

Część mieszkańców już wcześniej wydrążyła przy swoich domach studnie. Gdy w kranach było sucho, użyczali sąsiadom wodę ze swoich ujęć. Ale zwykle nadawała się tylko do podlania ogródka, rzadziej na szybki prysznic. Kamil na swojej działce dokopał się do wody na trzydziestu metrach. - Na samym początku jest krystalicznie czysta, ale wystarczy, żeby postała piętnaście minut i robi się ruda – opisuje. - Nawet jej nie badałem, czy nadaje się do celów bytowych.

- Nie nadaje się – oznajmia Karol Marchwiak, sołtys Żółwina. - Jest zażelaziona – stwierdza krótko.

- Poza tym gdyby każdy zaczął studnię drążyć, to mogłoby się okazać, że za chwilę każdą trzeba wiercić na pięćdziesięciu metrach – zauważa Grzegorz. - Nawet ja już mam na pięćdziesięciu czterech. U nas po prostu wody nie ma. Jest w Brwinowie, ale też nie wiadomo, ile.

Wodny konflikt od lat

Istnieją dwie wersje historii podwarszawskiej wojny o wodę. Jedna z Podkowy Leśnej, a druga z Brwinowa. Obie sięgają ponad dwie dekady wstecz, są zawiłe i pełne liczb, które różnią się w zależności od wersji. Burmistrzowie docinają sobie w mediach społecznościowych, wzajemnie prostują swoje wypowiedzi, publikują kolejne dokumenty i umowy. Przede wszystkim jednak obie wersje inaczej tłumaczą to, dlaczego w Żółwinie brakuje wody.

Część mieszkańców Żółwina musiała korzystać z beczkowozu.Część mieszkańców Żółwina musiała korzystać z beczkowozu. naszzolwin.pl

Burmistrz Brwinowa Arkadiusz Kosiński przypominał umowy z lat dziewięćdziesiątych, zgodnie z którymi wodociągi jego gminy i Podkowy zostały połączone. I które jego zdaniem sprawiały, że mieszkańcy Podkowy Leśnej przez lata używali brwinowskiej wody. Przypominał, że dwadzieścia lat temu władze Podkowy zobowiązały się, że do Żółwina i okolic będą dostarczać wodę przez swoją sieć, a taką samą ilość wody Brwinów wpompuje do Podkowy. Jednak na początku tego roku burmistrz Brwinowa miał dostać wypowiedzenie tej umowy od włodarza Podkowy. Sprawa skończyła się w sądzie, który nakazał Podkowie odkręcić kurek.

Poza tym burmistrz przypominał, że część wodociągu w Podkowie powstała za brwinowskie pieniądze. Podawał liczby, z których wynikało, że nadwyżka wody jest po stronie Brwinowa. Stwierdził, że Brwinów wtłacza do wodociągów Podkowy więcej wody, niż dostają mieszkańcy w Żółwinie. Dowodził, że szczególnie w cieplejszych miesiącach, wody ucieka po drodze na tyle dużo, że brakuje jej w Żółwinie i okolicach.

Rozwiązanie miało być proste, czyli wodociąg, który poprowadzono z ominięciem Podkowy. Brwinów wyłożył ponad milion złotych i rozbudził nadzieje mieszkańców. Budowę ukończono w marcu tego roku, a potem burmistrz Brwinowa poprosił władze Podkowy, żeby zakręciły zawór. Chciał przetestować nowy wodociąg. Mieszkańcy szybko się przekonali, że rozwiązanie problemu jest żadne, bo z kranów wciąż ledwo kapało. A gdy Brwinów poprosił Podkowę, żeby odkręciła zawór… tak się nie stało. Jak pisał burmistrz Kosiński, władze Podkowy tłumaczyły, że wyłączenie sieci to szansa na podjęcie rozmów i „uregulowanie zaszłości" z ostatnich kilku lat.

Choć sąd zarządził, że Podkowa ma odkręcić zawór, to mieszkańcy mówią, że nie zarządził już, w jakim stopniu ma to zrobić. Dlatego uważają, że do ich wsi niezmiennie płynie jeszcze mniej wody niż wcześniej. Domyślają też się, że władze Brwinowa wstydzą przyznać się do porażki. Powiedzieć, że nowy wodociąg nie działa tak, jak powinien. Za to burmistrz Podkowy mówi wprost, że to nietrafiona inwestycja sąsiedzkiej gminy, a on czeka na konkretny, a nie kolejne deklaracje ze strony Brwinowa.

Mapa gminy Brwinów. Sołectwa Owczarnia, Żółwin i Terenia oddzielone są terenem gminy Podkowa Leśna.Mapa gminy Brwinów. Sołectwa Owczarnia, Żółwin i Terenia oddzielone są terenem gminy Podkowa Leśna. Urząd Gminy Brwinów

Tymczasem włodarz Brwinowa zapowiedział, że jego gmina szykuje kolejne inwestycje w wodociągi w Żółwinie i Owczarni, które mają być gotowe w przyszłym roku. Ma nadzieję, że pozwolą one podnieść ciśnienie wody we wsiach, a docelowo sprawić, że woda z Brwinowa nie będzie musiała płynąć przez Podkowę Leśną. Czyli doprowadzić do końca inwestycję, którą mieszkańcy Żółwina uważają za niewypał. Burmistrz Brwinowa pisał przy tym, że gdyby jego poprzednicy wiedzieli, jak potoczą się relacje z Podkową, to od razu wybudowano by wodociąg omijający sąsiednią gminę.

