Migrantom coraz częściej pomagają lokalni mieszkańcy. "Propaganda o hordach groźnych uchodźców przestaje działać"

Przybywa apeli do polskich władz o pomoc i humanitarne traktowanie migrantów na granicy. To m.in. apele sędziów, UNHCR, profesorów prawa. Teraz dołącza do nich UNICEF Polska i profesorowie medycyny. A od wielu tygodni apelują organizacje pozarządowe, które najlepiej wiedzą, co się dzieje na granicy. Bo starają się tam być.
Zobacz wideo

Dyrektor UNICEF Polska Marek Krupiński w swoim liście do premiera wyraził zdecydowany sprzeciw wobec tego, co dzieje się na granicy. Chodzi m.in. o tzw. push-backi, czyli odsyłanie zziębniętych, głodnych, szukających pomocy ludzi - w tym dzieci - z powrotem za granicę, na Białoruś. Krupiński zwraca uwagę, że to niehumanitarne i niezgodne z prawem. Dlatego domaga się respektowania zapisów Konwencji o Prawach Dziecka czy Konwencji Genewskiej oraz przestrzegania postanowień Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w zakresie udzielenia uchodźcom niezbędnej pomocy humanitarnej i prawnej. 

Swój apel wystosowali również profesorowie medycyny. To wsparcie dla grupy #MedycyNaGranicy, czyli lekarzy i pielęgniarek, którzy chcieli jechać do strefy stanu wyjątkowego, by móc pomagać migrantom i uchodźcom. Nie dostali jednak na to zgody polskich władz. Murem stanęli za nimi  profesorowie. Napisali list do szefa MSWiA, Mariusza Kamińskiego.

"My, niżej podpisani, apelujemy o niezwłoczne umożliwienie wjazdu do strefy objętej stanem wyjątkowym, niezależnej grupie medyków, w celu niesienia tam pomocy humanitarnej. Z narastającym niepokojem przyjmujemy wiadomości o stanie zdrowia, w jakim znajduje się wiele osób, odnajdywanych przy wschodniej granicy Polski. Dowodem na to, w jak ciężkim położeniu się znajdują, są pierwsze śmierci, poniesione przez tych, którym nie udzielono pomocy na czas. Śmierci, których można było uniknąć" - piszą profesorowie, wśród nich m.in. prof. Hanna Bachórzewska-Gajewska, prof. Tomasz Banasiewicz, prof. Katarzyna Cypryk, prof. Krzysztof Narkiewicz i prof. Marek Postuła.

Migrantom pomagają ci, którzy są na miejscu

Na terenie poza strefą stanu wyjątkowego grupom migrantów pomagają przedstawiciele organizacji pozarządowych z nieformalnej grupy "Granica". Są w lasach niemal codziennie - niemal codziennie dostają też tzw. pinezki, czyli sygnały o tym, że w danym miejscu jest ktoś, kto potrzebuje wsparcia. Wtedy najczęściej wsiadają w samochód i jadą. Z termosami z herbatą, jedzeniem, ciepłymi ubraniami, kocami, latarkami. Bywa, że trzeba wezwać karetkę, bo stan Irakijczyka, Kongijczyka czy Syryjki jest bardzo zły.

Ale pomoc jest też niesiona na miejscu, w strefie stanu wyjątkowego, przez lokalną ludność. Ci, którzy mieszkają w strefie, mogą więcej, bo są "na wyciągnięcie ręki". Niektórzy wcześniej bali się pomagać, bo słyszeli informacje, że uchodźcy mogą być groźni, mogą kraść czy napadać. Dziś, gdy widzą, że ci "obcy" to przemarznięci, głodni, wykończeni tułaczką ludzie - coraz częściej przestają się bać.

- Zdecydowanie widzę w tej chwili ruch po stronie samych mieszkańców. Propaganda, która sączy się z ust władzy, jest już chyba tak żenująca i nieprawdziwa, że mieszkańcy sami, przez okna swoich domów, weryfikują to rzekome zagrożenie ze strony uchodźców. I widzą, że nie ma ani żadnych dzikich hord groźnych ludzi, ani to nie jest żadne zagrożenie, tylko są to biedni, przerażeni ludzie, którzy potrzebują pomocy. I to jest w nas ludzkie, że pomagamy - mówi Piotr Skrzypczak z grupy "Granica".

Potrzeba termosów, powerbanków, termoaktywnych skarpet 

W całej Polsce - m.in. w lokalnych oddziałach PCK - zbierane są dary rzeczowe dla migrantów z granicy. Co ważne, widać, że chcemy pomagać z godnością, bo wśród darów prawie nie ma rzeczy starych, odartych, zniszczonych. Najczęściej przekazujemy nowe lub prawie nieużywane, zadbane ubrania, jedzenie, które można dłużej trzymać, koce, karimaty, śpiwory, termosy, teraz też nosidełka dla dzieci. Wszystko to trafia na granicę - m.in. do strefy stanu wyjątkowego, by lokalni mieszkańcy - w razie potrzeby - mogli przekazać komu trzeba.

- Dzisiaj odbyło się u nas sortowanie darów. Część trafi bezpośrednio w teren, reszta pojedzie do ośrodków na terenie Polski, gdzie już przebywają ludzie szukający schronienia - poinformował na swoim profilu w mediach społecznościowych jeden z mieszkańców, pan Jarek. Jak pisał, na dziś najbardziej przydadzą się tzw. profesjonalne racje żywnościowe, suchary survivalowe, termosy, powerbanki, skarpety termoaktywne, wodoodporne buty, ale też czapki, szaliki i rękawiczki.

- Z darów przygotowujemy pakiety, które mamy ze sobą w każdym momencie w samochodach oraz przekazujemy je do okolicznych mieszkańców, którzy deklarują chęć niesienia pomocy - napisał pan Jarek.

Piotr Skrzypczak UNICEF-u podkreśla, że pomaganie nie jest nielegalne. Każdy z nas ma prawo podać drugiemu człowiekowi wodę, kanapkę, ciepłe ubranie czy śpiwór, by miał w czym spać. - Mamy prawo mieć też te rzeczy w swoim samochodzie. Straż Graniczna ani nikt inny nie może nam tego zakazać - mówi Skrzypczak.

DOSTĘP PREMIUM