Mieszkańcy Warszawy mogą czuć się bezpiecznie? "Nie wiemy, czy ambulansów brakuje dużo, czy tylko trochę"

W centrum Warszawy w poniedziałek lądował śmigłowiec, bo nie było żadnej wolnej karetki. Z powodu protestu ratowników medycznych na ulice stolicy nie wyjechało 20 ambulansów. - W tej chwili stoimy przed gwałtownym zanikiem ambulansów. Ale tak naprawdę nie wiemy, czy ich brakuje dużo, czy ich brakuje tylko trochę, bo nikt nad tym nie panował - mówił w TOK FM prof. Juliusz Jakubaszko.

W ten weekend nie wyjechało na ulice Warszawy 30 karetek Meditransu, w poniedziałek brakowało 20 ambulansów.  Ratownicy protestują i domagają się odwołania z funkcji m.in. dyrektora Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. W poniedziałek w ministerstwie zdrowia odbyły się pilne rozmowy na ten temat. Przez brak karetek, w centrum Warszawy znów musiał lądować śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jednak na ile brak 20 czy 30 karetek to rzeczywiście sytuacja kryzysowa? Profesor Juliusz Jakubaszko, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej, w "TOK 360" przyznał, że "trudno to określić", a wiedzę w tym zakresie powinien mieć wojewoda, który odpowiada za tzw. wojewódzki plan zabezpieczenia medycznego. 

- W tym planie powinny być określone rejony operacyjne poszczególnych dysponentów zespołów ratownictwa medycznego w przeliczeniu na liczbę ludności. Nie wiem, czy brak 30 ambulansów to dramatyczne zdarzenie dla Warszawy, być może było ich o 20 za dużo, więc jest tylko 10 mniej - oceniał gość TOK FM. - Te normy były w naszym kraju niedookreślane. W krajach Europy zachodniej jest określone, powiedzmy jeden ambulans na mniej więcej 80 tys. ludności. U nas ich zawsze było dużo więcej - dodał. 

Jak stwierdził prof. Jakubaszko, każdy minister zdrowia, gdy tylko coś zachwiało się w systemie, podejmował decyzje o zakupie nowych karetek. - W ten sposób ci ludzie myśleli, że załatwiają sprawę i robią coś pożytecznego, a tak naprawdę nie zrobiono nic - ocenił.

Dodał, że w "medialnym rozumieniu ubytek ambulansów to jest dramat", jednak "gdyby dostosować liczbę zespołów ratownictwa do potrzeb populacyjnych", to można byłoby "te sprawy na spokojnie ustabilizować".  - A w tej chwili stoimy przed gwałtownym zanikiem ambulansów. Tak naprawdę nie wiemy, czy ich brakuje dużo, czy ich brakuje tylko trochę, bo nikt nad tym nie panował i nie panuje do tej pory - podkreślił gość TOK FM.

"Miesięcznie potrzebujemy 4,5 mln zł, aby uruchomić wypłaty dla ratowników"

Do liczby brakujących karetek odniósł się na konferencji prasowej rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego Meditrans SPZOZ w Warszawie. - W dniu dzisiejszym z 80 zespołów, które pełnią dyżury w Warszawie i rejonie operacyjnym, w którego skład wchodzą gminy ościenne, nie wyjechało 20 zespołów ratownictwa, co oznacza, że 60 zespołów jest w pełnej gotowości - przekazał Piotr Owczarski. - W związku z tym wszyscy pacjenci mogą czuć się bezpiecznie, karetka do nich dojedzie w przewidzianym przez ustawodawcę czasie – podkreślił.

Mówił też o tym, że nieprawdziwa jest informacja podana rano przez rzecznika ministra zdrowia o tym, że na koncie Meditrans są pieniądze, które mają pokryć zobowiązanie wynikające z porozumienia zawartego między ratownikami, ministerstwem zdrowia a pracodawcami. - Takich pieniędzy do godz. 15.10 nie było – oświadczył. Jak dodał, nie ma też aneksów, porozumień, sposobu wyliczania tych środków. - W związku z tym, oprócz deklaracji, która jest na piśmie, nie ma nic – tłumaczył.

Resort zdrowia informował z kolei, że Ministerstwo Finansów przekazało odpowiednie środki do wojewodów, a wojewoda przekazuje je do poszczególnych stacji pogotowia. - My gwarantujemy, że te pieniądze dotrą. Wojewodowie złożyli konkretne zapotrzebowania o konkretne pieniądze. Ministerstwo Finansów to zaakceptowało i te pieniądze na pewno dotrą do wszystkich stacji pogotowia ratunkowego w kraju - zapewnił wiceszef MZ Waldemar Kraska.

DOSTĘP PREMIUM