Podkowa powiedziała "dość" 

- Gmina Brwinów zamknęła oczy na problem, który zdiagnozowano dwadzieścia lat temu – mówi nam Artur Tusiński, burmistrz Podkowy Leśnej. - My powiedzieliśmy dość, bo nasza stacja nie jest w stanie dostarczyć tak dużej ilości wody. Jako Podkowa Leśna mamy zasoby wody mniej więcej dla pięciu i pół tysiąca ludzi, w tej chwili nas jest cztery tysiące osób. W Żółwinie, Tereni i Owczarni kiedyś mieszkało półtora tysiąca osób, a dzisiaj są cztery tysiące - zaznacza.

Wcześniej burmistrz Podkowy Leśnej pisał na swoim blogu o tym, jak od wielu lat władze Brwinowa lekceważą „swoich partnerów z Podkowy", że własnym mieszkańcom „nie gwarantują podstawowego dobra", czyli wody, a jednocześnie realizują „masę innych inwestycji". Że „nie wywiązują się z umów, zobowiązań i wzajemnych ustaleń", że retoryka burmistrza Brwinowa jest przy tym wszystkim „nieprzyzwoita".

Pisał też o tym, jak Brwinów od lat „zbywa" Podkowę Leśną, nieustannie „przesuwa terminy spotkań". Opisywał „brak woli" współpracy ze strony Brwinowa i ciągłe obietnice, które kończą się słowach i zapewnieniach. Uważa, że mieszkańcy Żółwina, Owczarni i Tereni przez lata korzystali z wody produkowanej przez Podkowę Leśną. Wyliczał, że przez ostatnie czternaście lat zapotrzebowanie na wodę tych trzech sołectw wzrosło trzykrotnie.

Pogotowie wodociągowe w Żółwinie.Pogotowie wodociągowe w Żółwinie. naszzolwin.pl

- Jesteśmy zobowiązani do przesłania takiej ilości wody do Żółwina i Owczarni, jaka płynie z Brwinowa – wyjaśnia burmistrz. - W okresach wegetacji musimy wyprodukować wodę dla ośmiu tysięcy osób, bo Brwinów nie dostarcza takiej ilości wody, jaka jest potrzebna mieszkańcom Żółwina i okolic. Do tej pory braki uzupełniała Podkowa, a w 2017 roku praktycznie całą wodę mieszkańcy dostali z Podkowy. Brwinów próbował oddać ją przez cztery lata – dodaje.

Urzędnicy z Podkowy wyliczyli, ile wody przekazała Podkowa mieszkańcom sołectw, które należą do gminy Brwinów. Z ich danych jednoznacznie wynika, że Brwinów nie dostarczał odpowiedniej ilości wody. A burmistrz Podkowy Leśnej zauważał, że problemem ze spadającym ciśnieniem pojawia się jeszcze zanim woda wpłynie do Podkowy. To zaś może oznaczać, że w Brwinowie wody brakuje.

Polityczna gra, a mieszkańcy bez wody

Konflikt toczy się od lat, każdy z burmistrzów ma swoje liczby i argumenty, ale mieszkańcy Żółwina nie wierzą już w kolejne zapowiedzi. Dlatego wzięli sprawy w swoje ręce. Z funduszu sołeckiego nie przygotuję projektu nowych wiat ani ławek, tylko projekt spinki wodociągowej, czyli połączenia z siecią sąsiedniej miejscowości. Uważają, że woda z nieodległych Książenic mogłaby płynąć do Żółwina. Tam przecież starcza, żeby hektolitrami podlewać piłkarskie boiska. Mieszkańcy zastanawiają się, dlaczego Brwinów nie może po prostu kupić wody od sąsiednich gmin.

- Sami szukamy rozwiązań, kontaktujemy się z sąsiednimi miejscowościami. Pisaliśmy do Wód Polskich, które powiedziały, że to sprawa gminy. To samo było w powiecie i województwie. Były nawet pomysły, żeby odłączyć Żółwin i okolice od gminy Brwinów, jednak na to musi zgodzić się w referendum cała gmina – mówi Rafał.

Mieszkańcy uważają, że są ofiarami nie tylko urzędniczej spychologii, ale też politycznej gry. Burmistrz Podkowy Leśnej, co zrozumiałe, dba o interesy swojej gminy. Natomiast burmistrz Brwinowa, zdaniem mieszkańców, woli zbudować ogród botaniczny, niż zająć się problemami mieszkańców trzech wsi, którzy są w gminie mniejszością. Głosów wyborczych uzbiera się kilka razy mniej niż w samym Brwinowie. - Burmistrz buduje ścieżki rowerowe, wszystko pięknie dla mieszkańców Brwinowa, a zadupia niech się martwią – stwierdza wprost Kamil.

Jednak ich największą obawą jest dzisiaj nie to, że nie będę mieli się gdzie umyć, jak czegoś ugotować czy spuścić wody w toalecie. W Żółwinie powstają nie tylko nowe domy, stoją też przemysłowe kurniki, warsztaty, magazyny. Mieszkańcy boją się, co będzie, jeżeli któryś budynek zacznie się palić. Opowiadają, że miesiąc temu palił się już magazyn z opakowaniami do jajek, obok którego stoją dwa ściółkowe kurniki. Wozy strażackie jeździły wtedy po wodę na dół, dwa kilometry do remizy OSP, bo obok kurników nie było hydrantu z odpowiednim ciśnieniem.

- Dwa tygodnie temu spaliła się szopa, strażacy nie mieli gdzie się podłączyć, bo w hydrancie nie było ciśnienia. Zasuwali do zbiornika na dół po wodę – opowiada Rafał.

- Dopóki nie stanie się tragedia, gdy zabraknie wody, komuś spali się dom, a w środku rodzina pójdzie z dymem, to chyba nic się nie zadzieje – stwierdza ponuro Kamil.

Przeczytaj pozostałe odcinki cyklu MIKROPOLITYKA. Grzechy

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM