"Hejtującym proponuję stanąć naprzeciw wyziębionego dziecka". Mieszkańcy Michałowa otworzyli punkt pomocy

- Wszystkim hejtującym proponuję stanąć naprzeciw trzyletniego, wyziębionego i wystraszonego dziecka, spojrzeć mu w oczy, a nastęnie wywieźć do ciemnego lasu. My nie jesteśmy przeciwko nikomu, nie jesteśmy przeciwko straży granicznej, ale po prostu jesteśmy ludźmi, którzy maja serca i rozum - mówiła w TOK FM Maria Bożena Ancipiuk, mieszkanka Michałowa.
Zobacz wideo

Michałowo to trzytysięczne miasto, gdzie znajduje się placówka Straży Granicznej. Jeszcze w poniedziałek, 27 września, przebywała tam grupa 20 migrantów, w tym ośmioro dzieci. Zdjęcia sprzed budynku obiegły całą Polskę. Jedno z nich było fotografią małej Ayrin z Iraku przytulającej pluszowego misia, którego dostała od polskich strażników. Jak podała później Straż Graniczna, cała grupa została wywieziona z powrotem na granicę. Dopiero po tygodniu brat jednej z kobiet, która w Michałowie była ze swoją rodziną, skontaktował się z dziennikarzami OKO.Press. Powiedział, że jej siostra, mąż i dwójka dzieci "są bezpieczni". Wciąż jednak nie wiadomo, gdzie przebywa reszta grupy. 

Wiceszef MSWiA Maciej Wąsik w rozmowie z "DGP" stwierdził, że "celem całej grupy były Niemcy", a polska straż graniczna udzieliła im "pomocy". - Funkcjonariusze poinformowali ich o możliwości złożenia wniosku o pomoc międzynarodową, lecz rodzice dzieci nie byli tym zainteresowani. Byli zainteresowani wyłącznie złożeniem takiego wniosku w Niemczech. W związku z tym funkcjonariusze SG zawrócili te osoby na linię granicy z Białorusią, czyli państwem, w którym przebywają legalnie - powiedział. 

"Przedmiotem tej walki nie mogą być zwykli ludzie"

 - Zdajemy sobie sprawę, że nienaruszalność granic jest bardzo ważna - mówiła w TOK FM Maria Bożena Ancipiuk, mieszkanka Michałowa i szefowa tamtejszej Rady Miejskiej. - Ale jednak przedmiotem tej walki nie mogą być zwykli ludzie, dzieci, które tam się znajdowały. Trzeba ich traktować po ludzku, okazać człowieczeństwo (...). Jako matka, jako babcia, po prostu stawiam się w sytuacji tych dzieci. Przecież to jest dla nich trauma, przyjechały tutaj nieświadome. Jeżeli mamy kogokolwiek za cokolwiek sądzić, to ich rodziców - mówiła. 

Jak stwierdziła, nikt nie opuszcza domu, jeżeli jest w nim bezpiecznie i ciepło. Dlatego mieszkańcy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i uruchomili w Michałowie całodobowy punkt pomocy. - Mamy tam koce, ciepłe ubrania, mamy kawę, herbatę, ciepłe jedzenie dla osób, które się zgłoszą - opisywała Ancipiuk. - To nie jest punkt otwarty tylko dla uchodźców, jest to punkt pierwszej pomocy, także nasi mieszkańcy, czy ci którzy przyjeżdżają z Polski mogą z niego skorzystać, zajść i przespać się - dodała. 

Jak jednak mówiła, zanim ktokolwiek trafi do punktu, musi zostać zgłoszony straży granicznej. Mieszkańcy chcą przy tym spisywać imiona i nazwiska, aby osoby nie były odsyłane z powrotem na granicę. Szefowa rady miejskiej przyznała również, że niektórzy mieszkańcy mówią, że będą "pluć pod nogi" funkcjonariuszom straży granicznej, ale są również ci, którzy są po drugiej stronie. I nie chcą pomagać migrantom. - Wchodząc na sesję zostałam wywołana przez mieszkańca, powiedział: zróbcie coś z tym, tak nie może być. Ja was proszę, ja was wesprę, pomogę - opowiadał. 

Kilka dni temu, podczas gorących obrad Rady Miasta, głos w tej sprawie zabrał również burmistrz Michałowa. - Jeśli ktoś widzi kobiety i dzieci w tak trudnej sytuacji, to nie da się przejść obok tego obojętnie. Jak nasz samorząd może pomóc? - mówił Marek Nazarko. - Za moment będzie zima, już jest zimno i się okaże, że w Michałowie ludzie zamarzają, dzieci zamarzają! Tylko czekać, aż zaczniemy znajdować zwłoki! My musimy rozmawiać co można zrobić. Nic dziwnego, że są emocje. Bo emocja jest jedna. Człowiek! - grzmiał. 

DOSTĘP PREMIUM